Trzeba zmienić zasady kierowania na rehabilitację

- Pacjenci po zabiegach i operacjach, nawet w trybie pilnym muszą czekać miesiącami w kolejce do fizjoterapeutów, co niweczy często efekt pracy ortopedów, kardiologów czy neurologów. Kilka lat temu Holendrzy mieli podobny problem, kolejki tam urastały do 8-9 miesięcy. Wprowadzono symboliczną odpłatność - 10 procent od rachunku i kolejki zniknęły - mówi nam dr Marek Kiljański, prezes Polskiego Towarzystwa Fizjoterapii.

- System jest tak skonstruowany, że ciężko wypracowane środki finansowe są bardzo często marnotrawione. Wynika to z braku standardów leczenia. Pacjent może pójść do lekarza i poprosić o skierowanie na tzw. rehabilitację - podkreślam tak zwaną, bo z fizjoterapią ona ma niewiele wspólnego. Często są to "jakieś" procedury, nie zawsze adekwatne do schorzenia. Po co chodzić do SPA i słono płacić, kiedy to wszystko można mieć za darmo w ramach tzw. rehabilitacji.

Czy można pacjentowi odmówić skierowania? W POZ, podobnie jak u specjalistów, występuje tendencja, aby nie brać na siebie odpowiedzialności i przekazać pacjenta dalej. Czasem wynika to z braku wiedzy. Bywa że pacjent trafia do dwóch, trzech specjalistów i od każdego może otrzymać skierowanie na zbiegi fizjoterapeutyczne. Spowodowane jest to min. brakiem karty ubezpieczonego.

Sztuczne kolejki

Ci, którzy widzą luki, wykorzystują system i zapychają go, robią sztuczne kolejki, bo każde skierowanie trzeba przyjąć. Natomiast ci którzy autentycznie potrzebują pomocy, wkrótce po urazie czy udarze, nie mogą jej otrzymać bo miejsce jest zajęte przez tzw. stałych bywalców. Każdemu się przecież należy. A w sumie - patrząc z biznesowego punktu widzenia -  świadczeniodawcom jest obojętne jakim pacjentom, tym mniej czy bardziej potrzebującym, będą świadczyć swoje usługi, w ramach skromnych kontraktów.

Niektórzy pacjenci są tak wyuczeni, że co roku - czy tego potrzebują czy nie - trafiają do fizjoterapeutów. Sądzę, że więcej niż połowa pacjentów tzw. rehabilitacji ogólnoustrojowej w szpitalach, to są ci sami od trzech, czterech czy pięciu lat. Co roku przynoszą nowe skierowania. Nad tym czy im się to należy czy nie należy trzeba postawić znak zapytania. Ludzie zaczęli traktować oddziały rehabilitacyjne tak jak kiedyś traktowano sanatoria. Kiedyś mieliśmy 100 tys. miejsc sanatoryjnych a dzisiaj o wiele mniej i okazuje się że wcale nie jest ich tak mało.

Kilka lat temu Holendrzy mieli podobny problem, kolejki tam urastały do 8-9 miesięcy. Wprowadzono symboliczną odpłatność - 10 procent od rachunku i kolejki zniknęły. Już dziesięć lat temu podobny system wprowadzili Niemcy. I zlikwidowano w ten sposób kolejki całkowicie.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH