Eksperci: Polacy zbyt późno wzywają pomoc do zawału serca

W Polsce można byłoby uratować znacznie więcej osób z zawałem serca, gdybyśmy wcześniej wzywali pogotowie ratunkowe - przekonywali w piątek (9 grudnia) w Warszawie przedstawiciele Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego (PTK).

Ze statystyk wynika, że pod względem liczby wykonywanych zabiegów kardiologii interwencyjnej (udrażniania tętnic wieńcowych), ratujących życie zawałowcom, Polska jest na piątym miejscu w Europie, po takich krajach jak Niemcy czy Szwecja. - To z czym nie możemy sobie poradzić od wielu lat, jest zbyt późne zgłaszanie objawów tzw. ostrego zespołu wieńcowego (OZW) - podkreśliła prof. Janina Stępińska, prezes PTK.

Z przedstawionych danych wynika, że karetka w ciągu 15-20 minut jest w stanie dowieść do szpitala większość chorych z OZW (określenie coraz częściej używane przez kardiologów zamiast "zawału serca"). Zanim jednak wezwiemy pomoc, mija kilka, a czasami nawet kilkanaście godzin.

Według prof. Andrzeja Rynkiewicza z I katedry i kliniki Kardiologii Klinicznego Centrum Kardiologii w Gdańskim Uniwersytecie Medycznym, jedynie 20 proc. osób z zawałem dociera do szpitala w ciągu dwóch godzin od wystąpienia pierwszych dolegliwości, kiedy są największe szanse na ratunek bez poważniejszych powikłań.

Pozostali czekają, bagatelizując objawy, chyba że dojdzie do ostrego zawału serca, gdy ustaje krążenie krwi i pozostaje jedynie pięć minut czasu na uratowanie życia chorego.

W 2005 roku do pacjentów z ostrym zespołem wieńcowym pomoc była wzywana dopiero po upływie średnio 244 minut od wystąpienia pierwszych bólów w klatce piersiowej. - Od tego czasu niewiele się zmieniło. W 2009 roku średni czas wzywania pogotowania ratunkowego do zawału skrócił się jedynie do 219 minut. To wciąż zdecydowanie za długo - dodał prof. Rynkiewicz.

Znacznie skrócił się natomiast czas oczekiwania na zabiegi kardiologii interwencyjnej pacjentów, którzy już znaleźli się w szpitalu. W 2005 roku lekarze potrzebowali na to 32 minut, ale w 2009 roku już tylko 25 minut.

- Możemy ten czas jeszcze trochę skrócić poprzez lepszą organizację opieki na chorymi z ostrym zespołem wieńcowym, ale więcej nie jesteśmy już w stanie zrobić. Największe rezerwy wciąż tkwią w przyśpieszeniu wzywania pomocy - podkreślił prof. Rynkiewicz.

Kardiolodzy podkreślali, że trzeba to zrobić jak tylko u chorego pojawią się takie dolegliwości jak silny ból, ucisk lub rozpieranie w klatce piersiowej.  -Ponieważ niektóre objawy mogą być nietypowe i mylące, w USA namawia się nawet do wzywania pomocy jak tylko chory odczuwa dyskomfort w okolicach klatki piersiowej - dodał specjalista.

W 2010 roku w całej Polsce zdarzyło się 111 838 wszystkich ostrych zespołów wieńcowych (z uniesieniem ST i bez niego). Od 2011 roku mogą im udzielać pomocy 134 ośrodki kardiologii interwencyjnej, czynne całą dobę.
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH