Jacek Wykowski/Rynek Zdrowia | 05-12-2018 18:31

E-skierowania i kolejki: nowa ustawa potrzebna, ale obaw nie brakuje

Przyspieszyły prace nad rządowym projektem ustawy o zmianie niektórych ustaw w związku z e-skierowaniem oraz listami oczekujących na udzielenie świadczenia opieki zdrowotnej. Choć większość decydentów i ekspertów jest zgodna, że nowe regulacje są potrzebne, obawy budzi przede wszystkim ich finansowanie oraz konieczność codziennego raportowania pierwszego wolnego terminu w kolejkach.

Fot. Twitter MZ

Rozpatrzenie projektu ustawy odbyło się w środę (5 grudnia) po południu w Sejmie, podczas posiedzenia komisji zdrowia. Całość ustawy została przyjęta przez posłów, następnie w Sejmie odbyło się jej drugie czytanie i ostatecznie projekt ponownie wrócił do komisji zdrowia.

- Będziemy popierali tę ustawę, bo jest kontynuacją tego, co rozpoczęliśmy, zmierza w dobrym kierunku w sensie rozwiązań internetowo-elektronicznych. Ale w czasie drugiego czytania złożymy poprawki - zapowiedział podczas popołudniowego posiedzenia komisji zdrowia poseł PO i jej wiceszef, Bartosz Arłukowicz.

Czytaj więcej: Arłukowicz: poprzemy ustawę dotyczącą e-skierowań i list oczekujących, ale z poprawkami

Jak wyliczał Arłukowicz, chodzi o rozszerzenie możliwości odliczenia PIT-u, CIT-u na wszystkie podmioty, które mają ku temu możliwość „skarbową” i o zabezpieczenie 50 mln zł na dofinansowanie podmiotów, które będą potrzebowały doposażenia w sprzęt/oprogramowanie.

Podczas posiedzenia komisji wątpliwości nt. ustawy rozwiewał wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński.

- W związku ze startem pilotażu e-skierowań regulujemy pewne kluczowe aspekty ich funkcjonowania. Po pierwsze, wprowadzamy możliwość, by NFZ przypominał SMS-em o nadchodzącym terminie wizyty. Takie informacje, wedle badań międzynarodowych, zmniejszają liczbę odwołanych wizyt o nawet 50 proc. Wówczas na te terminy można zaprosić innych - mówił Cieszyński.

Kolejki i finanse - co jeszcze szykuje resort?
- Dajemy także możliwość bardziej elastycznego zarządzania listami oczekujących przez świadczeniodawcę poprzez opcję "przełożenia" na zwolnione miejsce dowolnego pacjenta, który miał termin wizyty od 7 do 30 dni od odwołanej daty. W obecnym stanie prawnym, jeśli jedna osoba odwołuje wizytę, powinniśmy wszystkich przesunąć o jedno „oczko” i każdego poinformować o zmianie na piśmie. Tymczasem pacjenci zyskują pół godziny - przekonywał wiceminister.

Zaznaczył, że resort ponadto „otwiera oczy” NFZ na harmonogramy przyjęć. Chodzi o to, aby była możliwość ich monitorowania poprzez comiesięczne sprawozdania.

- Oprócz tego zwiększamy częstotliwość raportowania, jeżeli chodzi o następny wolny termin - z cotygodniowego na codzienny, przy czym tam, gdzie będzie to uzasadnione kwestiami technicznymi, dajemy możliwość dyrektorowi OW NFZ na zwolnienie danego świadczeniodawcy z realizowania tego obowiązku - mówił Cieszyński.

Zaznaczył , że ustawa ma też zmienić przepisy wprowadzające wsparcie finansowe dla farmaceutów (ok. 15 mln zł) związane z obowiązkiem podłączenia się do platformy P1 od 1 stycznia 2019 r.
- Te pieniądze zostaną przekazane w postaci możliwości pomniejszenia podstawy opodatkowania o kwoty wydatków poniesionych na zakup sprzętu i oprogramowania - sprecyzował Cieszyński

Wątpliwości NRL
Andrzej Cisło, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej zwracał uwagę na system kolejek.

- To nie jest tak pięknie, jak się to rysuje w projekcie ustawy czy - w szczególności - w ocenie skutków regulacji. Chodzi o potężny obowiązek, który zostaje wprowadzony bez właściwie żadnego wyraźnego dobra publicznego. Mówię o konieczności codziennie raportowania pierwszego wolnego terminu - zaznaczał.

Według niego te świadczenia udzielane są na tyle płynnie, że różnica pomiędzy przyjęciem liczona w interwałach dziennych nie jest duża. - Promujmy taką sytuację, że pacjent udaje się do poradni, do której ma zaufanie, w której wybiera lekarza nie z tego powodu, że będzie trzy dni różnicy w czekaniu - tłumaczył. Zaznaczył, że w przypadku oczekiwania długoterminowego „rzeczywiście wzrasta konieczność transparentności”, choć to nie wszystko.

- Wraz ze wzrostem długości oczekiwania absolutnie maleje racjonalność sprawozdawania pierwszego wolnego terminu. Jeżeli będę miał wyznaczoną wizytę za rok, czyli powiedzmy w listopadzie 2019 r., to czy to będzie 15 czy 22 listopada, to naprawdę bez znaczenia. Tymczasem duzi świadczeniodawcy alarmują, że codzienna sprawozdawczość absolutnie sparaliżuje ich system informatyczny - tłumaczył Cisło.

Dodał, że na zmianie ucierpią również niewielkie podmioty, bo przy małej liczbie pacjentów i niskiej rentowności będą musiały posiadać specjalistyczne oprogramowanie.

- Jestem w stanie przyjąć zakład, że z ustępu 4a, czyli możliwości zwrócenia się do dyrektora oddziału o zwolnienie i przejście na system tygodniowy, skorzysta 80 proc. podmiotów, nie chcąc m.in. komplikowania sobie dokumentacji medycznej - podsumował.

Cieszyński uspokaja i obiecuje kolejną pulę wsparcia
Wiceminister przyznał, że jeżeli chodzi o kwestie codziennego raportowania, w toku konsultacji zgłaszano resortowi zdrowia różne problemy. Jednak w ocenie resortu podmiot, który ma sprawny system informatyczny, powinien sobie z tym poradzić.

- Realizujemy ten postulat zgodnie z oczekiwaniami organizacji pacjentów. Dążymy do tego, żeby taki system funkcjonował w każdym podmiocie leczniczym w kraju - mówił.

- Załóżmy, że jestem lekarzem, prowadzę podmiot leczniczy i nie stać mnie na to, by go doposażyć informatycznie. Czy mogę zwrócić się do resortu o dofinansowanie? Czy macie takie środki przygotowane? - pytał z kolei Bartosz Arłukowicz.

W odpowiedzi Janusz Cieszyński przypomniał, że w roku 2018 przekazano 50 mln zł dla lekarzy rodzinnych na sfinansowanie wydatków informatycznych. - Warto zauważyć, że jeżeli ktoś kupuje komputer do wystawiania elektronicznych zwolnień, to może go też wykorzystać do innych rodzajów usług - mówił.

Poinformował, że w roku 2019 przygotowano kolejną pulę, tym razem 20 mln zł, na dofinansowanie. - To pieniądze, którymi podzielił się z nami ZUS i będziemy je dystrybuować przez oddziały wojewódzkie - sprecyzował Cieszyński.

- Wbrew postanowieniom ustawy z 13 września 50 mln zł prezes NFZ przeznaczył tylko dla POZ. Ustawa nie mówiła, że dofinansowanie ma być zawężone - zauważał wiceszef NRL.

Cieszyński podkreślił, że w dofinansowaniu podmiotem jest nie placówka, a pacjent - i właśnie ze względu na to, że niektóre podmioty tych pacjentów przyjmują więcej, otrzymują wsparcie w pierwszej kolejności. - Nie wykluczam, że wraz z pojawieniem się dodatkowych środków rozszerzymy zakres tego wsparcia - informował.

Resort ma świadomość, że będą błędy
Cieszyński tłumaczył, że e-skierowanie jest elektronicznym odwzorowaniem dokumentu, który obecnie otrzymuje pacjent i fundamentalna systemowa zasada, że to on decyduje o wyborze realizatora, pozostanie niezmieniona.

- Zamiast udawać się z papierowym dokumentem skierowania do realizatora, wystarczy zadzwonić czy przekazać realizatorowi przez internet dane: albo 40-cyfrowy kod skierowania, albo PESEL i 4-cyfrowy PIN pacjenta. Za pomocą tych danych realizator „ściąga” z systemu skierowanie i zapisuje do kolejki - tłumaczył Cieszyński.

Skonstatował, że przy wprowadzaniu e-skierowań na pewno pojawią się pewne problemy, ale te mają wyeliminować pilotaż i późniejsza praktyka. - Żaden system informatyczny na taką skalę, który obsługuje tak skomplikowany proces, nie zadziała w 100 proc. od pierwszego dnia - podkreślił.

Przypomnijmy: pod koniec października br. resort zdrowia informował, że w wybranych podmiotach leczniczych w Warszawie ruszył pilotaż e-skierowania, a także, że trwa podłączanie kolejnych jednostek oraz testy. Docelowo pilotaż e-skierowania będzie prowadzony w około 200 placówkach, które będą dołączały do programu sukcesywnie. W pierwszej kolejności e-skierowania dotyczyć mają usług medycyny sportowej oraz tomografii komputerowej.