Dziennik/Rynek Zdrowia | 29-04-2009 10:36

Balice: powroty wysokiego ryzyka z Meksyku

Dziś (29. kwietnia) w Krakowie wylądować ma trzech Polaków wracających z Meksyku. Wszyscy źle się czują. Można ich zaliczyć do osób będących w grupie ryzyka zachorowań na świńską grypę. Polskie służby zapewniają, że zbadają Polaków, ale najpierw... muszą sami pójść do lekarza.

Dziennikarze Dziennika odnaleźli trzech członków polskiego zespołu Flamenco Indialucia, którzy przebywali w Meksyku od 20 kwietnia. Opowiedzieli im swoją historię: Przylecieli do Meksyku, gdy jeszcze nie było alarmu wywołanego grypą. Zdążyli dać jeden koncert na Międzynarodowym Festiwalu Kultur „Ollin Kan”. Na widowni było co najmniej 500 osób. Część z nich mogła już być chora. Gdy w piątek podniesiono alarm, odwołano resztę koncertów.

- Pojechaliśmy na wycieczkę do starożytnego miasta Teotihuacan. Policja zatrzymała autobus i zakazała dalszej jazdy. Musieliśmy wrócić do miasta Meksyk. Zaczęliśmy się bać - mówi lider zespołu Michał Czachowski.

Weekend muzycy spędzili jeszcze na ulicach miasta. Od poniedziałku Polacy nie chcieli kusić losu i nie opuszczali pokoju hotelowego. Zaczęli się źle czuć.

Polacy kontaktowali się z ambasadą w niedzielę, a więc w dniu, kiedy już cały świat wiedział, że w Meksyku panuje epidemia świńskiej grypy. Jednak nie prosili o pomoc lekarską. Czy ambasada zawiadomiła MSZ, że Polacy wracają do kraju? - Nie mamy takiego obowiązku. Nie możemy śledzić wszystkich naszych obywateli ani szczególnie wyróżniać jednej grupy - powiedział gazecie radca polskiej ambasady Piotr Pniejnia-Olszyński.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych o powrocie Polaków z Meksyku dowiedziało się od dziennikarzy i nie przejęło się ewentualnością, że muzycy mogą przywieźć do kraju wirusa. - Liczenie i rejestrowanie Polaków za granicą to praktyka rodem z PRL. Oczywiście staramy się dotrzeć do wszystkich z informacją o epidemii, np. publikujemy informacje na witrynach internetowych - mówi Piotr Paszkowski, rzecznik resortu.

Meksykanie nie kontrolują odlatujących pasażerów pod kątem grypy. Wręczają im jedynie ulotki z informacjami o chorobie. Pasażerowie wypełniają też ankiety o swym stanie zdrowia.

Pierwszy kontakt z lekarzem Polacy mogą mieć więc dopiero dziś w Madrycie, gdzie przesiadają się do samolotu do Krakowa. W Hiszpanii będą musieli wypełnić szczegółowy formularz, w którym zostawią dane osobowe i namiary na siebie. Zbada ich także lotniskowy lekarz. Gdy wykryje jakiekolwiek symptomy grypy, nie polecą dalej, natychmiast będą skierowani do hiszpańskiego szpitala - informuje Dziennik.

Straż graniczna w Balicach zapewnia, że monitoruje listę lotów i samoloty, które na pokładzie mają pasażerów z Meksyku. Jednak nie wszyscy podróżni są badani przez lekarza. - Osoby, które czują się chore, same powinny się zgłosić na badania. Nikogo nie można do tego zmusić - mówi rzeczniczka wojewody małopolskiego, Małgorzata Woźniak.

Tak samo odpowiadali strażnicy graniczni i lekarze. Jednak po zainteresowaniu się sprawą przez dziennikarzy Główny Inspektorat Sanitarny zapowiedział, że muzycy zostaną poproszeni o stawienie się u lotniskowego lekarza. - Stanie się to jeszcze w samolocie - zapowiada Jan Bondar, rzecznik GIS.

- Objawy grypy świńskiej są niemal identyczne z objawami zwykłej grypy, dlatego tak ważne w takiej sytuacji jest przeprowadzenie wywiadu. Do badania takich osób zakładam ochronny ubiór i przeprowadzam je w odizolowanym pomieszczeniu - mówi Dziennikowi Lucjan Goraj, dyżurny lekarz na lotnisku Balice.

Jeśli badanie wykaże, że pasażer może mieć grypę, trafi do szpitala zakaźnego. Według informacji gazety chorzy z Krakowa najprawdopodobniej umieszczeni będą w Szpitalu Uniwersyteckim przy ul. Kopernika.

Jutro do Polski z Meksyku przylecą też dwie inne grupy Polaków. Jedna przez Zurych, inna przez Duesseldorf. Oba samoloty w drodze do Krakowa będą miały międzylądowanie w Warszawie. Straż graniczna razem z sanepidem zapewnia, że sprawdzi, czy i te osoby mają objawy podobne do grypy.