PAP/Rynek Zdrowia | 09-10-2019 11:45

Dyrektor centrum oparzeń: stan żołnierzy ciężki; jeden utrzymywany w śpiączce

Stan dwóch żołnierzy przebywających w Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich (CLO) po eksplozji w pobliżu Kuźni Raciborskiej jest ciężki - poinformował w środę dyrektor tej placówki Mariusz Nowak. Jak zaznaczył, pacjent w poważniejszym stanie utrzymywany jest w śpiączce.

Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. Fot. Archiwum

Z lżej rannym żołnierzem rozmawiał w środę minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak. Jak zapewnił szef MON na briefingu w Siemianowicach Śląskich, obaj ranni znajdują się w najlepszej tego typu placówce w Polsce i otoczeni są najlepszą możliwą opieką.

Pytany przez dziennikarzy o stan ich zdrowia dyrektor siemianowickiej oparzeniówki odpowiedział, że "jest to stan poważny, nawet ciężki".

- Natomiast nie możemy udzielać szczegółowych informacji o stanie ich zdrowia. Mogę tylko zapewnić, że mamy wszystkie środki najlepsze, jakie tylko można mieć - zaznaczył.

Dyrektor Nowak potwierdził, że w tym szpitalu znajduje się dwóch żołnierzy rannych po eksplozji w pobliżu Kuźni Raciborskiej: jeden z nich, w stanie cięższym, trafił tam po wstępnej diagnostyce w Górnośląskim Centrum Medycznym w Katowicach-Ochojcu; drugi został przewieziony ze szpitala wojewódzkiego w Rybniku.

- Jeden jest w cięższym stanie, drugi w lżejszym - wymaga diagnostyki, zaczynamy proces leczenia. Żołnierz w cięższym stanie jest utrzymywany w stanie sedacji - wskazał dyrektor Nowak.

Eksplozja nastąpiła w kompleksie leśnym między Kuźnią Raciborską a Rudą Kozielską. Żołnierze mieli rozbroić niewybuchy znalezione trzy dni wcześniej i zabezpieczone do przyjazdu saperów. Prawdopodobnie były to pociski artyleryjskie z czasów II wojny światowej. 

Wskutek eksplozji na miejscu zginęło dwóch żołnierzy. Czterech zostało przewiezionych do szpitali. Dwaj z nich zostali poważnie ranni: obecnie jeden z nich przebywa w CLO, drugi w szpitalu św. Barbary w Sosnowcu. Jeden ze lżej rannych również jest leczony w Siemianowicach Śląskich, drugi opuścił już szpital w Rybniku o własnych siłach.