Iwona Bączek/Rynek Zdrowia | 04-02-2015 19:30

Pakiet onkologiczny: lekarze i dyrektorzy wskazują słabe punkty

Pakiet onkologiczny jest bardzo potrzebny, ale warto było jednak poświęcić więcej czasu na jego lepsze przygotowanie - podkreślali dyrektorzy ośrodków onkologicznych i lekarze, uczestnicy konferencji zorganizowanej w środę (4 lutego) w Warszawie z okazji "Światowego Dnia Walki z Rakiem".

- Jeżeli 30 grudnia 2014 r. pojawiały się zarządzenia obowiązujące od 1 stycznia 2015 r., to można się domyślać, że powodowało to problemy - wskazywała Małgorzata Zaława-Dąbrowska, dyrektor Samodzielnego Publicznego Zespołu Zakładów Lecznictw Otwartego Warszawa-Żoliborz. Oczywiste, że w noc sylwestrową trudno było nauczyć lekarzy wypełniania kart DILO.

Dodała: - Obecnie widać już, że potrzebne są zmiany: lekarz POZ może wystawić kartę DILO w przypadku podejrzenia nowotworu, a specjalista z AOS tylko w przypadku stwierdzenia nowotworu. To nie jest dobre rozwiązanie. Warto się temu przyjrzeć jeszcze raz - dodała Małgorzata Zaława-Dąbrowska.

O współpracy onkologów i lekarzy POZ
Prof. Jacek Fijuth, przewodniczący Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Onkologicznego zwracał uwagę na konieczność szerszego włączenia lekarzy POZ do procesu diagnostyczno-terapeutycznego i wyposażenie ich w odpowiednie do tego narzędzia, a także na potrzebę przejęcia przez nich opieki nad pacjentami onkologicznymi, którzy zakończyli leczenie.

- Grupa licząca ok. 2 tys. onkologów nie udźwignie tego ciężaru, dlatego m.in. już wiosną ub.r. zostało podpisane porozumienie pomiędzy towarzystwami onkologicznymi i organizacjami zrzeszającymi lekarzy rodzinnych, określające obszary współpracy obejmujące m.in. profilaktykę pierwotną i wtórną - mówił prof. Fijuth.

Jego zdaniem, niezbędny wydaje się także stały kontakt pomiędzy onkologami a lekarzami POZ - powinni przekazywać sobie nawzajem informacje o chorych i pomagać sobie w ich prowadzeniu. Na Zachodzie jest już od dawna normą, że lekarze piszą do siebie takie listy.

Przewodniczący ZG PTO podkreślał, że priorytetem wydaje się także szybkie opracowanie zaleceń dla lekarzy POZ, dotyczących postępowania w przypadku podejrzenia nowotworu. - Takie zalecenia winny zyskać rangę dokumentu poprzez akceptację MZ i NFZ. Niezbędne jest też określenie zasad postępowania z chorym po zakończeniu leczenia - dodał.

Prof. Maciej Krzakowski, konsultant krajowy w dziedzinie onkologii klinicznej przekonywał, że lekarze POZ mają dużą wiedzę na temat nowotworów, o czym mógł się przekonać prowadząc dla nich szkolenia.

Potrzebne drogowskazy
Teraz - jak przekonywał - potrzebne jest opracowanie uzgodnionych na zasadzie consensusu standardów diagnostycznych, które powinny być dla nich drogowskazem. Warto też być może zacząć rozmawiać o tym, czy właściwe jest utrzymywanie sztywnej granicy pomiędzy diagnostyką wstępną i pogłębioną - zaznaczył ekspert.

- Lekarz POZ nie może być urzędnikiem od wystawiania tzw. zielonych kart, nagradzanym lub karanym w zależności od tego, czy wystawi ich mało czy dużo. Musi być w pełni świadom tego co robi. Powinien być dla onkologa partnerem w procesie leczenia pacjenta i pozostawać w kontakcie z tym specjalistą. Jeśli chodzi natomiast o same szkolenia, nie może być tak, że cała Polska zjeżdża w tym celu do Warszawy. Zajęcia muszą się odbywać na poziomie lokalnym - stwierdził prof. Krzakowski.

O konieczności współpracy z lekarzami rodzinnymi przekonany jest także prof. Piotr Rutkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Chirurgii Onkologicznej.

- Badania kontrolne mogłyby przecież odbywać się lokalnie. Pacjent nie musi przyjeżdżać w tym celu za każdym razem do Centrum Onkologii - mówił specjalista.

- Jeśli chodzi o pakiet, brakuje nam standaryzacji procesów diagnostycznych. Uciążliwością jest także wypełnianie karty DILO aż przez trzy osoby (lekarz, sekretarka i koordynator). Zmiany niezbędne są również w przypadku konsylium: przy niektórych nowotworach wymóg jego organizowania jest całkowicie zbędny - dodał prof. Rutkowski.

Dr Jacek Łuczak z Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce nie ukrywał, że pakiet onkologiczny nie ma zbyt wielu zwolenników wśród lekarzy rodzinnych, którzy obawiają się nadmiernych obciążeń biurokratycznych. - Mimo różnych zastrzeżeń chciałbym jednak, aby stał się on katalizatorem zmian w poprawie jakości opieki nad pacjentem onkologicznym - dodał dr Łuczak.

Kiedy wystawiać kartę DILO?
W ocenie prof. Krzysztofa Warzochy, dyrektora Centrum Onkologii - Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie, karta DILO powinna być wystawiana nie w sytuacji podejrzenia nowotworu, ale w chwili jego rozpoznania na podstawie badania histopatologicznego, a konsylia winny się odbywać w ośrodkach wiodących, wskazanych na podstawie umów pomiędzy ośrodkami.

Zdanie to podziela (w zakresie karty DILO) prof. Bogusław Maciejewski, dyrektor Centrum Onkologii - Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie Oddział w Gliwicach.

- Jeśli w roku 2015 przewidywanych jest w Polsce 150 tys. zachorowań na nowotwory, a lekarz POZ ma współczynnik rozpoznawalności 1:15, to na rynku może się pojawić ponad 1,2 mln kart DILO. Ile będzie zatem kosztowała diagnostyka? Wydaje się w tej sytuacji, że karta powinna być jednak wydawana w momencie rozpoznania choroby - przekonywał profesor Maciejewski.

Dr Rafał Muchacki, przewodniczący Senackiej Komisji Zdrowia zwracał z kolei uwagę, że wypełnianie kart DILO wiąże się z koniecznością zatrudniania dodatkowego personelu. - Lekarz, który musi przyjąć 50 pacjentów, nie będzie już w stanie poświęcić czasu na zajmowanie się kartą - mówił senator Muchacki.

Podkreślił również, że kontrakty na leczenie onkologiczne ma obecnie w Polsce ok. 400 ośrodków, podczas gdy 70 proc. świadczeń onkologicznych wykonują jedynie te pełnoprofilowe. - Takie rozdrobnienie kontraktów oznacza marnowanie środków publicznych na leczenie chorób nowotworowych - ocenił senator Muchacki.

Dla kogo ta karta
Dyrektor Centrum Onkologii w Warszawie prof. Krzysztof Warzocha przypomniał, że wprowadzenie karty miało służyć przede wszystkim pacjentowi, tymczasem - jak ocenił - de facto stała się ona system informatycznej sprawozdawczości dla NFZ. Podkreślił, że podstawową wadą karty jest to, że musi być ona wypełniana on-line, w czasie rzeczywistym.

Na ten sam problem uwagę zwrócił dr Tomasz Maciej Filipowski z Białostockiego Centrum Onkologii, który powiedział, że po zamknięciu karty nie można jej już edytować, przez co nie można poprawiać w niej błędów. Dodał, że elektroniczny system do jej wypełniania potrafi wylogować lekarza bez uprzedniego zapisania wprowadzonych danych.

Wskazywał też, że konsylium zostało wpisane do rozliczenia jako hospitalizacja. - Aby zorganizować konsylium trzeba zatem uruchomić całą procedurę hospitalizacyjną. Czy pakiet onkologiczny nie miał przypadkiem przesuwać akcentów na tryb ambulatoryjny? - pytał dr Filipowski.