W ubezpieczenich zdrowotnych system bismarckowski jest passe

Obecny system do lamusa, a zamiast niego rozliczanie kapitacyjne. Problem polskiego systemu opieki medycznej leży w rodzaju systemu ubezpieczenia jaki oferuje, czyli tzw. bismarckowskim - mówi Hendrik Sobiszewski z Europejskiego Komitetu Koordynacyjnego Przemysłu Medycznego (COCIR), przedstawiając swoją opinię w toczącej się debacie nad zmianami w organizacji ubezpieczeń zdrowotnych.

Rynek Zdrowia: Jak Pan ocenia zapowiadane zmiany w organizacji systemu opieki medycznej w Polsce?

Hendrik Sobiszewski: Plany Ministerstwa Zdrowia, żeby oddać większą odpowiedzialność za zarządzanie infrastrukturą medyczną regionom są bardzo wskazane. Obecnie jest w tym obszarze chaos, a NFZ jest zmuszany do podpisywania kontraktów z większością zgłaszających się świadczeniodawców. Większa kontrola przełoży się na bardziej efektywne wydatkowanie pieniędzy i na kontraktowanie usług z mniejszą liczbą jednostek. Nie wpłynie to jednak znacząco na zmniejszenie kolejek.

Problem polskiego systemu opieki medycznej leży w rodzaju systemu ubezpieczenia jaki oferuje, czyli tzw. bismarckowskim. Ten system stawia na leczenie chorego pacjenta na zasadzie, że pieniądz idzie za pacjentem.

RZ: To chyba prawidłowa zasada?

HS: I tak, i nie. Większość krajów Unii Europejskiej stosuje system bismarckowski realizowany w ramach narodowego funduszu ubezpieczeniowego, albo systemu mieszanego, łączącego system publicznych i prywatnych ubezpieczeń, albo tylko poprzez prywatne ubezpieczenia.

Wprowadzanie coraz droższych form leczenia oraz problem starzejących się społeczeństw wymuszają wyższe wydatki na zdrowie.

Dlatego nawet kraje z wysokim PKB i wysokim poziomem wydatków przeznaczanych na opiekę zdrowotną mają problemy finansowe. Wynikają one z tego, że państwo musi dopłacać do systemu ubezpieczeń zdrowotnych.

Podstawowym problemem w systemie bismarckowskim jest, że nie jest on ukierunkowany na zapobieganie chorobom, lecz na ich leczenie. Programy profilaktyczne są finansowane ze środków publicznych z budżetu państwa. Ani ubezpieczenia państwowe, ani prywatne nie są "zainteresowane" inwestowaniem w profilaktykę, bo ich polityka zdrowotna jest nastawiona raczej na działanie krótkoterminowe.

RZ: Od lat mieszka Pan w Holandii. Jak tam funkcjonuje system ubezpieczeniowy?


HS: Jestem objęty systemem prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego - państwowy system został z likwidowany. Średnio zarabiający obywatel Holandii płaci rocznie za ubezpieczenie 1500 euro + 5,65 proc. od swoich dochodów oraz wnosi opłatę za ryzyko w wysokości 350 euro.

Mimo tych wysokich wydatków pacjent jest konfrontowany z kolejkami na większość usług medycznych. Państwo jest zmuszone dokładać dodatkowe pieniądze, aby pokryć koszty dofinansowania prywatnych firm ubezpieczeniowych, programów profilaktycznych czy programów pielęgnacji starszych obywateli.
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH