Mathew Santosh, Hindus, którzy pracował w gdyńskiej stoczni został zwolniony, ponieważ okazało się, że jest chory na raka. Jakby tego było mało polski pośrednik zapomniał zapłacić za niego ubezpieczenia zdrowotnego - pisze Gazeta Wyborcza.

33 letni Hindus do Polski przyjechał w październiku. Pracował tam jako monter kadłubów w jednej ze spółek działających w Stoczni Gdynia. Zarabiał 900 dolarów miesięcznie. W Indiach została jego żona i 2 letni syn.

Mathew trafił na oddział neurologii szpitala miejskiego w Gdyni 10 lutego. Przywieźli go koledzy.

- Poczułem ból głowy. Nie byłem w stanie go niczym uśmierzyć. Zaczęło mi paraliżować twarz. Lekarze zdiagnozowali raka przysadki mózgowej – mówi.

- Duży guz, który zaczął krwawić, trzeba było usunąć. Najlepiej metodą endoskopową, przez nos. Tak operują w Warszawie. U nas, tradycyjnymi metodami, rozpłataliby mu pół czaszki – mówi Wiesław Kryda, ordynator oddziału neurologii.

Choć pacjent miał już wyznaczony termin do operacji nie doszło. Okazało się bowiem, że Hindus od półtora miesiąca był nieubezpieczony.

- Szpital w Warszawie przygotowywał się już do przyjęcia pacjenta, ale nagle dostaliśmy od nich faks, że ostatnie składki zostały wpłacone w grudniu. Taka operacja to kilkadziesiąt tysięcy złotych. Żaden szpital nie podejmie się jej na własny koszt – mówi Gazecie dr Wiesław Kryda.

Pracownicy gdyńskiej placówki rozpoczęli zbiórkę pieniędzy na operację Mathew.

- Szkoda nam było Mathew. Na początku jego pracodawca chciał, żebyśmy odesłali go do Indii, ale guz krwawi. Kilkugodzinny lot to za duże ryzyko. Zresztą nie wiadomo, jak długo czekałby na operację. A on sam powiedział, że chce być leczony w Polsce – dodaje ordynator.

International Work Service - firma z Gdyni, która sprowadziła Hindusa - zatrudnia cudzoziemców do pracy w stoczni: spawaczy, malarzy, piaskarzy z Indii, Bangladeszu i Sri Lanki. W listopadzie robotników było 115, dzisiaj zostało ośmiu. Głównie przez kryzys, chociaż w styczniu IWS sama odesłała do Indii 48 pracowników, którzy zastrajkowali, domagając się lepszych warunków.

Firma twierdzi, że w przypadku mężczyzny zostały dopełnione wszelkie formalności.

- Składki są odprowadzane z góry. Nie wiem, czemu operacja się opóźnia. W zeszłym roku zapłaciliśmy w sumie 600 tys. zł składek – mówi Synezjusz Cesarski z zarządu International Work Service.

Pokrzywdzony mężczyzna nie dostał wypłaty już od dwóch miesięcy.

- Mówiłem szefowi, że nie mam nawet pieniędzy, żeby jedzenie kupić. Usłyszałem: A co, w szpitalu jeść nie dają?. Ja się martwię o rodzinę, nic im nie mogę wysłać – opowiada Mathew.

W piątek do szpitala w Gdyni trafiła informacja, że zaległe składki zostały opłacone. Mathew Santosh prawdopodobnie zostanie przewieziony na operację jeszcze w tym tygodniu. - Wyzdrowieje - zapewnia dr Kryda. - Guz nie będzie dawał przerzutów.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH