Ryszard Rotaub/Rynek Zdrowia | 17-03-2017 05:47

Co wojskowi specjaliści radzą ratownikom medycznym i lekarzom?

- Zajmujemy się uprawianiem medycyny w nie do końca dobrych miejscach - tak gen. dyw. prof. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego, scharakteryzował istotę medycyny pola walki. Podczas II Kongresu Wyzwań Zdrowotnych mówiono o wykorzystywaniu jej doświadczeń w systemie zabezpieczenia medycznego państwa.

Gen. dyw. prof. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego o medycynie pola walki: - Zajmujemy się uprawianiem medycyny w nie do końca dobrych miejscach. Fot. PTWP

- Wydaje się, że najważniejsze jest leczenie poszkodowanych. W przypadku działań zbrojnych tak nie jest. Najważniejsze jest osiągnięcie celu misji, dopiero późnej zapobieganie dodatkowym ofiarom i leczenie potencjalnie odwracalnych przyczyn śmierci na polu walki - mówił o specyfice medycyny pola walki ppłk dr Robert Brzozowski z Oddziału Medycyny Pola Walki i Symulacji Medycznej WIM.

Wojskowy Instytut Medyczny jest jednym z największych specjalistycznych szpitali w Polsce - ma tysiąc łóżek, zatrudnia ponad 3 tys. osób, w tym 600 lekarzy i tysiąc pielęgniarek. Jest także instytutem badawczym, w którym realizowane są obecnie 103 projekty badawcze - poinformowali przedstawiciele Instytutu w czasie sesji (w ramach HCC - Health Challenges Congress, Katowice, 9-11 marca) poświęconej wykorzystaniu doświadczeń medycyny pola walki w obszarze ochrony zdrowia.

- Sztandarowym programem jest projekt AFGAN, w którym zajmujemy się poprawą bezpieczeństwa i ochroną żołnierzy działających w transporterach opancerzonych, gdzie istnieje ryzyko zagrożenia ładunkami wybuchowymi - wyjaśnił prof. Grzegorz Gielerak.

- Projekt (choć nie jest jeszcze zakończony - red.) spotkał się już z międzynarodowym uznaniem i na 58. Amerykańskiej Konferencji Ortopedów Wojskowych główną nagrodę otrzymali lekarze z naszego instytutu. Była to nagroda przyznana po raz pierwszy lekarzom spoza USA - zaznaczył.

To tragedie zmieniają procedury
- To nie jest tak, że inne państwa NATO są dla nas niedoścignionym wzorem, że jesteśmy zapóźnieni - zapewnił generał. Stwierdził, że są pewne przełomowe wydarzenia, które zmieniają podejście do medycyny wojskowej. W przypadku Amerykanów zmiana sposobu myślenia o funkcjonowaniu procedur medycyny pola walki nastąpiła po słynnej z filmu ”Helikopter w ogniu” akcji w Mogadiszu w 1993 r., kiedy to zostało zabitych 19 amerykańskich żołnierzy.

- Amerykanie znani są z praktycznego podejścia. Po tej tragedii radykalne zmienili system zabezpieczenia medycznego. Polska miała również takie doświadczenie - policja wcześniej niż wojsko. Policyjny Mogadisz - to była akcja w Magdalence. Z kolei dla polskiego wojska przełomem był Irak i Afganistan - kontynuował.

- Pierwsze zmiany w Afganistanie to była zupełnie inna medycyna niż ta, kiedy opuszczaliśmy Afganistan. Staliśmy się równoprawnym partnerem dla kolegów ze Stanów. Powiem tylko, że personel medyczny wymieniał się w trakcie zabiegów operacyjnych, co oznacza, że Amerykanie mieli pełne zaufanie do naszych specjalistów - zapewnił Grzegorz Gielerak.

- Przez pierwsze 7 zmian rosła liczba rannych, którzy wymagali leczenia specjalistycznego. W związku z tym dyrektor zgodził się na wysłanie naszych lekarzy do Afganistanu i od 8 zmiany rozpoczęła się misja WIM, podczas której zaczęliśmy wdrażać naszą wiedzę kliniczną w obszar medycyny wojskowej - wspominał ppłk dr Robert Brzozowski (na misji w Afganistanie spędził 2 lata).

Nauki z wojskowych misji
Szansa przeżycia ciężkiego urazu przez żołnierza w górach Afganistanu była większa niż poszkodowanego na ulicy dużego miasta w Polsce - ocenili specjaliści z WIN.

Żeby wprowadzić medycynę pola walki na tak wysoki poziom, trzeba było spełnić szereg warunków i opanować do perfekcji procedury dotyczące m.in. szybkiej ewakuacji medycznej (organizacji pracy osób uczestniczących w transporcie rannych nasi wojskowi nauczyli się na polu walki od sojuszników).

Czego jeszcze się nauczyli? Armia zaimplementowała wiele rozwiązań technologicznych i organizacyjnych. Na przykład stosuje się e-fast USG w rozpoznawaniu krwawienia w obrębie klatki piersiowej, czy szerzej - u pacjentów z obrażeniami wielonarządowymi. To prosta metoda, pozwalająca szybko, po przyłożeniu głowicy USG, podjąć właściwą decyzję co do tego, czy istnieje ryzyko wystąpienia krwotoku wewnętrznego.

Inną technologiczną innowacją pochodzącą z armii i przetransponowaną do krajowego systemu ochrony zdrowia, są pompy do tłoczenia krwi. Ratowały życie naszych żołnierzy w Afganistanie, gdy doznali dużych krwotoków. Potrafią przetoczyć od 700 do tysiąca mililitrów krwi w przeciągu jednej minuty. Jedyne takie urządzenie w Polsce jest na wyposażeniu centrum urazowego WIM.

Czy odwrócić schemat ratownictwa?
Jeśli mowa o ratowaniu ludzi z rozległymi obrażeniami, to warto zwrócić uwagę na priorytety obowiązujące w wojsku.

- Priorytetem jest ratowanie życia, które jest ważniejsze od ratowania kończyn. Potem - tamowanie masywnych krwotoków, które jest ważniejsze niż utrzymanie dobrej wentylacji rannego, gdyż człowiek może bezpiecznie wstrzymać oddech na 2-3 minuty, natomiast w ciągu czterdziestu kilku sekund można się wykrwawić z dużego naczynia, co spowoduje nieodwracalny wstrząs - uzasadniał Robert Brzozowski.

- Obrażenia tułowia mają z reguły pierwszeństwo, choć nie zawsze, przed obrażeniami kończyn, a to dlatego, że przy obrażeniach kończyn można stosunkowo łatwo opanować krwawienie za pomocą stazy taktycznej do tamowania krwotoku - kontynuował.

Na marginesie dodajmy, że w zgodniej ocenie wojskowych specjalistów, należałoby odwrócić schemat ratownictwa i koncentrować się przede wszystkim na tamowaniu krwotoków, a potem na udrożnieniu dróg oddechowych. Dlatego zalecają oni wyposażenie ratowników w taktyczne opaski zaciskowe, tzw. stazy taktyczne.

Inną obserwacją wojskowych, wartą wykorzystania w systemie zabezpieczenia medycznego kraju, jest postulat radykalnego skrócenia czasu założenia pierwszej protezy. - W Polsce założenie protezy po amputacji nogi jest znacznie oddalone w czasie. Tymczasem Amerykanie pierwszą protezę zakładają już po 2 tygodniach. Chodzi o to, żeby nie wyzwoliła się myśl, że jest się kaleką. Trzeba dać szansę, by człowiek nie wpadł w depresję. To jest szalenie ważne - przekonywał Brzozowski.

Szkolenia jak w realu
Przemyślenia na temat tego, co należy zmienić w medycynie pola walki przybrały realną postać w 2008 r., kiedy w WIM zaprojektowano platformę szkoleniowo-praktyczną. Projekt obejmował kształcenie teoretyczne, ośrodek symulacji medycznej jako obszar wstępnego szkolenia praktycznego oraz szkolenie praktyczne na bazie centrum urazowego.

Co ma wspólnego wspomniane centrum urazowe z polem walki? - wyjaśnił szef Instytutu.

- Poza obrażeniami postrzałowymi najczęstsze są obrażenia wielonarządowe, a więc ten sam typ obrażeń, z którym mamy do czynienia w centrum urazowym, do którego trafiają np. ofiary wypadków komunikacyjnych - powiedział Grzegorz Gielerak i dodał, że w kwietniu 2011 r. formalnie rozpoczęło działalność centrum urazowe WIM, a jego ramieniem był polski szpital w bazie operacyjnej w Ghazni.

Omawiając działalność szkoleniową Instytutu prof. Gielerak wspomniał o szkoleniu w zakresie zakładania opasek uciskowych przez personel jednostek antyterrorystycznych. - Okazało się, że spośród najlepiej wyszkolonych funkcjonariuszy i żołnierzy, aż 30 proc. robi to źle, czyli 30 proc. nie jest w stanie udzielić sobie pomocy w ratowaniu życia.

Mgr Tomasz Sanak, ratownik medyczny z Zakładu Medycyny Pola Walki WIM i autor pracy doktorskiej nt. skuteczności aplikacji opasek uciskowych w symulowanym środowisku taktycznym, podzielił się refleksjami dotyczącymi ratownictwa cywilnego.

- Każdy żołnierz jest edukowany jak założyć opaskę. Jako cywile bardziej jesteśmy edukowani z resuscytacji krążeniowo-oddechowej. Nie uczy się cywilnych służb tamowania masywnych krwotoków - stwierdził.

W jego ocenie wskaźnik zgonów do uniknięcia jest papierkiem lakmusowym poprawności wykonywania medycznych czynności ratunkowych. - W ratownictwie cywilnym - odnoszę takie wrażenie - nie przykłada się do tego większej wagi.

Nowe zagrożenia, nowe koncepcje
Ppłk dr Adam Machowicz z Centrum Kształcenia Podyplomowego WIM mówił natomiast o zagrożeniu terrorystycznym w Polsce i na świecie oraz działaniu służb medycznych w warunkach ataku terrorystycznego. W tym kontekście zwrócił uwagę na nową koncepcję działania ratowników medycznych.

- Zespoły ratownictwa medycznego czekają daleko od miejsca zdarzenia na poszkodowanych, których przetransportuje policja albo straż pożarna po zlikwidowaniu zagrożenia - skonstatował. Nowe podejście polega na tym, żeby odpowiednio wyposażeni ratownicy bezpośrednio na miejscu zdarzenia zajmowali się poszkodowanymi.