
Od kilku lat kierowcy wiedzieli, że jeżeli zgodnie z Ustawą o Państwowym Ratownictwie Medycznym nie zdobędą uprawnień ratownika medycznego, będzie im groziła utrata pracy. Jednak dopiero, kiedy zbliżał się termin, który pozwalał na ukończenie dwuletniej szkoły przed wymaganym ustawą dniem 1 stycznia 2011 r. - posypały się protesty.
Dyrekcje pogotowia racjonalizując zatrudnienie, sadzają za kierownicami karetek kierowców-ratowników lub ratowników z uprawnieniami do kierowania pojazdami uprzywilejowanymi. Związkowcy uważają, że nie każdy z kierowców miał szansę stać się ratownikiem medycznym, a ratownicy twierdzą, iż zmniejszanie składu karetek przełoży się na pogorszenie bezpieczeństwa pacjentów. Kierowca pogotowia bez prawa do wykonywania medycznych czynności ratunkowych to zdaniem wielu relikt.
Pogotowie nie taksówka
– Kierowcy radiowozów policyjnych są przecież też policjantami, a nie wyłącznie kierowcami. Podobnie kierowcy Straży Pożarnej są strażakami. Dlaczego więc kierowcy karetek pogotowia ratunkowego mają być wyłącznie „taksówkarzami”? – pyta Jerzy Wiśniewski, rzecznik Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach.
Jego głos w sprawie nie pojawia się przypadkiem, bowiem to w katowickim WPR trwają protesty przeciw zwolnieniom kierowców. W 2007 r. pracujący tam kierowcy podpisywali oświadczenie o konieczności dostosowania kwalifikacji do ustawy o państwowym ratownictwie z 2006 r. i o możliwości wypowiedzenia im umowy o pracę przez pracodawcę.
– Obecnie jednak na 239 kierowców mamy 129 bez uprawnień lub nieuczących się w szkołach ratownictwa medycznego – tłumaczy Wiśniewski. – Ale pracuje u nas też wielu ratowników, a nawet pielęgniarki, którzy mogą kierować karetką pogotowia, bo zdobyli uprawnienia do kierowania pojazdem uprzywilejowanym.
Podkreśla, że i w ustawie, i w pracy pogotowia nie chodzi o to, żeby zwalniać pracowników, ale by zespoły ratownicze tworzyli profesjonaliści ze stosownymi uprawnieniami zawodowymi. Czyli tacy, którzy każdą akcję ratowniczą przeprowadzą szybko i sprawnie, bo od tego zależy ludzkie zdrowie lub życie.
Nie wierzyli w tę konieczność
W opinii Dariusza Kłosa, szefującego jeleniogórskiemu Pogotowiu Ratunkowemu sprawa jest prosta, choć problem jest złożony. Część kierowców protestuje przeciw zwolnieniom również dlatego, iż w służbie zdrowia przez wiele lat mówiono o pewnych zmianach, ale ich nie realizowano.
– Wynikało to z zachowawczej postawy decydentów, dla których fakt, że sprawa dotyczy służby zdrowia, był pretekstem do uzasadniania wielu nieekonomicznych zachowań. Dziś to się zmienia – uważa dyrektor Kłos.
O protestach kierowców pisze się dużo, bo to atrakcyjne tematy. Tak było z medialną burzą, która rozpętała się wokół zwolnień kierowców pogotowia Szpitala Powiatowego im. dr. T. Chałubińskiego w Zakopanem i zastąpieniem ich przez ratowników medycznych. Podkreślano, że doświadczonych kierowców zastąpią ratownicy wyposażeni w GPS i mapy.
Tymczasem, jak zapewnia dr Marian Papież, dyrektor ds. medycznych zakopiańskiego szpitala... ani jeden kierowca nie został zwolniony!
– W przypadku trzech osób była to kwestia nie przedłużenia umów o pracę, które kończyły się 30 września br. Pozostałych 6 kierowców pracuje dalej. Trzech z nich skończyło studium ratownictwa medycznego – zaznacza dyrektor zakopiańskiego szpitala.
W tej placówce większość z ratowników medycznych ma uprawnienia do kierowania pojazdem uprzywilejowanym. Aktualnie szpital dysponuje trzema karetkami.
– Specjalistyczna: kierowca-ratownik, ratownik, lekarz; karetka podstawowa: z ratownikiem medycznym i ratownikiem-kierowcą oraz druga podstawowa: z dwoma ratownikami oraz kierowcą bez uprawnień medycznych. Jak widać rozważamy różne opcje – mówi dr Papież.
Jeśli rozwiązanie się sprawdzi, również druga karetka będzie jeździła w składzie podstawowym. Zapewnia też, że reorganizacja nie jest bynajmniej związana z oszczędnościami, gdyż dla członków nowych zespołów wraz z dodatkowymi obowiązkami przyszły podwyżki uposażenia.
Nie tylko zła wola
Dariusz Kłos, dyrektor Pogotowia Ratunkowego w Jeleniej Górze, przyznaje, że jego placówka jest w tej szczęśliwej sytuacji, że osób, które nie wypełniło tego wymogu jest niewiele.
– Nie zrobili tego z różnych powodów: nie mają wykształcenia średniego, a więc nie mogą iść do szkoły policealnej, z przyczyn osobistych, losowych. Zła wola kierowców jest przyczyną, którą należy wymieniać na samym końcu – podkreśla dyrektor Kłos.
Jego zdaniem sprawa dostępności do podnoszenia kwalifikacji zawodowych inaczej ma się w Warszawie lub Katowicach, a inaczej w mniejszych miasta takich jak Jelenia Góra czy Bolesławiec:
– Tu trzeba nieraz dojechać do szkoły kilkadziesiąt kilometrów, ale również ponieść koszty tego dojazdu. Jak pracodawca miałem niewielką możliwość pomocy finansowej kształcącym się pracownikom. Mogliśmy im głównie pomóc układając ich grafik pracy, tak by umożliwiał uczęszczanie na zajęcia.
Potwierdza to Robert Szulc, szef Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego.
– Myślę, że jest może 10 proc. kierowców, którzy po prostu nie chcieli uzyskać uprawnień wykonywania zawodu ratownika medycznego licząc, że może się uda pracę utrzymać. Jednak 90 proc. z nich napotkało na swojej drodze przyczyny, które im to uniemożliwiły. I to są właśnie koledzy, którzy chcieliby podjąć jeszcze naukę. Z myślą o nich walczymy o przedłużenie okresu uzyskania uprawnień ratownika medycznego do roku 2012-1013.
Dwuosobowe zespoły, czyli...
W opinii związkowca, dyskusja zbytnio skoncentrowała się na protestujących kierowcach, a niewiele mówi się np. o tym, jak ma wyglądać praca dwuosobowych zespołów ratowniczych.
– Wyobraźmy sobie sytuację bezpośredniego zagrożenia życia i zespół dwuosobowy w składzie dwóch ratowników medycznych lub ratownik medyczny i pielęgniarka, w którym jedna z tych osób jest kierowcą karetki. I przenieśmy tę sytuację, nie do dużego miasta, gdzie lecznice są stosunkowo blisko lub łatwo o przyjazd drugiej karetki, tym razem z lekarzem, ale do małej podstacji oddalonej o 20-30 km od centrali – naświetla problem Robert Szulc.
Jego zdaniem, dwuosobowy zespół ratunkowy będzie musiał wówczas wybrać:
• albo ratować poszkodowanego w miejscu zdarzenia do czasu przyjazdu specjalistycznej karetki (co może trwać 30 minut, godzinę, dwie lub więcej ),
• albo przetransportować pacjenta do najbliższego szpitala, licząc, że zdąży się go do niego dowieźć.
– To są kwestie życia i śmierci oraz natychmiastowej decyzji członków zespołu tej karetki, gdzie w razie zgonu pacjenta ma się od razu do czynienia z prokuratorem – zwraca uwagę przewodniczący Szulc. – Dlatego będziemy postulować, żeby były to zespoły trzyosobowe...
Wymóg nie jest bezwzględny
Prof. Juliusz Jakubaszko, krajowy konsultant w dziedzinie medycyny ratunkowej podkreśla, że ustawa nie przynosi bezwzględnych wymogów zwalniania kierowców.
– O tym, jak w danej placówce będzie wyglądał skład zespołów ratunkowych, decyduje jej dyrektor i to od niego zależy, czy będzie zmniejszał załogi. Z pewnością zarządzający kierują się oszczędnościami, ale zależy im też na bezpieczeństwie pacjentów – mówi prof. Jakubaszko.
Czym więc zakończą się protesty związkowców?