W województwie podlaskim dramatycznie zaczyna brakować lekarzy rodzinnych, podobnie zresztą dzieje się w całym kraju.

Spada liczba młodych lekarzy, którzy decydują się na specjalizację z medycyny rodzinnej, a ci, którzy praktykują, zbliżają się do wieku emerytalnego – informuje Gazeta Wyborcza.

W małych miejscowościach na Podlasiu nie ma już kto prowadzić praktyk. W jednym z ZOZ-ów po śmierci lekarza od trzech lat próbują znaleźć kogoś na jego miejsce. Ale nie ma chętnych.

- Na 700 lekarzy rodzinnych, jakich mamy w województwie, aż 60 proc. w ciągu najbliższych kilku lat osiągnie wiek emerytalny – przyznaje Gazecie Joanna Zabielska-Cieciuch, lekarz rodzinny z dziesięcioletnim stażem. - Z drugiej strony, nasi młodsi koledzy nie chcą wiązać swojej przyszłości z tą specjalizacją.

Jeszcze dwa lata temu na specjalizację lekarza rodzinnego na Podlasiu decydowało się 20 osób, w ubiegłym roku ta liczba spadła do 6.

- Sytuacja jest już naprawdę alarmująca - przyznaje dr Dariusz Leończuk, który prowadzi dwa niepubliczne ZOZ-y w Grajewie i Rajgrodzie (woj. podlaskie). - Brakuje nam młodych lekarzy, nawet stażystów nie mamy. Dzięki temu, że zatrudniam emerytowanych lekarzy, nie musiałem jeszcze zamknąć praktyki.

Młodzi lekarze nie chcą decydować się na tą specjalizację nie tyle z powodów finansowych, co z powodu dużego obciążenia pracą - muszą przyjmować kilkudziesięciu pacjentów dziennie, a także z powodu braku perspektyw na rozwój kariery i ograniczonych kontaktów ze środowiskiem. Takich problemów nie ma, kiedy pracują w szpitalu.

Prowadzenie własnej działalności, coroczne kontraktowania z NFZ, konieczność zainwestowania w lokal i sprzęt - skutecznie odstraszają nawet tych, którzy wcześniej wiązali swoją przyszłość z medycyną rodzinną.

- Trzeba zwyczajnie lubić kontakt z ludźmi. Bywa, że dziennie przyjmuję po 40-60 pacjentów, choć w takich warunkach trudno już mówić o jakości leczenia - przyznaje dr Joanna Zabielska-Cieciuch. - Na pewno jest to praca stresująca, część kolegów sobie z tym nie radzi.

- Ta specjalizacja z całą pewnością wymaga większego wsparcia. Żeby otworzyć taką praktykę, trzeba wynająć lokal, kupić sprzęt. Myślę, że niskooprocentowane kredyty na taką działalność mogłyby tę sytuację zmienić na lepsze – uważa prof. Lech Chyczewski, rzecznik prasowy Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH