Dermatolodzy: łuszczycy nie da się wyleczyć kolejnymi obietnicami

Od pięciu lat Krajowy Zespół Ekspertów ds. Dermatologii zabiega o wprowadzenie programu lekowego dla chorych na ciężką łuszczycę plackowatą. Jego wdrożenie zapowiadali kolejni ministrowie zdrowia, jednak ok. 1,4 tys. chorych wciąż nie ma dostępu do skutecznej terapii. Specjaliści pytają, kiedy wreszcie łuszczyca przestanie być w Polsce traktowana jako defekt kosmetyczny, a nie choroba ogólnoustrojowa.

- Zdaję sobie sprawę z tego, że dermatologia nie jest i nie będzie dyscypliną priorytetową, ale sprawy, na których nam zależy, są priorytetowe dla naszych stygmatyzowanych pacjentów - mówi portalowi rynekzdrowia.pl prof. Andrzej Kaszuba, konsultant krajowy w dziedzinie dermatologii i wenerologii.

Jak przyznaje profesor, wielu chorych zamyka się w domach, nie chodzą na basen, na plażę; niejednokrotnie cierpią z powodu depresji. Ale zewnętrzne objawy związane z łuszczeniem się skóry to tylko część problemów z jakimi się borykają.

W najcięższych przypadkach, bolesne i swędzące zmiany mogą zajmować całą skórę, a u części pacjentów dochodzi do zajęcia stawów, co grozi niepełnosprawnością. Łuszczyca może wiązać się z chorobami serca, otyłością, czy alergią.

- Łuszczyca na całym świecie jest zakwalifikowana do chorób ogólnoustrojowych, bowiem ciężka łuszczyca, którą chcemy leczyć lekami biologicznymi, skraca zdecydowanie życie pacjentów, nawet o 15 lat - zaznacza konsultant.

Chodzi o najciężej chorych
Zespół ekspertów ds. dermatologii kolejny rok zabiega o wprowadzenie leczenia biologicznego dla chorych cierpiących na najcięższą postać łuszczycy plackowatej. Jak mówi nam prof. Zygmunt Adamski, kierownik Zakładu Mikologii Lekarskiej i Dermatologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, chodzi o terapię dla ok. 1,4 tys. najciężej chorych spośród przeszło 600 tysięcy cierpiących w naszym kraju z powodu łuszczycy.

- Dziś praktycznie tylko ok. 200 takich pacjentów ma dostęp do leków biologicznych, które jako jedyne dają szansę na bezpieczną i skuteczna terapię w takich przypadkach - informuje prof. Zygmunt Adamski.

Dlaczego? Bo dostęp do leków mają tylko pacjenci objęci leczeniem w ramach jednorodnych grup pacjentów (JGP).  Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że roczny koszt takiej terapii wynosi ok. 60 tys. zł. Kontrakty dla oddziałów dermatologicznych są zaś jednymi z najniższych w kraju, a to oznacza, że zakwalifikowanie 3-4 pacjentów do takiej terapii może pochłonąć w krótkim czasie wszystkie środki oddziału.

- NFZ płaci wprawdzie za lek, ale w efekcie zabiera się w ten sposób punkty na leczenie innych pacjentów - wyjaśnia prof. Adamski.

Z tego powodu na takie leczenie mogą pozwolić sobie jedynie kliniki z większymi kontraktami. Jak podkreślają nasi rozmówcy korzystniejszym rozwiązaniem jest finansowanie leczenia biologicznego w ramach programu lekowego. Niedawno zostały wprowadzone znacznie bardziej restrykcyjne kryteria kwalifikacji pacjentów do takiego programu.

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH