Czy dzięki nowym obowiązkom lekarzy POZ mniej Polaków umrze na raka?

Kolejne pomysły na zmotywowanie naszego społeczeństwa do badań przesiewowych szczególnie w zakresie chorób nowotworowych to pasmo kosztownych niepowodzeń. Zdaniem resortu zdrowia sytuacja w tym zakresie poprawi się, jeśli lekarz podstawowej opieki zdrowotnej będzie sprawdzać, czy pacjent przeszedł badania profilaktyczne.

Szacuje się, że co roku w Polsce ponad 150 tys. osób dowiaduje się o chorobie nowotworowej, a ponad 90 tys. umiera z tego powodu. Z chorobą nowotworową żyje 320 tys. osób. I chociaż w kraju mamy specjalistów światowej klasy i sprzęt, który nie odbiega od tego, jakimi dysponują szpitale na Zachodzie, to lekarze wciąż wielu chorym nie są w stanie pomóc. Powód? Wielu z nich trafia do specjalisty już w zaawansowanym stadium choroby.

 

Polki nie chcą się badać

Od 2005 roku w Polsce realizowany jest Narodowy Program Zwalczania Chorób Nowotworowych. W jego ramach organizowane są m.in. bezpłatne badania cytologiczne i mammograficzne dla kobiet.

Jednak na mammografię zgłasza się zaledwie 35 proc. uprawnionych pań,  na cytologię jeszcze mniej, bo tylko 23 proc. - wynika z danych Centralnego Ośrodka Koordynującego Populacyjne Programy Wczesnego Wykrywania Raka Piersi oraz Profilaktyki i Wczesnego Wykrywania Raka Szyjki Macicy.

Jak mówi nam prof. Witold Zatoński kierownik Zakładu Epidemiologii i Prewencji Nowotworów Centrum Onkologii - Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie, rak szyjki macicy jest absolutnie możliwy do kontroli, w związku z tym liczba zgonów na ten nowotwór w cywilizowanym kraju powinna być bliska zeru. W Polsce umiera zaś prawie połowa chorych.

- Wystarczy raz do roku proste badanie cytologiczne, które pozwala na wykrycie raka szyjki w stadium przedinwazyjnym, a niemalże wszystkie przypadki byłyby wyleczone - podkreśla prof. Zatoński.

Na konferencji poświęconej zachorowalności na nowotwory organizowanej przez Centrum Onkologii w Warszawie dr Joanna Didkowska z Zakładu Epidemiologii i Prewencji Nowotworów przyznała, że wprowadzenie programu przesiewowego nie dało przełomu w walce z tym nowotworem.

Jej zdaniem "Populacyjny program profilaktyki i wczesnego wykrywania raka szyjki macicy" powinien być w tej sytuacji przebudowany, ponieważ nie sposób obecnie doprowadzić do tego by odpowiednio duża liczba kobiet przyjęła zaproszenia i poddała się badaniom.

Jak przyznaje dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii na początku programu PUO zwracało uwagę, że wysyłanie zaproszeń nie sprawdzi się, szczególnie w przypadku mieszkanek małych miejscowości i wsi.

- Postulowaliśmy, by zamiast ponosić wydatki z tego tytułu przekazać pieniądze lekarzom rodzinnym i pielęgniarkom środowiskowym, by to oni w bezpośrednich kontaktach nakłaniali swoich pacjentów do badań. Występowaliśmy też o rozszerzenie uprawnień do cytologii na większą grupę położnych - podkreśla.

Zdaniem naszego rozmówcy na tak niską frekwencję w przypadku cytologii wpływa fakt, że badanie ginekologiczne jest dla większości kobiet niedostępne.

- Na prowincji specjalista ginekolog pojawia się rzadko, zatem większość kobiet nie ma praktycznie szans na wykonanie nawet podstawowego badania. Dopuszczenie położnych do pobierania materiału do badania cytologicznego z pewnością poprawiłoby sytuację - zaznacza.

 

Badania nieobowiązkowe

W 2009 r. miały zostać wprowadzone obowiązkowe badania cytologiczne i mammograficzne dla kobiet. Zaświadczenie o nich kobieta miała obowiązkowo pokazywać przy zawieraniu umowy o pracę. Rozwiązanie to forsowała była minister zdrowia Ewa Kopacz. Proponowane przepisy wzbudził podczas konsultacji społecznych sprzeciw niektórych środowisk i ostatecznie nic z tego nie wyszło.

Panaceum na tę sytuację miał być w końcu program szkoleń dla lekarzy pierwszego kontaktu.

Wiceminister zdrowia, Agnieszka Pachciarz, przedstawiając 30 kwietnia br. w Sejmie sprawozdanie z realizacji Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych przyznała, że rzeczą, która się nie powiodła w programach edukacyjnych, jest kwestia szkolenia lekarzy rodzinnych.

Lekarze chcą się szkolić

Najpierw był to problem organizatora i zarzutów NIK w kontekście sposobu organizacji tych szkoleń, a później, małe zainteresowanie lekarzy rodzinnych.

- To nie lekarze rodzinni byli niezainteresowani udziałem w szkoleniach. Problem był z organizacją samych szkoleń - mówi portalowi rynekzdrowia.pl Agnieszka Jankowska-Zduńczyk wiceprezes zarządu Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce.

- W samym sprawozdaniu z realizacji Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych jest zapisane, że w 2010 r.  nie realizowane były szkolenia z powodu małego zainteresowania oferentów prowadzeniem szkoleń w przedmiotowym zakresie - podkreśla.

Jak zauważa Jankowska-Zduńczyk, ze sprawozdania wynika, że do 2010 r. w szkoleniach udział wzięło 10 tys. lekarzy rodzinnych z ok. 16 tys., którzy posiadają tę specjalizację.

- To znaczy , że dwie trzecie przedstawicieli tej profesji zostało przeszkolonych. W świetle tych danych mówienie, że niepowodzenie idei szkoleń jest winą lekarzy rodzinnych jest dla naszego środowiska niezmiernie krzywdzące - podkreśla Jankowska-Zduńczyk.

Również PUO potwierdza, że lekarze rodzinni  aktywnie korzystali ze szkoleń. - Pierwsze społeczne szkolenia lekarzy z diagnostyki onkologicznej PUO rozpoczęła długo przed Narodowym Programem Zwalczania Chorób Nowotworowych. I zainteresowanie nimi było ogromne - podkreśla dr Meder.

Dlaczego zatem zaprzestano szkoleń skoro pokładano w nich tak wiele nadziei? - Kiedy rozpoczęła się nagonka na Polską Unię Onkologii, oskarżano nas o zarabianie na szkoleniach. Twierdzono, że są one zbyt kosztowne, więc postanowiliśmy się wycofać z kolejnych konkursów. Wtedy okazało się, że nikt inny takich szkoleń nie był w stanie realizować i z tego powodu wycofano się z idei szkoleń - wyjaśnia prezes Meder.

- Moim zdaniem to olbrzymi błąd. Lekarze pierwszego kontaktu są fundamentem procesu zwalczania chorób nowotworowych.

Rozmowa to obowiązek

Jednak resort zdrowia ponownie stawia na lekarzy POZ. Zamierza ich zmotywować do większego zaangażowania na rzecz upowszechnienia badań profilaktycznych.

Jak podkreślała niedawno w Sejmie wiceminister Pachciarz byłoby wskazane, żeby lekarz rodzinny dbał także o to, żeby na czas były wykonywane badania profilaktyczne.

Ministerstwo Zdrowia chce uruchomić mechanizmy, dzięki którym lekarze POZ byliby zmuszeni do przekazania resortowi informacji zwrotnej, czy przeprowadzili rozmowę z pacjentem ws. badań profilaktycznych. Póki co nie wiadomo w jaki sposób resort chce to wdrożyć.

 

Trzeba zachęcać

Jak walczą z plagą chorób nowotworowych w innych krajach? Dosyć kosztowny model skandynawski opiera się na obowiązkowych badaniach profilaktycznych. Obywatel, który się nie bada płaci wyższe podatki lub wyższa składkę zdrowotną.

- W naszym kraju grożenie społeczeństwu nigdy nie przynosiło niczego dobrego. Poza tym, przeniesienie skandynawskiego modelu na nasze realia byłoby dosyć trudne, chociażby ze względu na to, że nie wszyscy płacimy podatki - przyznaje w rozmowie portalem rynekzdrowia.pl Adam Kozierkiewicz, ekspert rynku medycznego.

Jego zdaniem państwo powinno pomyśleć nad mechanizmem nagradzania lekarzy rodzinnych za wysoką frekwencję ich pacjentów w badaniach screeningowych.

- Zachęcenie lekarzy do mobilizowania pacjentów do udziału w badaniach wydaje się być też łatwiejszym do przeprowadzenia zadaniem niż np. nakładanie na obywateli kar w postaci chociażby większej składki zdrowotnej za brak badań.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH