Coraz mniej oddziałów zakaźnych. Brakuje dobrego finansowania, specjalistów i chorych

Oddział zakaźny w szpitalu to zwykle finansowa kula u nogi placówki, dlatego dyrektorzy lecznic często decydują się na rezygnację z tego typu działalności leczniczej. Ponieważ łóżek zakaźnych jest coraz mniej, lekarze nie chcą specjalizować się w kierunku chorób zakaźnych. To błędne koło może doprowadzić do takiej sytuacji, że w przypadku epidemii pacjentom nie będzie miał kto i gdzie pomóc.

Oddziały zakaźne to miejsca hospitalizacji potencjalnej, takiej "na wszelki wypadek".  Jednak mimo tego wymagają dużych nakładów finansowych, aby mogły odpowiadać nowym standardom obowiązującym w Unii Europejskiej. Dodatkowo diagnostyka na tych oddziałach jest niezwykle kosztowna, a trzeba pamiętać, że tylko u ok. 40 proc. pacjentów wykrywana jest choroba zakaźna.

Dlatego szpitale pozbywają się balastu wolnych łóżek zakaźnych, który finansowo ciągnie lecznice w dół. Oddziały zakaźne zamknięto m.in. w Czeladzi, Lublińcu, Oświęcimiu i Wodzisławiu Śląskim.

Brakuje pacjentów i kadry

Sabina Bigos-Jaworowska, dyrektor Szpitala Powiatowego w Oświęcimiu, gdzie oddział zakaźny zlikwidowano 4 lata temu przyznaje nam, że powodów decyzji o likwidacji było klika.

- Po pierwsze brakowało kadry. Przez rok nie udało nam się zatrudnić lekarzy tej specjalizacji, tak by zapewnić wymaganą przez NFZ obsadę. Nawet będący u nas stażyści nie byli zainteresowani pozostaniem w szpitalu. Praktycznie nie było perspektyw odbudowy zespołu zakaźnego - mówi i dodaje, że kolejny powód to problemy z finansowanie działalności tego oddziału.

- Przed wejściem JGP płatnik pozwalał na rozliczanie w ramach oddziału zakaźnego tzw. podejrzenia, a nawet kiedy w trakcie diagnozy nie potwierdzono choroby zakaźnej. Po wprowadzeniu JGP chorzy musieli być przenoszeni zgodnie z rozpoznaniem choroby, co zdecydowanie zmniejszyło liczbę hospitalizacji w ramach łóżek zakaźnych. W konsekwencji brakowało pieniędzy na utrzymanie oddziału - wyjaśnia Sabina Bigos-Jaworowska.

Jak podkreśla w ostatnich latach zmienił się też profil chorych zakaźnie. Salmonella czy wirusowe zapalenie wątroby przestały być problemem, bo chorzy zaczęli być leczeni ambulatoryjnie. Do szpitali zaczęły jednak trafiać przypadki malarii i innych chorób tropikalnych, które wymagały leczenia w ramach placówek o wyższym od szpitala powiatowego stopniu referencyjności.

Trzeba czuwać

  - Nie można likwidować straży pożarnej tylko, dlatego, że od jakiegoś czasu nie było pożaru - komentuje sytuację doc. Aleksander Garlicki, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum i małopolski konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób zakaźnych.

Dodaje:  -  Wciąż jest potrzeba utrzymywania oddziałów zakaźnych i taka potrzeba będzie zawsze. Choroby zakaźne nie znikną, w miejsce tych które odeszły pojawiają się nowe zagrożenia. Część chorych wymaga leczenia szpitalnego i nierzadko izolacji. Ponadto musimy być przygotowani na wypadek zwiększonej zachorowalności związanej chociażby z epidemią grypy, zawleczeniem do Polski choroby o wysokiej zaraźliwości: gorączka krwotoczna, SARS.

Jak podkreśla doc. Garlicki w kraju mamy obecnie do czynienia z cichą epidemią wirusowego zapalenia wątroby typu C, wciąż przybywa zakażonych HIV, przypadków boreliozy, problemem są zakażenia przewodu pokarmowego, neuroinfekcje czy posocznica, a dodatkowo Polacy coraz częściej wyjeżdżają do egzotycznych rejonów świata.

-  Z takich podróży przywożą choroby zakaźne, które normalnie nie występują w kraju np. malarię, dengę, dur brzuszny .

- Niekiedy w ich wyniku konieczne jest intensywne leczenie i izolacja chorego. Obecnie zaś dostępność do leczenia w oddziałach zakaźnych uległa zdecydowanemu pogorszeniu - mówi nam docent.

Konsultant zwraca też uwagę, że zaczyna dotkliwie brakować lekarzy tej specjalizacji. Młodzi nie chcą się kształcić w dziedzinie chorób zakaźnych w obawie, że mogą mieć problem z zatrudnieniem.

- Już dzisiaj pacjent wymagający leczenia w tego typu oddziale lub poradni, z terenu gdzie oddział zakaźny został zlikwidowany, kierowany jest do innego, który nie jest przygotowany na napływ większej liczby chorych niż dotychczas. Dostępność do pomocy medycznej w przypadku choroby zakaźnej staje się coraz trudniejsza. Warto pamiętać, że choroby zakaźne zwykle rozwijają się nagle i charakteryzują się duża dynamiką. Najlepszym przykładem jest tu posocznica meningokokowa, która często przebiega gwałtownie i po kilkudziesięciu godzinach może zakończyć się śmiercią chorego - wyjaśnia.

Dodaje:  - Co więcej w przebiegu chorób zakaźnych takich, jak neuroinfekcje, posocznica, malaria często dochodzi do niewydolności oddechowej, krążenia, nerek. Chory znajduje się w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia i musi być natychmiast przyjęty do szpitala i leczony na oddziale intensywnej terapii chorób zakaźnych. To są ważne przesłanki nie tylko dla utrzymania obecnego stanu, ale unowocześniania infrastruktury lecznictwa zakaźnego i dostosowania jej do współczesnych wymogów.

W opinii doc. Garlickiego dobrym rozwiązaniem jest prowadzenia oddziałów obserwacyjno-zakaźnych, gdzie trafiają pacjenci niezdiagnozowani, u których wstępnie podejrzewa się chorobę zakaźną, a ich stan nakazuje pilną hospitalizację. Zdaniem konsultanta poprawę sytuacji oddziałów zakaźnych przyniosłaby też zmiana ich finansowania.

Państwo powinno dopłacać

- Utrzymanie oddziałów zakaźnych powinno obciążać ekonomicznie nie tylko organa założycielskie i NFZ, ale również samorządy, ponieważ oddziały te są potrzebne aby zapewnić bezpieczeństwo epidemiologiczne państwa. Powinny być dofinansowane ˝za gotowość˝, a nie tylko za faktycznie wykonane procedury. Nowoczesne państwo musi być przygotowane na takie zagrożenia jak epidemia, zawleczenie wysoce zaraźliwej choroby zakaźnej czy atak bioterrorystyczny - wyjaśnia.

W marcu 2012 r. interpelację w sprawie likwidacji oddziałów zakaźnych złożyła w Sejmie poseł Maria Zuba (PiS). Postulowała, że aby zapobiec temu negatywnemu zjawisku należy zmienić sposób finansowania tych oddziałów. Według posłanki budżet administracji państwowej powinien płacić im za tzw. gotowość.

Jak wskazywała wysokość finansowania działalności oddziałów zakaźnych przez NFZ jest znacznie poniżej ponoszonych kosztów, co powoduje ich permanentne zadłużanie, a co za tym idzie likwidację. Może to okazać się katastrofalne w skutkach w momencie pojawienia się jakiegokolwiek zagrożenia epidemiologicznego w Polsce.

Jednak jak dotąd zmiana finansowania takich oddziałów nie nastąpiła.

Niektórym się opłaca

W czasie, gdy w kraju liczba łóżek zakaźnych malej w Wojewódzkim Specjalistycznym Szpitalu im. Biegańskiego w Łodzi powstało nowoczesne izolatorium. Oddział zakaźny zaś dynamicznie się rozwija.

Jak przyznaje Emilia Walas-Frankiewicz rzecznik szpitala, poczynione inwestycje nie powinny nikogo dziwić, szpital bowiem od dawna miał charakter zakaźny.

- Jesteśmy placówką kliniczną, kształcimy studentów medycyny. Z tego tytułu trafiają do nas najcięższe przypadki z całego regionu, a nawet kraju. To zaś sprawia, że praktycznie przez cały czas mamy pełne obłożenie - wyjaśnia rzeczniczka.

W ramach szpitala działa kilka klinik i poradni zakaźnych, gdzie leczeni są dorośli i nieletni pacjenci.

- Dużym zainteresowaniem cieszy się m.in. poradnia chorób tropikalnych. Jej pacjentami są osoby planujące egzotyczne wyjazdy, a liczba Polaków decydujących się na ten rodzaj wypoczynku z roku na rok rośnie - podkreśla rzecznik.

Jak mówiła nam wcześniej Małgorzata Majer, dyrektor WSS w przypadku chorób zakaźnych powinno się stawiać na specjalizację i centralizację w tej dziedzinie medycyny. W jej opinii taka organizacja pozwala racjonalnie wydawać pieniądze na wyposażenie oddziałów oraz zapewni stałą możliwość szkolenia i rozwoju kadrom medycznym.

Czy wystarczy nam pieniędzy?

Zdaniem prof. Andrzeja Zielińskiego, konsultanta krajowego w dziedzinie epidemiologii w przypadku ewentualnej epidemii w kraju na razie nie powinniśmy mieć problemu z uzyskaniem odpowiedniej opieki medycznej.

- W Polsce wciąż funkcjonują szpitale zakaźne, choć od takich w wielu krajach się już odchodzi. Mamy też jeszcze, chociaż kurczące się, zaplecze kadrowe. Wydaje się, że również zaplecze diagnostyczne jest w tym zakresie wystarczające, a w naszych laboratoriach można zdiagnozować - poza przypadkami gorączki krwotocznej - wszelkie wirusy i bakterie - zaznacza konsultant.

Dodaje: - Bardziej obawiałbym się czy w takim przypadku bylibyśmy wydolni finansowo. Czy byłoby nas stać na prowadzenia badań na dużą skalę i zapewnienie odpowiedniego leczenia dla dużej populacji.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH