Prokuratura przyjrzy się postępowaniu lekarzy, którzy wypuścili do domu dwudziestolatkę tuż po próbie samobójczej. Powiesiła się obok szpitala.

Marek Zych, wiceszef Prokuratury Rejonowej Lublin-Północ zapowiada, że będą ustalać, czy lekarz miał prawo na siłę zatrzymać pacjentkę w szpitalu i czy była taka potrzeba.

Dwudziestolatka czternastokrotnie już trafiała na oddział toksykologii Szpitala im. Jana Bożego w Lublinie. Często też trafiała do policyjnej izby zatrzymań. Tym razem, z objawami zatrucia przywieziono ją do lubelskiego szpitala PSK 4 przy ul. Jaczewskiego, gdzie przyznała się lekarzom, że zażyła tzw. dopalacze i popiła je alkoholem. Dziwnie się zachowywała. Już tam próbowała popełnić samobójstwo w łazience. Została przewieziona do szpitala im. Jana Bożego przy ulicy Biernackiego.

Odmówiła leczenia i została zwolniona do domu. Wyszła ze szpitala. Jej zwłoki znalazł portier. W torebce zmarłej znaleziono opakowanie po dopalaczach.

- To była jej już czternasta wizyta u nas - mówi Tomasz Leonkiewicz, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w Szpitalu im. Jana Bożego. - Za każdym razem powód jej leczenia był taki sam - alkohol w połączeniu z narkotykami lub używkami.

Dziewczyny broni Adam Sandauer, prezes Stowarzyszenia Pacjentów Primum Non Nocere. Uważa on, że jeżeli osoba jest groźna dla siebie lub otoczenia to powinna zostać skierowana na obserwację psychiatryczną. Jeżeli psychiatra nie może przekonać jej do leczenia, można zastosować przymus. Lekarze w tym przypadku - w opinii Sandauera -  mieli taki obowiązek. Jeśli tego nie zrobili popełnili błąd. Zwłaszcza, że nie była to pierwsza próba samobójcza.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH