Dyrektor LPR o sytuacji w Gostyniu

Pogotowie lotnicze stało się takim punktem, wokół którego skupiła się odpowiedzialność za sytuację w Gostyniu, mówi się o "odmowie udzielenie pomocy" - stwierdza dr Robert Gałązkowski, dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. - Tymczasem śmigłowiec LPR w Gostyniu po prostu nie mógł wykonać transportu międzyszpitalnego.

W Polsce mamy dziś 207 lądowisk przyszpitalnych, część z nich jest zatwierdzona przez prezesa Urzędu Lotnictwa Cywilnego (ULC), część jest wpisana do naszej instrukcji operacyjnej, która również jest zatwierdzana przez ULC. Te lądowiska, które znajdują się w rejestrze lotnictwa cywilnego, jak i w instrukcji operacyjnej, to miejsca, do których śmigłowiec może lecieć i z których może startować w transporcie międzyszpitalnym.

Uregulowania prawne nakładają na nas liczne obowiązki, jako na operatora lotniczego. Trzeba cały czas podkreślać, że my oprócz tego, że jesteśmy jednostką medyczną, jesteśmy też firmą lotniczą i bezwzględnie obowiązują nas przepisy lotnicze. Z przepisów tych dość jasno wynika, że transport międzyszpitalny powinien być realizowany z lądowiska na lądowisko.

Tymczasem w Gostyniu, wbrew temu co mówi dyrekcja SPZOZ, nie ma lądowiska dla śmigłowca. Muszę wyjaśnić, że w tej miejscowości jest tzw. miejsce gminne, czyli miejsce wyznaczone do przyjęcie śmigłowca w operacjach nocnych, kiedy karetka z miejsca wypadku przywozi pacjenta do takiego wyznaczonego miejsca i stamtąd pacjent jest transportowany do ośrodka specjalistycznego.

To miejsce nie spełnia w ogóle tych rygorów, które musi spełnić lądowisko przyszpitalne. To jest miejsce, które można nazwać operacyjnym punktem lądowania. Można je porównać do miejsca lądowania śmigłowca na miejscu wypadku, z tą różnicą, że jest to teren znany i nam, i strażakom. Przypomnijmy, że strażacy każdorazowo przed lądowaniem śmigłowca w operacji nocnej weryfikują takie miejsce lądowania.

Śmigłowce LPR w locie do wypadku i nagłego zachorowania mogą lądować w miejscu przygodnym, przypadkowym. Jest tak dlatego, że nie da się przewidzieć miejsca wypadku i przepis nie jest w stanie scharakteryzować, określić, uregulować miejsca wypadku. Pilot ma prawo podejmować większe ryzyko podczas lądowania przy wypadku, niż w transporcie ze znanej lokalizacji, którą można przewidzieć.

Skoro taka lokalizacja lądowania i startu śmigłowca jest do przewidzenia, to przepisy mówią jasno, że należy w takim przypadku ograniczyć do minimum ryzyko związane z transportem międzyszpitalnym. Stąd tak ważna jest kwestia budowy czy modernizacji lądowisk przyszpitalnych.

Proszę zwrócić uwagę, że ustawa o ratownictwie medycznym i rozporządzenie ministra zdrowia, dotyczące Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych (SOR) nakłada na SOR-y obowiązek posiadania lądowiska przyszpitalnego, spełniającego odpowiednie wymogi lotnicze. Stąd też w ustawie o ratownictwie medycznym (art. 44) znalazł się zapis, żeby pacjenci wiezieni karetką trafiali albo do szpitala z SOR-em, albo już do docelowej lecznicy, w której udzielona im zostanie kompleksowa pomoc.

 Czytaj też: Gostyń: potrzebny był chirurg dziecięcy, nie śmigłowiec?

W sytuacji, która zaistniała w Gostyniu, gdzie szpital dysponuje oddziałem chirurgii dziecięcej, ratownicy z zespołu podstawowego, którzy przewozili karetką poszkodowanego chłopca, mieli prawo sądzić, że w tej lecznicy zostanie pacjentowi udzielona optymalna pomoc.

Dodajmy, że gdyby śmigłowiec został wezwany na miejsce zdarzenia, to mógłby oczywiście wylądować i dziecko zabrać bezpośrednio do Poznania, jednak nie bezpośrednio do szpitala. Przypominam, że w Poznaniu śmigłowiec LPR lądowałby na lotnisku "Ławica", ponieważ w tym mieście jest problem z lądowiskami przyszpitalnymi. Z lotniska karetka dowiozłaby pacjenta do odpowiedniego szpitala.

Pogotowie lotnicze stało się takim punktem, wokół którego skupiła się cała odpowiedzialność za sytuację w Gostyniu. Mówi się o "odmowie udzielenie pomocy", tymczasem śmigłowiec LPR w Gostyniu po prostu nie mógł wykonać transportu międzyszpitalnego, bo nie ma tam lądowiska przyszpitalnego, spełniającego wymogi międzynarodowych regulacji lotniczych.

Dodajmy, że przepisy lotnicze dotyczące wyboru miejsca do lądowanie są uzgadniane na poziomie unijnym i międzynarodowym, więc jako Polska nie mamy na nie dużego wpływu.

Są szpitale w Polsce, które nie mają SOR-u, nie mają lądowiska, jednak zwracają się do nas z prośbą, żebyśmy wspólnie wybrali jakieś miejsce, które spełniałoby wymogi lądowiska przyszpitalnego. Istnieje taka możliwość. Wszystko zależy od szpitala, jego inicjatywy i chęci.

 

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH