Narodowy Fundusz Zdrowia mimo wielu słów goryczy wylanych przez lekarzy nie złagodził wymogów stawianych szpitalom. Efekt

Dokładną liczbę chorych trudno oszacować. Wiadomo, że na nadciśnienie cierpi co trzeci dorosły, a kilka procent z nich ma tzw. ciężkie nadciśnienie. Nasila się wówczas ryzyko uszkodzenia wzroku, serca czy nerek. Z tego powodu do szpitali trafiają codziennie tysiące pacjentów.

Dotąd chorzy trafiali na internę, czasami na kardiologię. Teraz to się skończy, bo według nowych wymogów NFZ wobec szpitali, każdy oddział, który chce leczyć ciężkie postaci nadciśnienia, musi mieć na etacie co najmniej dwóch specjalistów hipertensjologów. Do tego dochodzi wymóg posiadania specjalistycznego sprzętu: tomografu komputerowego, rezonansu magnetycznego i renoscyntygrafu, czyli urządzenia do izotopowego badania nerek.

Problem polega na tym, że w województwie śląskim jest zaledwie 13 hipertensjologów (15 jest w trakcie specjalizacji), a wszystkie wymogi NFZ spełnia - choć nie w stu procentach - tylko jedna klinika w całym regionie!

Jeszcze kilka tygodni temu, gdy prasa poruszała ten temat wymogi dla placówek leczących ciężkie nadciśnienie były tylko propozycją. Dyrektorzy szpitali i lekarze mogli zgłaszać do nich swoje uwagi. Zmiany rozważał nawet ich współautor prof. Krzysztof Narkiewicz, krajowy konsultant w dziedzinie hipertensjologii.

- Być może trzeba będzie znaleźć złoty środek i nieco je złagodzić, przynajmniej dla średniej wielkości ośrodków - mówił wtedy.

Okazuje się, że głosu lekarzy nie wzięto pod uwagę. Kilka dni temu prezes NFZ-etu wydał zarządzenie ostatecznie określające wymagania wobec szpitali startujących w konkursie na leczenie w przyszłym roku. W dziedzinie leczenia ciężkiego nadciśnienia utrzymano nieżyciowe wymagania, a w innych nawet je podniesiono.

W szpitalach panuje ogromne rozczarowanie stanowiskiem NFZ-etu.

- Po co się bawić w jakieś zgłaszanie uwag, skoro tak szkodliwy dla chorych przepis został utrzymany? - pyta Anna Knysok, wicedyrektorka Zespołu Szpitali Miejskich w Chorzowie.

- Komuś chyba zabrakło wyobraźni. Kilkunastu lekarzy nie może zająć się rzeszą kilkudziesięciu tysięcy chorych! Zresztą wszyscy krytykowali ten pomysł, nawet sami hipertensjolodzy, bo wiedzą, że jest ich za mało. Nie mogę pojąć, dlaczego NFZ ich nie posłuchał? - mówi prof. Lech Poloński, wojewódzki konsultant w dziedzinie kardiologii.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH