Dopalacze - to dla lekarzy toksykologiczna zagadka Niemal każdy z pacjentów to toksykologiczna zagadka, Fot. Fotolia

Ciężkie przypadki zatrucia dopalaczami niezwykle trudno leczyć. Lekarze często bowiem nie wiedzą z jaką substancją psychoaktywną mają do czynienia. Testy są żmudne i mogą nic nie wykazać.

Jak powiedział nam dr Jarosław Szponar, ordynator oddziału toksykologiczno-kardiologicznego Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Lublinie, od początku roku oddział hospitalizował 152 pacjentów z zagrażającymi zdrowiu objawami po użyciu dopalaczy, narkotyków i środków psychoaktywnych. To dwa razy więcej w porównaniu do analogicznego okresu w roku poprzednim.

Z doświadczeń lubelskiego ośrodka wynika, że część pacjentów dociera w stanie ciężkim, wymagają intubacji. Są przypadki chorych hospitalizowanych od tygodnia do dwóch, z ciężkimi uszkodzeniami wielonarządowymi,

Lekarze zalecają wizytę w poradni odwykowej
- Jedni trafiają do nas w śpiączce, inni są tak pobudzeni i agresywni, że muszą być eskortowani przez kilku policjantów - podaje dr Szponar.

Niemal każdy z pacjentów to toksykologiczna zagadka. Na rynku dopalaczy pojawia się dużo nowych środków o niewiadomym składzie. Ilość substancji psychoaktywnych jest bardzo duża.

Wykonanie badań toksykologicznych wymaga specjalistycznego laboratorium i kosztuje kilka tysięcy złotych. Poza tym często, gdy wyniki są już dostępne, pacjent dawno jest wypisany. Dlatego badania wykonuje je się głównie w razie wystąpienia tak masowych i ciężkich przypadków jak w województwie śląskim, gdzie w weekend od 10 do 12 lipca do szpitali trafiło ok. 200 osób.

Badanie toksykologiczne zlecane jest także w przypadku zgonu.

 Konsekwencje zażywania dopalaczy to m.in. uzależnienie - takie jak po twardych narkotykach, zaburzenia rytmu serca, zaburzenia oddychania, niewydolność nerek.

Wszystkim tym chorym, którzy przeszli leczenie szpitalne po zażyciu dopalaczy, lekarze zalecają wizytę w poradni odwykowej.

- Wiemy, że raczej z tego nie korzystają. Najczęściej kontakt z dopalaczami mają młodzi ludzie między 15. a 20. rokiem życia. Dotarcie do nich jest trudne. Do ich rodziców również. Gdy pojawiają się, by odebrać dziecko ze szpitala są zaskoczeni problemem, ale odpychają od siebie myśl, że być może powodem jest to, iż czegoś w ich domu zabrakło - podsumowuje dr Szponar.

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH