Kwestia kto i kiedy powinien włamać się do mieszkania osoby, która wezwała pogotowie, a nie otwiera drzwi, stała się problemem śląskich ratowników.
Jak podaje Gazeta Wyborcza, zostali oni wezwani do mężczyzny, który prawdopodobnie miał zawał. Ponieważ nie mogli wejść do mieszkania, zgodnie z procedurą wezwali policję i straż pożarną. Niestety, na służby trzeba było czekać kilkanaście minut. Kiedy strażacy otworzyli lokal, lekarz pogotowia ratunkowego, mimo prób reanimacji, nie był już w stanie pomóc choremu. Rodzina zmarłego uważa, że ratownicy powinni wybić szybę i wejść do środka, co przyspieszyłoby udzielenie pomocy. Sprawą zajmuje się prokurator.
Jak wyjaśnia portalowi rynekzdrowia.pl Marek Niemirski, rzecznik Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego Meditrans w Warszawie, w podobnym przypadku zespół ratownictwa medycznego bezwzględnie zobowiązany jest do wezwania policji i straży pożarnej.
– Ratownicy nie mają prawa włamać się do czyjegoś domu. Nie mają też niezbędnych narzędzi, żeby przeprowadzić taką akcję – mówi Marek Niemirski.
W wypadku, kiedy nastąpiło wezwanie, a nikt nie reaguje na dzwonek, straż pożarna wchodzi oknem lub wyważa drzwi.
– Niestety, po tego typu akcjach zdarza się, że osoba, której uratowano życie, zaczyna walczyć o odszkodowanie za zniszczenia, których dokonały służby – zaznacza rzecznik pogotowia.
Jak dodaje, zdarzają się też pomyłki, np. w sytuacji, kiedy rodzina nie może skontaktować się z chorym i wzywa pogotowie myśląc, że stało się coś złego. Straż pożarna wchodzi do mieszkania i nie zastaje w nim nikogo.
– Czasami okazuje się np.,że babcia wyszła po zakupy – dodaje Marek Niemirski.
Czytaj więcej: ratownictwo medyczne | pogotowie ratunkowe | udzielanie pomocy | Marek Niemirski
Świdnica: prowizje zróżnicowały zarobki i poróżniły personel