PAP/Rynek Zdrowia | 21-09-2019 07:45

Eksperci: ponad 90 proc. osób z osteoporozą nie jest leczonych, grozi nam epidemia...

Osteoporoza występuje prawdopodobnie u 2,5-2,7 mln Polaków, spośród nich leczonych jest zaledwie 200 tys., czyli mniej niż 10 proc. chorych. Grozi nam z tego powodu epidemia złamań kości, bo nasze społeczeństwo się starzeje - alarmują specjaliści Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji w Warszawie.

Po pierwszym złamaniu ryzyko następnego złamania wzrasta 2-10-krotnie. Fot. Archiwum

Osteoporoza powodująca osłabienie kości i zwiększająca ryzyko złamań jest jednym z największych wyzwań zdrowotnych na świecie. Światowa Organizacją Zdrowia (WHO) uznała, że jest ona zagrożeniem dla zdrowia publicznego. Z kolei Międzynarodowa Fundacja Osteoporozy (IFO) wzywa władze, by uznały ją za priorytet opieki zdrowotnej. Twierdzi ona, że tylko w ten sposób można ograniczyć liczbę różnego typu złamań kości, takich jak złamań bliższego końca kości udowej (końca kości udowej bliżej biodra), złamania kręgów kręgosłupa, kości ramiennej, kości przedramion, żeber i piszczeli.

- Złamania osteoporotyczne stanowią narastający problem medyczny, ekonomiczny, społeczny, zwłaszcza w szybko starzejących się społeczeństwach, takich jak populacja polska - podkreśla kierownik Kliniki i Polikliniki Reumatologii Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji w Warszawie prof. Piotr Głuszko.

Zdaniem specjalisty osteoporoza występuje w naszym kraju u 2,5-2,7 mln osób, głównie - u kobiet po 50. roku życia, ale też i u starszych mężczyzn. Z analizy sprzedaży leków stosowanych w leczeniu tej choroby wynika, że w sposób stały i w miarę zgodny z obowiązującymi zasadami leczonych jest nie więcej, niż 200 tys. chorych, czyli mniej niż 10 proc.

- Jeszcze gorszą informacją jest ta, że ogromna większość osób, ponad 80 proc., które doznały osteoporotycznego złamania, po zaopatrzeniu chirurgicznym nie otrzymuje leczenia farmakologicznego osteoporozy i nie jest kierowana na dalszą diagnostykę w tym kierunku. Wiele z tych osób nie jest nawet informowanych, że przyczyną złamania mogła być osteoporoza - alarmuje prof. Głuszko.

Wyjaśnia on, że złamanie osteoporotyczne to złamania niskoenergetyczne wywołane niewielką siłą urazu, a czasem jest to wręcz złamanie samoistne.

- To właśnie jest istotą tej choroby, która osłabia kość, czyniąc ją podatną na złamania. Złamania to nie tylko ból i niesprawność, to także wysokie ryzyko zgonu (kość udowa) z powodu możliwych powikłań oraz niesprawność przewlekła, wymagająca często stałej już pomocy innych osób - przekonuje.

Ministerstwo Zdrowia wiosną 2019 r., wykorzystując fundusze europejskie, uruchomiło program koordynacji profilaktyki złamań osteoporotycznych (Program Operacyjny Wiedza Edukacja Rozwój - POWER). Jego głównym celem jest wypracowanie systemu wczesnej identyfikacji złamań niskoenergetycznych (osteoporotycznych) oraz wczesnego wykrywania osteoporozy, głównie u kobiet w wieku 50-70 lat, zanim jeszcze dojdzie u nich do złamania kości.

Zdaniem ekspertów leczeniem farmakologicznym można w dużym stopniu (w około 50 proc.) przeciwdziałać złamaniom. Leczenie musi być jednak kompleksowe, poza lekami jest to kinezyterapia (ruch fizyczny), zalecenia dietetyczne, eliminacja używek (alkohol, papierosy), a także prewencja upadków i urazów wynikających np. z wad wzroku, zaburzeń równowagi oraz innych chorób.

Zapobieganie upadkom jest główną metodą unikania złamań.

- Nie wolno zapominać, że 90-100 proc. złamań jest skutkiem upadku. Utrzymanie ogólnej sprawności fizycznej i zdrowy tryb życia są niezbędne do skutecznego leczenia osteoporozy - podkreśla prof. Edward Czerwiński z Zakładu Chorób Kości i stawów Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Krakowskiego Centrum Medycznego.

Pierwsze złamanie niskoenergetyczne może sygnalizować, że osteoporoza jest już zaawansowana.

- Po pierwszym złamaniu ryzyko następnego złamania wzrasta 2-10-krotnie. Ortopeda jest pierwszym, a często również jedynym lekarzem przyjmującym chorego ze złamaniem osteoporotycznym. Na nim spoczywa zatem obowiązek nie tylko leczenia złamania, ale również wdrożenia postępowania zapobiegającemu następnemu złamaniu" - podkreśla prof. Głuszko.

- Niestety - dodaje specjalista - na całym świecie ortopedzi nie dopełniają tego obowiązku i według różnych danych zaledwie u 7-25 proc. chorych zostaje wdrożone postępowanie, zapobiegające kolejnemu złamaniu. W Polsce niestety to zalecenie nadal nie jest realizowane lub realizowane rzadko.

Do Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój - POWER przystąpiły już szpitale w Stalowej Woli, Ustroniu, Lublinie i Narodowy Instytut Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji w Warszawie. Placówki te mają współpracować z lekarzami i pielęgniarkami podstawowej opieki zdrowotnej (POZ). Program jest dopiero uruchamiany, ale na razie przystępują do niego tylko niektóre ośrodki POZ.

Według prof. Głuszko na razie zawodzi współpraca i koordynacja opieki nad pacjentem pomiędzy oddziałem lub ambulatorium urazowym, który leczy złamanie - a poradnią specjalistyczną, która zajmuje się diagnostyką i leczeniem osteoporozy.

- Zawodzi też współpraca pomiędzy lekarzami pierwszego kontaktu, którzy mogą łatwo wykryć osoby zagrożone wysokim ryzykiem złamań, a ośrodkami specjalistycznymi - dodaje.

Do stwierdzenia osteoporozy niezbędny jest densytometr, aparat oceniający gęstość mineralną kości.

- W Polsce jest niewielka liczba aparatów densytometrycznych działających w systemie DXA, jedynie cztery na 1 000 000 mieszkańców, co daje nam jedno z ostatnich miejsc w Unii Europejskiej - wyjaśnia prof. Głuszko.

Jego zdaniem wystarczy choćby zmierzyć wzrost u starszej osoby; zmniejszenia wzrostu o ponad 3 cm niemal zawsze jest skutkiem osteoporotycznych złamań kręgów.