Z-ca dyr. WPR w Lublinie Alicja Ciechan:
Karetka wezwana przez lekarza pierwszego kontaktu do pacjentki, u której stwierdził napadowe migotanie przedsionków przyjechała po trzech godzinach.
Lekarz zdecydował, że powinna zostać jak najszybciej przewieziona do szpitala.
– Staramy się całą tę sytuację wyjaśnić. Musimy odsłuchać wszystkie rozmowy w Centrum Powiadamiania Ratunkowego. Dopiero wówczas będziemy mogli udzielić jakichś rzetelnych informacji i wyciągnąć z tej sytuacji odpowiednie wnioski – mówi portalowi rynekzdrowia.pl Alicja Ciechan, zastępca dyrektora ds. lecznictwa Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Lublinie.
O sprawie napisała Gazeta Wyborcza. – Doczytaliśmy się, że zaistniały wcześniej także inne tego typu przypadki, będziemy wszystko sprawdzać, analizować rozmowy – dodaje dyrektor Ciechan.
Czy jest to normalne, że czasu oczekiwania na karetkę jest tak długi, choć w kraju tworzone są centra powiadamiania ratunkowego? Zdaniem pani dyrektor problem nie leży po stronie tych centrów.
– Przypuszczam, że po karetkę dzwonił ktoś z ośrodka zdrowia i nie zadzwonił niestety, na numer alarmowy, a jedynie na któryś ze zwykłych numerów stacjonarnych. Należy dzwonić na numer alarmowy. Nie było do tej pory takiej sytuacji, aby z „dziewiątek” ktoś nie mógł się dodzwonić z Biskupic. Takie telefony odbieraliśmy i karetki tam jeździły. Po zespoły ratownictwa trzeba zawsze dzwonić na numer alarmowy albo numer 112. Poza tym wtedy wszystko jest monitorowane, nagrywane - dodaje dyrektor Ciechan.
Jak poinformowała Gazeta Wyborcza opisany przypadek nie był pierwszym w Biskupicach. Kilka dni wcześniej ponad dwie godziny czekała na przyjazd karetki inna mieszkanka tej miejscowości. Po przewiezieniu do szpitala stwierdzono u niej niewydolność krążenia mózgowego.
Czytaj więcej: Centrum Powiadamiania Ratunkowego | Numer alarmowy 112 | numer alarmowy
Skarżysko-Kamienna: przygotowują się do ewakuacji szpitala, bo lekarze odeszli z pracy