Do tracącego przytomość mieszkańca Dąbrowy Białostockiej karetka jechała dłużej o 10 minut niż przewidują zakładane normy czasu dojazdu. Taka też jest rzeczywistość funkcjonowania systemu ratownictwa medycznego w miejscowościach oddalonych od dużych miast.

Po trzech minutach od wezwania pomocy przez żonę tracącego przytomność mężczyzny na miejscu byli strażacy.

– Mężczyzna nie dawał oznak życia. Nie oddychał i nie można było wyczuć tętna – relacjonuje na łamach Kuriera Porannego Marcin Janowski, rzecznik podlaskiej straży pożarnej. Strażacy rozpoczęli reanimację.

Pogotowie nadjechało dużo późnej. Na miejsce dotarło po 25 minutach od wezwania. W tym czasie dąbrowska karetka wracała właśnie z Białegostoku. Wiozła pacjenta z udarem.

– O 10 minut przekroczyli czas dojazdu, bo to miejsce zabezpiecza tylko jedna karetka, a były dwa wezwania w tym samym czasie. Pacjent miał pecha – analizuje sytuację Barbara Bohdan, zastępca dyrektora ds. medycznych pogotowia ratunkowego w Białymstoku. – Co mogę powiedzieć? Pędzili spod Białegostoku. Drugiej karetki nie ma.

– Nie może tak być, że do dyspozycji jest tylko jedna karetka. Człowiek nie żyje. Skoro taki układ się nie sprawdza, może czas go zmienić - mówi wzburzony Franciszek Toczydłowski, zastępca burmistrza Dąbrowy Białostockiej

W Dąbrowie Białostockiej jest stacja pogotowia i szpital. Dojazd do chorego powinien zająć ratownikom co najwyżej 15 minut. Tak precyzują przepisy...

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH