Domanasiewicz: środowisko chirurgów potrzebuje lokomotyw w zespołach Środowisko chirurgów potrzebuje lokomotyw w swoich zespołach. Fot. archiwum RZ (zdj. ilustracyjne)

Panowało przekonanie, że wada wrodzona jest przeciwwskazaniem do transplantacji. Uważano, że pacjent nie będzie mógł poruszać przeszczepioną ręką - opowiada dr Adam Domanasiewicz. Jako pierwszy na świecie (15 grudnia) przeszczepił on rękę pacjentowi, który nigdy jej nie miał.

Lekarze bali się, że nowa ręka stanie się jedynie żywą protezą. Będzie ciepła, przeszczep się przyjmie, ale w mózgu zabraknie odpowiedniego oprogramowania, czyli ośrodka decyzyjnego, który pozwoli pacjentowi nią sterować. Tymczasem nasz pacjent zgina już i prostuje palce - mówi sławny chirurg.

Czytaj: Wrocław: przeszczepiono dłoń dorosłemu pacjentowi, który urodził się bez tej części ciała

Na pytanie, czy czuł strach przed pionierską operacją, odpowiada, że emocje utrudniają pracę, tylko odsuwając je na bok, można się w pełni skupić na celu. - Podobnie jest ze wspinaczką: skupiam się na najbliższym chwycie; nieważne, jak wysoko jestem i co się stanie, jeśli odpadnę - przekonuje.

Jego zdaniem sukcesy polskich chirurgów to wypadkowa wspólnych doświadczeń. - Przyjaźnimy się, dyskutujemy o trudnych przypadkach, dzwonimy do siebie w środku nocy i przekazujemy sobie pacjentów.

Zwraca uwagę, że środowisko chirurgów potrzebuje lokomotyw w swoich zespołach. Takich ludzi, którzy będą wyznaczali nowe cele i odważą się je realizować. Tymczasem wielu młodym brakuje motywacji, wybierają łatwiejsze zawody, bez nocnych dyżurów i z większą wypłatą.

Chirurg może pracować przez 30 lat, ale tylko przez 15 lat będzie naprawdę świetny: wcześniej zabraknie mu doświadczenia, później forma będzie spadać - kontynuuje. Przywołuje też swego mentora, prof. Ryszarda Kociębę. Wspomina, że profesor robił niezwykle trudne operacje i miał świetne wyniki (w 1971 r. przeprowadził pierwszą w Europie udaną operację replantacji ręki).

- Miał nie tylko talent, ale też olbrzymie doświadczenie, którym się z nami dzielił - wspomina swego mistrza. - Podczas operacji asystowały mu cztery, czasem pięć osób. Przyglądaliśmy się i uczyliśmy się. Dzisiaj szpitali na to nie stać, operacje robi się dwójkami.

Domanasiewicz wraz z kolegami przez lata dokonał wielu takich operacji replantacji ręki. W 2006 r. był prekursorem przeszczepiania kończyn od zmarłych dawców. Dziś pracuje we wrocławskim Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Klinice Chirurgii Urazowej i Chirurgii Ręki. Z jego inicjatywy USK włączyło się do sieci placówek, które pełnią tzw. dyżur replantacyjny, czyli mają w gotowości zespół chirurgów umiejących przyszywać utracone kończyny. W Polsce jest siedem takich szpitali.

Czytaj: www.wroclaw.wyborcza.pl

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH