Jako uczennica trafiła do szpitala. Teraz ma zapłacić 93 tys. zł FOT. Archiwum RZ; zdjęcie ilustracyjne

20-letnia Zofia Piwowar ma zapłacić 93 tys. zł za leczenie w szpitalu. Wezwanie z NFZ przyszło tuż przed Wigilią - informuje Gazeta Wyborcza.

W styczniu 2014 roku Zofia była w klasie maturalnej. Dzień po studniówce zauważyła, że na jej skórze pojawiły się krwawe plamy. Zgłosiła się do Szpitala Praskiego. Tu po badaniach okazało się, że liczba płytek krwi spadła do alarmującego poziomu.

Karetka pogotowia przewiozła dziewczynę do Instytutu Hematologii i Transfuzjologii na Ursynowie. Była tam leczona blisko trzy tygodnie.

Przy przyjęciu do Instytutu elektroniczny system eWUŚ pokazał, że chora nie jest ubezpieczona, co oznacza, że nie ma prawa do opieki zdrowotnej ze środków publicznych. - Wtedy podpisałam oświadczenie, że jestem ubezpieczona, bo byłam przekonana, że pokrywa to ubezpieczenie szkolne, byłam jeszcze uczennicą - opowiada Zofia.

W październiku ub.r. mazowiecki NFZ zawiadomił Zofię, że sprawdza, czy miała prawo do świadczeń zdrowotnych z publicznych pieniędzy. Prosił o wyjaśnienia. Zofia usłyszała, że gdy była leczona w szpitalu, nie miała ubezpieczenia i musi zapłacić. - Moi rodzice są bezrobotni i gdy zachorowałam, nie byli nawet zarejestrowani w urzędzie pracy, dlatego ani oni, ani ja jako ich dziecko nie byliśmy w rejestrze ubezpieczonych - mówi pacjentka.

Miała nadzieję, że sprawę wyjaśniła. Niestety, przed Bożym Narodzeniem dostała od NFZ wezwanie do zapłaty 93 tys. zł za leczenie.

Andrzej Troszyński, rzecznik mazowieckiego oddziału NFZ, mówi, że pracownicy Funduszu mają obowiązek ustalać, czy ktoś miał prawo do świadczeń zdrowotnych w ramach ubezpieczenia.

- Ubezpieczeniem zdrowotnym objęte są dzieci do 18. roku życia, ale zgodnie z przepisami muszą być dopisane do ubezpieczenia rodziców. Pani Zofia, gdy udzielano jej pomocy medycznej, miała skończone 18 lat, ale mogła być dopisana do ubezpieczenia rodziców, bo się uczyła. Nie byłoby kłopotu, gdyby rodzice dopisali ją do swojego ubezpieczenia - wyjaśnia Troszyński.

Problem powstał, bo rodzice dziewczyny, choć nie mieli pracy, nie zarejestrowali się jako bezrobotni, których ubezpieczenie obejmuje.

Dziewczyna wysłała pismo do dyrektora mazowieckiego NFZ, w którym prosi o umorzenie zobowiązania lub rozłożenie go na raty. Jednak perspektywa spłacania rat, choć chora o nich napisała, przeraża ją przy jej zarobkach i sytuacji zdrowotnej (cierpi na stwardnienie rozsiane).

Rzecznik mazowieckiego NFZ informuje, że urzędnicy nad wnioskiem się pochylą. - Postaramy się pomóc - obiecuje.

Więcej: warszawa.wyborcza.pl

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH