Fundusz dla każdego: czy Centralny Wykaz Ubezpieczonych jest nam w ogóle potrzebny?

Zgodnie z piątkową zapowiedzią Michała Boniego, ministra administracji i cyfryzacji, od września ma ruszyć Centralny Wykaz Ubezpieczonych (CWU) z prawdziwego zdarzenia, umożliwiający aktualizację danych oraz wymianę informacji pomiędzy NFZ, ZUS-em i KRUS-em. Czy nie lepiej (i taniej) byłoby jednak, gdyby płatnik - nie oglądając się na wykazy - uznał po prostu, że wszyscy jesteśmy ubezpieczeni?

Idea Centralnego Wykazu Ubezpieczonych wróciła za sprawą protestu lekarzy i aptekarzy, którzy zwrócili uwagę, że narzucanie im obowiązku sprawdzania ubezpieczenia pacjentów przy braku niezbędnych do tego narzędzi jest absurdalne.

Tym bardziej, że wspomnianymi narzędziami nie dysponuje nikt, łącznie z prezesem NFZ, który 18 grudnia 2011 r., jeszcze przed protestem, przyznał w rozmowie z PAP, że ”obecny sposób odprowadzania składki, czyli pobieranie jej przez ZUS, KRUS, i przekazywanie do NFZ, sprawia, że w danym momencie Fundusz nie jest w stanie powiedzieć, kto jest ubezpieczony oraz ile pieniędzy w ramach składki odprowadził”.

Jackowi Paszkiewiczowi marzył się system, w którym ”składka byłaby personalizowana na etapie odprowadzania, a uprawnienie do korzystania z ubezpieczenia było widoczne już w chwili zgłoszenia”.

Po zapowiedzi premiera Donalda Tuska wygłoszonej 4 stycznia br. po spotkaniu z przedstawicielami protestujących lekarzy, że stworzenie CWU będzie jednym z priorytetów rządu, sprawa ruszyła z miejsca i szef Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji Michał Boni oświadczył, że od 1 września wykaz będzie ”dostępny poprzez portal we wszystkich jednostkach ochrony zdrowia w rejestracjach, tam gdzie lekarze prowadzą praktykę".

Skórka za wyprawkę?
Tymczasem minister zdrowia Bartosz Arłukowicz poinformował 2 stycznia na antenie TVN24, że w Polsce zaledwie 0,5 do 0,7 proc. osób (około 268 tys.) nie jest ubezpieczonych. Powstaje zatem pytanie, czy sprawa warta jest zachodu i czy sprawdzanie ubezpieczenia jest w ogóle potrzebne? Pytanie wydaje się zasadne tym bardziej, że odpowiedź na pytanie o obywateli bez ubezpieczenia będzie kosztowała niemało, bo 10 mln zł (środki na CWU ma wyłożyć Fundusz).

Z kolei portal money.pl dotarł do informacji, z których wynikało, że bez prawa do leczenia opłaconego przez publicznego płatnika pozostaje blisko 1 mln obywateli naszego kraju. Oznaczałoby to, że chodzi o ponad czterokrotnie liczniejszą grupę niż ta, o której wspominał Bartosz Arłukowicz.

Tak czy inaczej okazało się, że nikt nie liczy, jaka część nieubezpieczonych korzysta ze świadczeń i uzyskuje refundację z publicznych środków. Nie wiadomo także, jakie kwoty są na ten cel wydawane.

Leczenie jak hazard
- Ze strony rządowej padają różne szacunki, ale z naszego punktu widzenia leczenie zaczyna przypominać hazardową rozgrywkę, w której jeden nieubezpieczony pacjent może doprowadzić lekarza do ruiny - podkreśla w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Maciej Hamankiewicz.

I dodaje, że problem nadal istnieje, ponieważ świadczeniodawcy mogą być karani na mocy umów kontraktowych, podobnie jak lekarze prowadzący indywidualne praktyki lekarskie.

- Kłopot nie zniknie, dopóki nie będzie elektronicznego dowodu ubezpieczenia - ocenia prezes Hamankiewicz.

”Lekarze oraz świadczeniodawcy nie mają możliwości wiarygodnego sprawdzenia statusu ubezpieczenia pacjenta, jeśli nie posiada on karty ubezpieczenia zdrowotnego. Od kilkunastu lat taki dokument nie powstał” - napisał w liście otwartym do Donalda Tuska Jacek Krajewski, prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie, prosząc szefa rządu o wstawiennictwo w sprawie weryfikacji statusu ubezpieczenia.

NFZ dla każdego?
Premier mógł też pójść w innym kierunku i - zgodnie z zasadą solidaryzmu społecznego i konstytucyjnym zapisem, że ”każdy ma prawo do ochrony zdrowia” - zmienić ustawę o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych tak, aby zapewnić finansowanie leczenia z budżetu państwa dodatkowym kilkuset tysiącom lub nawet milionowi obywateli.

Tym bardziej, że jak poinformował ostatnio GUS - ponad 1 mln ubezpieczonych Polaków omija publiczną ochronę zdrowia szerokim łukiem ze względu na zbyt długi czas oczekiwania na świadczenia. Wspomniana grupa wybrała leczenie prywatne lub po prostu z niego zrezygnowała. Publiczne pieniądze nie zostały zatem wydane.

Ekspert rynku ochrony zdrowia dr Adam Kozierkiewicz przestrzega jednak, że konsekwencje uznania wszystkich za ubezpieczonych - tak jest np. w Wielkiej Brytanii - mogłyby odbić się na skuteczności pobierania składek i przyczynić się do zachwiania budżetu NFZ.

- W naszych warunkach zdarza się, że pracownicy kontrolują, czy pracodawcy opłacają im składki zdrowotne. W tej sytuacji nie zawracaliby tym sobie głowy - mówi ekspert wskazując na motywacyjną funkcję ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Jednocześnie jednak podkreśla, że nie wierzy w system, który umożliwi sprawdzenie na bieżąco ważności ubezpieczenia.

Deklaracja zamiast wykazu
Dlatego Adam Kozierkiewicz proponuje inne rozwiązanie.

- Najłatwiej byłoby uzyskiwać informacje o ubezpieczonych w formie składanych deklaracji pacjenta. Jeśli okaże się, że mimo deklaracji ubezpieczenia brak, ZUS, NFZ lub inna instytucja zgłasza roszczenie na zasadzie regresu i odzyskuje należność. Nakłada to dodatkowe obowiązki na administrację, ale zdejmuje je z lekarzy i z aptekarzy - wyjaśnia Kozierkiewicz.

Obecny nieczytelny system dzielący Polaków na ubezpieczonych i nieubezpieczonych odszedłby do lamusa.

Przypomnijmy, że do grupy osób mających prawo do bezpłatnego korzystania z publicznej opieki zdrowotnej zalicza on również: dzieci i kobiety w ciąży, najbiedniejszych i bezrobotnych, więźniów, cudzoziemców umieszczonych w strzeżonym ośrodku lub przebywających w areszcie w celu wydalenia, posiadaczy Karty Polaka, a także osoby, które były narażone na zakażenie poprzez kontakt z osobami zakażonymi lub materiałem zakaźnym, osoby uzależnione od alkoholu (w zakresie leczenia odwykowego), osoby uzależnione od narkotyków (w zakresie leczenia narkomanii), osoby z zaburzeniami psychicznymi (w zakresie psychiatrycznej opieki zdrowotnej).

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH