Jacek Wykowski/Rynek Zdrowia | 20-04-2018 06:00

Spór o szczepienia jest coraz gorętszy. Szykuje się zmiana prawa? Na razie będzie sprawa o hejt...

Obywatelski projekt ustawy o zniesieniu obowiązku szczepień autorstwa stowarzyszenia ''STOP NOP'' zakłada, że to rodzic zdecyduje, czy dziecko będzie zaszczepione. Zbiórka podpisów już ruszyła, ale eksperci nie pozostawiają złudzeń. Straszą powrotem dawno zapomnianych chorób zakaźnych i twierdzą, że antyszczepionkowcy manipulują faktami i danymi.

Lekarze straszą powrotem dawno zapomnianych chorób zakaźnych i twierdzą, że antyszczepionkowcy manipulują faktami i danymi. Fot. Fotolia

''Z radością informujemy o utworzeniu Komitetu Obywatelskiej Inicjatywy Ustawodawczej Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Wiedzy o Szczepieniach ''STOP NOP'', której celem jest przede wszystkim wprowadzenie dobrowolności szczepień w Polsce wzorem 20 państw europejskich'' - czytamy na stronie największej w Polsce antyszczepionkowej organizacji, która podkreśla: ''Jest ryzyko, musi być wybór''.

Komitet złożył projekt w Sejmie 28 marca br., a 11 kwietnia otrzymał informację od marszałka o zarejestrowaniu go. Na zebranie stu tysięcy podpisów ma czas do 11 lipca, ale jego przedstawiciele twierdzą, że uda się to zrobić w dwa miesiące (do 11 czerwca). Już samo poparcie projektu przez sympatyków facebookowego profilu stowarzyszenia, których jest niemal 110 tys., spowoduje, że będzie musiał zająć się nim Sejm.

Eksperci ostrzegają, alarmują
Zgodnie z proponowanym prawem szczepienia byłyby obowiązkowe jedynie wówczas, gdy wojewoda lub minister ogłosi stan zagrożenia epidemiologicznego albo epidemii. Antyszczepionkowcy twierdzą, że w innych europejskich państwach, mimo braku obowiązku szczepień, wyszczepialność jest i tak na wysokim poziomie. Polska, obok m.in. Bułgarii, Węgier i Litwy, należy do niewielkiej grupy krajów Starego Kontynentu, w których szczepienia są obowiązkowe.

Tymczasem z danych NIZP-PZH wynika, że przy obecnym, restrykcyjnym prawie, w Polsce na przestrzeni ostatnich siedmiu lat liczba odmów dotyczących szczepień wzrosła niemal dziesięciokrotnie: W 2010 r. odnotowano 3437 odmów, a w 2017 r. - już 30 089.

- Czym innym jest wprowadzenie dobrowolności szczepień w społeczeństwie edukowanym rzetelnymi przekazami, a czym innym tam, gdzie ludzi próbuje się wciągać w retorykę opartą na manipulacji wiedzą i przekazem - mówi Rynkowi Zdrowia dr Dawid Ciemięga, pediatra i pierwszy lekarz w Polsce, który z antyszczepionkowcami zamierza walczyć w sądzie.

Eksperci ostrzegają, że dalszy wzrost odmów może doprowadzić do tego, co stało się w Rumunii. Nie ma tam obowiązku szczepień, wyraźnie spadł stan zaszczepienia i pojawiła się największa od kilku lat epidemia odry. Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) podaje, że w roku 2017 w 30 europejskich krajach odnotowano 14 451 przypadków zachorowań na odrę (w 2016 r. było ich 4 643). Na Rumunię przypadło aż 10,6 tys. zachorowań.

"Spośród wszystkich przypadków odnotowanych w 2017 roku (...) 87 proc. dotyczyło osób niezaszczepionych" - czytamy w oświadczeniu ECDC.

Od początku 2016 r. w krajach UE ECDC odnotowało 50 zgonów z powodu odry. Według WHO, aby zapobiec odrze, konieczny jest wskaźnik zaszczepień wynoszący co najmniej 95 proc.

- Zainicjowany projekt ustawy o zniesieniu obowiązku szczepień napawa mnie niepokojem. Przyjęcie ustawy, która zniesie karanie rodziców za nieszczepienie dzieci, może spowodować istotny spadek odsetka zaszczepionych, naruszenie tzw. odporności zbiorowiskowej i pojawienie się epidemii chorób zakaźnych. Powszechny dostęp do szczepień zapewnia wysoki poziom wyszczepialności - nadal szczepionych jest w Polsce ok. 95 proc dzieci - mówi prof. Mirosław J. Wysocki, konsultant krajowy w dziedzinie zdrowia publicznego.

Czym straszą antyszczepionkowcy
Jednym z koronnych argumentów ruchów antyszczepionkowych na szkodliwość szczepionek jest kwestia organicznej pochodnej rtęci, tiomersalu, który miałby powodować zwiększone ryzyko autyzmu. Wskazuje się, że w Polsce nadal większość szczepionek zawiera tiomersal i na dodatek - podobno - się o tym nie informuje.

- Największe światowe organizacje oraz wielkie badania oparte na różnorodnej metodyce nie potwierdzają ''sensacji'' mówiących o szkodliwym wpływie etylortęci na mózg i związku z autyzmem. Tiomersal może być obecny w śladowych ilościach jako pozostałość procesu wytwarzania szczepionek w ilości ≤ 1 µg na dawkę, przy czym np. zawartość w szczepionkach z tym składnikiem to poziom 50 µg na dawkę. Szczepionki zawierające śladowe ilości tiomersalu mogą być traktowane na równi ze szczepionkami wolnymi od tiomersalu. Antyszczepionkowcy manipulują danymi i faktami - mówi dr Ciemięga.

- Związek niektórych szczepień z wystąpieniem autyzmu u dzieci został wykluczony przez przeprowadzone w różnych krajach badania epidemiologiczne, a pierwotna hipoteza dotycząca tej zależności ma znamiona nierzetelności naukowej. Należy też mieć na uwadze, że ciężkie niepożądane odczyny poszczepionkowe (NOP) są niezwykle rzadkie - wyjaśnia prof. Wysocki.

Wraca temat ''legendarnej'' ulotki
Stowarzyszenie STOP NOP, które zainicjowało wspomniany projekt ustawy, na swojej stronie podaje 30 analiz i badań (z zacytowaniem źródeł), które mają uwiarygadniać związek szczepionek z autyzmem. Innym i jednym z nowszych argumentów jest ulotka szczepionki Tripedia firmy Sanofi, w której producent podaje, rzekomo jako skutek uboczny szczepionki, m.in. autyzm. Tripedia zawiera śladowe ilości tiomersalu (≤0,3 μg na dawkę).

- Temat tej ''legendarnej'' ulotki jest bardzo dobrze znany. Jej anglojęzyczna wersja wskazuje na wyraz autyzm widniejący pod hasłem ''adverse reaction''. Otóż to nie są skutki uboczne, bo te w języku angielskim określa się jako ''side effects''. Są to zdarzenia niepożądane zgłaszane po stosowaniu szczepionki - w tym wypadku bez weryfikacji przyczynowo-skutkowej. Fragment tej samej ulotki mówi, że ''ponieważ zdarzenia te były zgłaszane dobrowolne dla nieznanej wielkości populacji, nie zawsze możliwe jest rzetelne oszacowanie częstości ich występowania lub ustalenie związku przyczynowego pomiędzy dowolnym z tych zdarzeń a składnikami szczepionki Tripedia'' - tłumaczy dr Ciemięga.

Pediatra konstatuje, że podobnych sensacyjnych informacji było wiele, wszystkie zostały wykorzystane w identyczny sposób i wszystkie obalone.

Monolog władzy się nie sprawdza. Czas na dyskusję
- Warto poszukiwać przyczyn narastania sceptycyzmu wobec szczepień, zamiast bezgranicznie wierzyć w moc uregulowań prawnych. Być może sprawa obywatelskiego projektu spowoduje, że w społeczeństwie rozwinie się dyskusja, a nie tylko monolog władzy i próby przekonania ''niewierzących'', że każde zaszczepienie ma wyłącznie dobroczynne skutki. Część zaszczepionych osób doświadcza skutków niepożądanych. To są fakty, które próbuje się przemilczać, bagatelizować, a przy tym pomawia się antyszczepionkowców o niedostatki intelektualne. To jest metoda działania na skróty - etycznie wątpliwa, a socjotechnicznie mało skuteczna, by nie rzec, przeciwskuteczna - twierdzi dr Krzysztof Puchalski, socjolog zdrowia w Instytucie Medycyny Pracy im. prof. J. Nofera w Łodzi.

Podkreśla, że zamiast szerzenia bezdyskusyjnych ''dogmatów wiary'' o szczepieniach, warto zastosować m.in. dialogowe metody osiągania celów zdrowia publicznego. Jednak czym się może taki dialog skończyć, świadczy przykład cytowanego już dr. Ciemięgi.

Pediatra, który pracuje w Szpitalu Miejskim w Tychach, w mediach społecznościowych publikował wpisy przeczące rzekomej toksyczności szczepionek. Gdy spotkał się w sieci z falą antyszczepionkowej nienawiści, skierował do sądu prywatny akt oskarżenia.

- Podjąłem stanowcze kroki prawne wobec hejterów, nie wobec ich poglądów czy całego ruchu antyszczepionkowego. Jest to walka z oszczerstwami, fałszywymi oskarżeniami i tym samym szkalowaniem lekarzy. Ci hejterzy próbują bronić samych siebie twierdząc, że walczę z ich poglądami, do których mają prawo w wolnej Polsce. Nie jest to prawdą, a jedynie kłamliwym usprawiedliwianiem tego, co robią - komentuje pediatra.

Domagam się konsekwencji za nazywanie mnie mordercą
Tłumaczy, że pierwotnie wniosek o postępowanie do prokuratury dotyczył siedmiu osób, jednak - jak informuje Rynek Zdrowia - sprawa jest mocno rozwojowa.

- Domagam się konsekwencji wobec osób, które rozpowszechniały nieprawdziwe informacje, nazywając mnie mordercą, lekarzem kaleczącym dzieci, skorumpowanym przez koncerny farmaceutyczne, a także wobec tych, którzy nawoływali do nękania mnie i mojej rodziny. Lista tych osób zajmuje już całą stronę A4 - informuje dr Ciemięga.

Dr Puchalski konstatuje, że walka z osobami odmawiającymi zaszczepienia będzie prowadzić do eskalacji siły. Mimo niechęci optuje, by zamiast prób ''złamania'' sceptyków i przeciwników szczepień, traktować ich po partnersku i zrozumieć racje i lęki takich osób.

- Dawno już minęły czasy, gdy lekarz miał do czynienia głównie z ''ciemnym ludem''. Wzrost ogólnego wykształcenia, nieograniczony dostęp do wiedzy oraz nieskrępowane możliwości komunikowania się dzięki internetowi to poważne wyzwania dla medycyny i edukacji zdrowotnej - zaznacza.

Przyznaje jednak, że dla wielu przedstawicieli władzy, a także medycyny, przyjęcie proponowanej strategii może być bardzo trudne.