PZ/Rynek Zdrowia | 17-09-2019 21:11

Ekspert PZ: nie ulegajmy nieuzasadnionym prośbom rodziców o zwolnienie dziecka z wf

Jeśli rodzice nie rozumieją, że robią swoim dzieciom w ten sposób krzywdę, to my, lekarze, nie ułatwiajmy im tego - zauważa ekspert Porozumienia Zielonogórskiego, lekarz rodzinny Joanna Szeląg. Mowa o rodzicach, którzy proszą lekarzy o zwolnienie - pod błahym pozorem - dziecka z zajęć wf.

Lekarz rodzinny kwalifikuje dziecko do udziału w lekcjach w-f w ramach bilansów, na podstawie konkretnych wytycznych Instytutu Matki i Dziecka. Fot. Flickr/woodleywonderworks (CC BY 2.0)

Wielu rodziców tłumaczy lekarzom, że ich dziecko "nie lubi w-fu", nie radzi sobie z ćwiczeniami lub jest wyśmiewane przez innych uczniów z powodu otyłości.

- Zdarzają się jeszcze bardziej kuriozalne argumenty, jak np. taki, że dziecko jest słabe z tego przedmiotu, więc niska ocena zaniży mu średnią - mówi ekspert Porozumienia Zielonogórskiego Joanna Szeląg. - Tymczasem lekarz może zakwalifikować ucznia do zwolnienia z w-f wyłącznie ze względów medycznych, ostatecznie decyzję o zwolnieniu na tej podstawie podejmuje dyrektor szkoły.

Joanna Szeląg przypomina, że lekarz rodzinny kwalifikuje dziecko do udziału w lekcjach w-f w ramach bilansów.

Lekarz na podstawie konkretnych wytycznych Instytutu Matki i Dziecka kwalifikuje ucznia do grupy A (może ćwiczyć bez ograniczeń), B (może ćwiczyć, ale z określonymi ograniczeniami, a szkoła ma obowiązek zapewnić dostosowanie ćwiczeń do jego możliwości) lub C (nie może ćwiczyć z powodów zdrowotnych).

Oczywiście, może się zdarzyć, że między bilansami wykonywanymi co trzy lata sytuacja zdrowotna ucznia się zmieniła. Mogła np. pojawić się choroba, która uniemożliwia mu udział w zajęciach fizycznych. Wówczas zmienia się pacjentowi kwalifikacja do grupy w-fu na C i w związku z tym lekarz wypisuje zwolnienie z ćwiczeń. Jeśli jednak nic takiego się nie stało, lekarz nie powinien wystawiać zwolnienia z w-fu tym dzieciom, które nie zostały zakwalifikowane do grupy C.

- Warto podkreślić, że sama otyłość nie jest przeciwwskazaniem do uczestniczenia w lekcjach w-f - dodaje lekarka. - Dziecko z tym problemem kwalifikuje się do grupy B. Nie do przyjęcia jest także argument o wyśmiewaniu dziecka z nadwagą przez rówieśników. Jeśli tak się dzieje, zapewne dotyczy to także innych sytuacji w szkole. Problem taki wymaga więc konsultacji rodziców z wychowawcą czy pedagogiem szkolnym, a nie zwalniania z w-fu.

Ekspert Porozumienia Zielonogórskiego apeluje do lekarzy, by nie ulegali prośbom rodziców, jeśli nie ma to uzasadnienia w stanie zdrowia dzieci.

- Pomyślmy o tym w ten sposób: czy jeśli uczeń jest słaby z matematyki, komukolwiek przyjdzie do głowy, by udać się do lekarza po zwolnienie z tego przedmiotu? Nie. Wychowanie fizyczne w szkole jest tylko jednym z wielu przedmiotów. Bezpodstawne zwalnianie z niego to uniemożliwianie dzieciom nie tylko prawidłowego rozwoju fizycznego, ale też funkcjonowania w grupie. Jeśli rodzice nie rozumieją, że robią swoim dzieciom w ten sposób krzywdę, to my, lekarze, nie ułatwiajmy im tego - podkreśla Joanna Szeląg.

Źródło: strona PZ