Kopiuj-wklej, to nie metoda

Wszyscy zarządzający zakładami opieki zdrowotnej szczerze kibicowali Pani Minister przy pracach nad rozporządzeniami wykonawczymi do ustawy koszykowej. Na stronach Ministerstwa Zdrowia pojawiły się one 12 sierpnia 2009 r., termin zgłaszania uwag upłynął po tygodniu, a rozporządzenia weszły w życie już 30 sierpnia. Można powiedzieć, że tempo legislacji godne biegu na 100 metrów, tylko niestety nie spełniło ono oczekiwań środowiska, powodując nowe rozczarowania. Proces legislacyjny zaplanowany został na koniec wakacji, w czasie urlopów dyrektorów i ekspertów, którzy nie mogli i nie zdążyli wypowiedzieć się co do meritum zagadnienia - mówi dr Piotr Karniej, członek zarządu Specjalistycznego Centrum Medycznego "Hipokrates" w Kępnie i właściciel firmy konsultingowej. - Rozporządzenia okazały się przepisanymi warunkami umów z Narodowym Funduszem Zdrowia.

Poważne niedoskonałości tych warunków znalazły się w rozporządzeniach dzięki metodzie „kopiuj/wklej”. Istotnie – i to trzeba przyznać twórcom rozporządzeń – nie wszystkie obszary zostały wprost skopiowane z SMI (szczegółowych materiałów informacyjnych), w niektórych obszarach dodano też coś od siebie, w innych zakresach dokonano kosmetycznych poprawek. Jednak finalna wersja rozporządzeń ujawniła przed menedżerami opieki zdrowotnej liczne problemy, z którymi nie wiadomo co zrobić.

Moje główne uwagi kierowane pod adresem twórców koszyka dotyczą zaskakującej nonszalancji w obszarze zarządzania kadrami medycznymi. Wiemy nie od dzisiaj, że ochrona zdrowia cierpi na brak lekarzy specjalistów w wielu dziedzinach, a pomimo tego w niektórych specjalnościach warunkuje się udzielanie świadczeń wyłącznie przez lekarza specjalistę lub lekarza, który co najmniej od 2 lat realizuje program specjalizacji w danej dziedzinie. Jak trudny do spełniania to warunek wie każdy lekarz próbujący pogodzić pracę zawodową na kontrakcie z kształceniem specjalizacyjnym.

Przykładem takiego warunku sine qua non jest choćby alergologia. Według rozporządzenia, wsparcia choremu może udzielić tylko lekarz specjalista alergolog, a nie tak jak jest dotychczas także np. pneumonolog, za zgodą konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie alergologii. W innych specjalnościach, np. w medycynie paliatywnej, kryterium kwalifikacji lekarza może być już posiadanie minimum 50 punktów edukacyjnych z danej dziedziny. Zatem, jeśli w jednym obszarze można dążyć do zwiększenia dostępności w ten sposób, to dlaczego nie w innym?

Z raportu „Demografia lekarzy specjalistów w Polsce – Dane z Centralnego Rejestru Lekarzy NRL” opublikowanego w czerwcu 2008 roku przez Naczelną Izbę Lekarską wynika jasno, że alergologów w Polsce jest 1030, co oznacza że na jednego lekarza przypada 36-80 tys. mieszkańców. W żadnym z województw (z wyjątkiem mazowieckiego) nie pracuje więcej niż 80 lekarzy tej specjalności, włączając w to oddziały szpitalne i kliniki. Zapotrzebowanie zgłaszane przez pacjentów, jak można przypuszczać, jest ogromne, a Minister Zdrowia wydaje się jeszcze bardziej ograniczać dostępność do świadczeń z tej dziedziny.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH