Eksperci: złe leczenie SM to ogromna strata dla społeczeństwa

Nie lecząc lub źle lecząc stwardnienie rozsiane (SM), najczęstszą przyczynę inwalidztwa ludzi młodych, tracimy w Polsce pracowników w sile wieku i płatników podatków - mówili lekarze, chorzy i ich opiekunowie we wtorek (4 września) na konferencji w Warszawie.

SM diagnozuje się najczęściej u osób między 20. a 40. rokiem życia - przypomniał neurolog prof. Jerzy Kotowicz. Ok. 10 proc. pacjentów stanowią dzieci. 

Podkreślił, że obecnie chorym na SM można skutecznie pomagać. - Potrafimy nie tylko leczyć rzuty choroby, ale też wpływać na jej przebieg. Dobrze leczeni pacjenci dłużej pracują, płacą podatki, są przydatni społeczeństwu - tłumaczył neurolog. Z kolei, nieleczenie lub złe leczenie SM prowadzi do przewlekłego inwalidztwa, co wiąże się z większymi wydatkami na opiekę społeczną, renty. 

Według prof. Kotowicza, polscy pacjenci z SM borykają się ciągle z wieloma problemami w dostępie do optymalnego leczenia i rehabilitacji. Z tego powodu, w ostatnim europejskim badaniu pt. Barometr SM 2011, będącym rankingiem jakości życia chorych z SM w 33 krajach Europy, Polska zajęła jedno z ostatnich miejsc.

Prof. Kotowicz zaznaczył, że ciągle za mało chorych w naszym kraju - około jedna trzecia tych, którzy powinni - otrzymuje leki immunomodulujące. 

Jego zdaniem błędem jest to, że neurolog nie może podać tych leków pacjentom, u których wystąpił pierwszy rzut choroby, choć terapia jest wtedy najbardziej skuteczna. - Musimy czekać na następny rzut, mimo że leczenie mogłoby znacznie opóźnić jego wystąpienie w ciągu kolejnych dwóch lat - powiedział neurolog. 

Z badań wynika, że chorzy na SM, którzy zaczęli otrzymywać interferon beta od razu po wystąpieniu objawów choroby, mieli blisko o 40 proc. większe szanse, że po 21 latach ciągle żyć, w porównaniu z chorymi, którzy otrzymywali placebo. 

Innym problemem - według prof. Kotowicza - jest to, że w Polsce chorzy, którym pomaga terapia immunomodulująca mogą z niej korzystać najwyżej przez 5 lat. Tymczasem, powinno się ją stosować do momentu, gdy jest skuteczna. Chorzy, którym po pięciu latach zabiera się leki, mogą je sobie kupować za własne pieniądze, ale miesięczna kuracja kosztuje kilka tysięcy złotych, więc niewielu na to stać. 

Neurolog podkreślił też, że chorzy na SM, u których nie działa standardowa terapia immunomodulująca nie mają w Polsce dostępu do nowszych leków, takich jak natalizumab i pierwszy doustny lek na SM - fingolimod. Są to leki drogie (ok. 7 tys. miesięcznie) i na razie nierefundowane. - W rzeczywistości nie możemy ich więc stosować, co skutkuje postępującym inwalidztwem tych chorych - wyjaśnił ekspert. 


Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH