Lecznictwo onkologiczne - czy odpowiada nam ten model

Lecznictwo onkologiczne potrzebuje systemu określającego referencyjność ośrodków - mówili wybitni onkolodzy podczas zorganizowanej przez wydawcę i redakcję miesięcznika Rynku Zdrowia konferencji "Onkologia w Polsce 2011 - kiedy zaczniemy wygrywać z nowotworami?"

Z roku na rok wzrasta w kraju liczba zachorowań na nowotwory złośliwe - przybywa pacjentów, którzy wymagają terapii. Przed polską onkologią stoi wielkie cywilizacyjne wyzwanie. Na leczenie chorób nowotworowych wydajemy coraz więcej pieniędzy, ale jego skuteczność, choć widać zmiany, nie poprawia się proporcjonalnie do zwiększania nakładów.

Jeśli mamy uzyskać populacyjnie znaczący sukces w zwalczaniu chorób nowotworowych, to obok wzrostu finansowania, trzeba też zadbać o jakość leczenia oraz bardziej racjonalnie wydawać środki - zwracali uwagę wybitni onkolodzy podczas zorganizowanej przez wydawcę i redakcję miesięcznika Rynku Zdrowia konferencji "Onkologia w Polsce 2011 - kiedy zaczniemy wygrywać z nowotworami?" (Warszawa, 9 marca 2011 r.).

Jak przekazał obecny na konferencji wiceminister zdrowia Andrzej Włodarczyk, resort chce inwestować w nowoczesne technologie i wzmocnić już istniejące uczelniane ośrodki onkologiczne, żeby lepiej wykorzystać ich potencjał. - Będziemy również rozwijać profilaktykę - badania przesiewowe, dlatego że w dalszym ciągu nowotwory są wykrywane zbyt późno, co znacznie obniża skuteczność leczenia - mówił Andrzej Włodarczyk, zapewniając jednocześnie, że onkologia jest i będzie traktowana przez resort priorytetowo.

Z kolei wiceminister zdrowia Adam Fronczak prezentował twarde dane i przekonywał, że polska onkologia jest z roku na rok lepiej finansowana, co jednak w zderzeniu z potrzebami bywa niedostrzegane przez pacjentów. Na przykład wartość programów terapeutycznych realizowanych w onkologii, według danych NFZ, wzrosła z około 250 mln zł w 2005 roku do 550 mln zł w roku minionym.

Rośnie liczba specjalistów onkologów.

- W radioterapii onkologicznej przybyło ich około 200 w ciągu ostatnich czterech lat - mówił minister, zapewniając, że wszystkie zgłaszane przez akredytowane ośrodki miejsca specjalizacyjne są przez ministerstwo uwzględniane.

Dwa lata temu w onkologii było blisko 200 nowych miejsc specjalizacyjnych, w zeszłym roku - blisko 160.

Wzrasta liczba badań przeprowadzanych w ramach programów skriningowych: wczesnego wykrywania raka piersi i raka szyjki macicy (szerzej o ich wynikach piszemy w osobnym tekście naszego raportu - str. 20-22).

Monitorujmy jakość

Od 2003 roku prowadzony jest program przesiewowy w zakresie diagnostyki raka jelita grubego, w ramach którego wykonano dotąd 200 tysięcy badań. Jak zaznaczył Adam Fronczak, kiedy startował ów program, przeżywalność 5-letnia u pacjentów z tym nowotworem wynosiła ok. 25%, podczas gdy w państwach europejskich, które wcześniej podjęły efektywne zwalczanie tego nowotworu, uzyskiwano dwa razy lepszy wynik.

- Z ostatnich badań podsumowujących 8 lat trwania programu wynika, że u 46 procent pacjentów uzyskujemy 5-letni okres przeżycia. To dobry wynik, ilustrujący, ile można osiągnąć mądrymi działaniami w zakresie profilaktyki - powiedział minister, przyznając jednocześnie, że przed polską onkologią stoją ogromne wyzwania związane z poprawą skuteczności leczenia pacjentów.

Prof. Krzysztof Herman, konsultant krajowy w dziedzinie chirurgii onkologicznej, przypomniał, że w reprezentowanej przez niego specjalizacji uzyskiwane wyniki leczenia zależą od doświadczenia ośrodka. - Jeśli pacjent operowany jest w wyspecjalizowanym ośrodku, te wyniki są lepsze od 10 do 20% - tłumaczył, sugerując, że należy analizować dane dotyczące skuteczności leczenia w poszczególnych szpitalach, aby określić, jaki poziom jest akceptowalny.

Dane, jakimi dysponujemy, wskazywały, że w chorobach nowotworowych przeżycia 5-letnie w Polsce uzyskiwało 42% pacjentów. Tu różnice pomiędzy województwami są około 10-procentowe, ale w niektórych nowotworach, jak na przykład w raku płuca czy raku tarczycy, sięgały one nawet 30%. Z wyliczeń prof. Krzysztofa Hermana wynika, że - biorąc pod uwagę wyniki osiągane w Europie - w Polsce można uzyskać rocznie o 40 tys. wyleczeń więcej. - Moim zdaniem, dzięki samej poprawie jakości leczenia chirurgicznego można by ocalić jeszcze 10-15 tysięcy pacjentów z chorobami nowotworowymi - przekonywał profesor.

Jak osiągnąć ten wynik? Jak precyzował konsultant, m.in. poprzez stworzenie rejestru jakościowego, który będzie przynosił dane na temat wyników leczenia onkologicznego w konkretnych szpitalach. Pewne dane na ten temat posiada NFZ, ale - jak twierdził profesor - niechętnie się nimi dzieli. - Warto też połączyć dane obecnie funkcjonującego rejestru nowotworów z rejestrem ewidencji ludności, aby i tą drogą możliwe było precyzyjne określenie, którzy chorzy żyją, a którzy zmarli - postulował profesor Herman.

Poddawał też pod dyskusję rozważenie celowości prowadzenia monitoringu jakości ośrodków, a nawet wyników uzyskiwanych przez chirurgów. - Te dane są proste do wytworzenia, ale żaden ze szpitali nie jest zobligowany do prowadzenia tego typu statystyk. Gdyby istniały, możliwe byłoby wskazanie najlepszych ośrodków i ich szczególne dofinansowanie - proponował konsultant krajowy.

Pokaż referencje

Wątek jakości w chirurgii podjął też prof. Mariusz Bidziński, kierownik Kliniki Nowotworów Narządów Płciowych Kobiecych w Centrum Onkologii - Instytut im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie, były konsultant krajowy w dziedzinie ginekologii onkologicznej.

Nawiązując do wypowiedzi ministrów, zwrócił uwagę, że nakłady na onkologię niewątpliwie wzrastają, jednak nie pociąga to za sobą równoległego wzrostu skuteczności leczenia. Sugerował, że jedną z przyczyn tego stanu jest m.in. rozproszenie procedur onkologicznych, które wykonywane są w wielu ośrodkach, w tym i w tych nie zawsze reprezentujących należyte standardy.

- Są ośrodki wykonujące np. operacje z zakresu ginekologii onkologicznej, które nie mają wymaganych specjalistów. Nie chodzi tu wyłącznie o chirurga, ale o całe systemy organizacyjne i wyposażenie szpitali pozwalające zająć się pacjentem w należyty sposób - uzasadniał prof. Bidziński.

I on przekonywał, że należy stworzyć system referencyjności ośrodków onkologicznych.

Wskazał na dobre doświadczenia szwedzkie. Tam np. do leczenia raka jajnika jest obligatoryjnie zobowiązanych 5 ośrodków dysponujących stosowną akredytacją. - I my powinniśmy przyjąć obiektywne standardy, które dadzą możliwość oceny, w których ośrodkach chory może uzyskać kwalifikowaną poradę i gdzie w największym stopniu można zwiększyć jego szanse na wyleczenie - mówił profesor.

Proponował: - W wielu województwach mamy zarówno ośrodki onkologiczne, jak i ośrodki akademickie, a więc można stworzyć grupy warsztatowe, które zajmą się tym bardzo trudnym zagadnieniem.

To już stereotyp

Jak z kolei zwracał uwagę prof. Marian Reinfuss, konsultant krajowy w dziedzinie radioterapii onkologicznej i dyrektor krakowskiego oddziału Centrum Onkologii- Instytutu w Warszawie, jakość leczenia w mniejszych ośrodkach onkologicznych się poprawia.

- Odejdźmy od stereotypu, że leczenie na dobrym poziomie prowadzone jest tylko w dużych ośrodkach. Często polecam pacjentom ośrodki w mniejszych miejscowościach - mówił profesor, odnosząc akurat tę uwagę do poziomu radioterapii. Argumentował, że w tej dyscyplinie dokonał się wręcz przełom wynikający ze zwiększenia liczby i zakupów nowoczesnych aparatów do napromieniania (więcej na ten temat piszemy w tekście dotyczącym realizacji Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych - str. 24).

Faktem jest natomiast, że choć postęp w radioterapii jest znaczący, nadal część pacjentów trafia na zabiegi napromieniania zbyt późno lub wcale. Tymczasem podjęcie takiego leczenia wymaga ok. 70% pacjentów z rozpoznanym nowotworem. - Sądząc po rozpoznaniach i porównując terapię należną z tą zrealizowaną, okazuje się, że około połowy z tych chorych, choć wymagałaby zabiegów napromieniania, nie jest nim poddawana - dzieliła się swoim spostrzeżeniem dr Maria Jagas, konsultant wojewódzki w dziedzinie radioterapii onkologicznej, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w Dolnośląskim Centrum Onkologii we Wrocławiu.

Relikt minionej epoki?

Jak podkreślano podczas dyskusji, powodzenie w zwalczaniu nowotworów będzie też w dużej mierze zależało od liczby lekarzy przygotowanych do leczenia tych chorób. Ilustruje to np. sytuacja w radioterapii, w której przecież przyrost specjalistów i tak jest największy.

Wśród pacjentów są osoby wymagające jednorazowej terapii bólowej, ale i takie, u których konieczne jest prowadzenie 8-tygodniowej terapii z użyciem wysublimowanych technik. Leczenie tych lżejszych przypadków - o czym mówił dr Aleksander Zajusz, zastępca dyrektora ds. lecznictwa otwartego i diagnostyki w Centrum Onkologii - Instytut im. Marii Skłodowskiej-Curie Oddział w Gliwicach - zabiera radioterapeutom mnóstwo czasu. Stąd m.in. kolejki do radioterapii w większych ośrodkach.

Przekonanie pacjenta, że z powodzeniem może się poddać takiemu leczeniu także w mniejszym ośrodku, jest niesłychanie trudne.

Podczas sesji konferencji poświęconej rozwiązaniom organizacyjnym w onkologii rozmawialiśmy też o bardziej racjonalnym wydatkowaniu pieniędzy.

W tym kontekście prof. Jacek Jassem, kierownik Katedry i Kliniki Onkologii i Radioterapii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, konsultant wojewódzki w dziedzinie radioterapii onkologicznej, wskazał na nieuzasadnione, jego zdaniem, i kosztowne hospitalizacje pacjentów podawanych zabiegom radioterapii.

W kierowanej przez profesora klinice koszt doby w szpitalnym łóżku został wyliczony na 500 zł. - Czy tych pacjentów od razu trzeba hospitalizować? - pytał, dodając, że chodzi o osoby z nowotworem we wczesnym stadium, z ogólnie dobrym stanem zdrowia.

- Można z powodzeniem umieścić ich w hotelu komunalnym, ponosząc koszt około 100 zł za dobę - sugerował.

Według profesora Jassema, hospitalizacje części pacjentów onkologicznych to relikt epoki, która skończyła się 22 lata temu, z czasów, gdy o prestiżu kliniki świadczyła liczba łóżek.

- Widzieliśmy dane pokazywane przez pana ministra, z których wynika, że 80% chemioterapii jest podawane w szpitalu.

To nie jest powód do zadowolenia, bo na palcach rąk można policzyć procedury chemioterapii, które trzeba realizować w szpitalu. Tymczasem koszty hospitalizacji w chemioterapii w niektórych zakresach są wyższe niż koszty samych leków. I tam też leży źródło środków, które możemy uzyskać natychmiast - przekonywał prof. Jassem.

Rozmawiajmy...

Podczas części dyskusji poświęconej zagadnieniom organizacji lecznictwa onkologicznego prof. Alicja Chybicka, kierownik Katedry i Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej, Akademii Medycznej we Wrocławiu, przypomniała, że choć w onkologii nie ma limitowania świadczeń, faktycznie ma to miejsce. Chodzi o kliniki mieszczące się poza centrami onkologii.

- Dyrektor szpitala w październiku 2010 roku oświadczył mi, że mam zaprzestać przyjmowania dzieci, bo pieniądze na leczenie zapewnione kontraktem dla całej placówki się wyczerpały - mówiła pani profesor, nawiązując do zdarzeń sprzed kilku miesięcy.

W tym wypadku pieniądze na pokrycie zobowiązań kliniki wpłynęły na konto szpitala po interwencji minister zdrowia Ewy Kopacz. Jak dodała profesor Chybicka, jej zdaniem środki przeznaczane dla klinik onkologicznych powinny być znaczone, co pozwoliłoby uniknąć podobnych sytuacji.

Goście konferencji zwracali uwagę, że w onkologii mozolnie zaczęliśmy odrabiać dystans w jakości leczenia, jaki dzieli nas od wielu krajów unijnych. - Jestem dumny, że po latach stagnacji w onkologii udało się stworzyć Narodowy Program Zwalczania Chorób Nowotworowych - mówił dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii.

Od razu jednak apelował o dalszą debatę publiczną na temat przyszłości polskiej onkologii: - Potrzebujemy cyklicznych spotkań w gronie decydentów i ekspertów; wydawało się, że model takich spotkań został wypracowany, ale ostatnio je zarzucono.

Jak zauważył dr Meder, system lecznictwa onkologicznego wymaga doskonalenia.

Prognozy mówią wyraźnie, że w roku 2012 potrzeba będzie o 1 tys. miejsc więcej w szpitalach leczących przypadki onkologiczne, z drugiej strony - znakomitą część chorych można leczyć w warunkach ambulatoryjnych, co dzisiaj jest niemożliwe - jak ocenił prezes PUO - z powodu defektów systemu.

Apelował też - przyznając rację przedmówcom - by rzeczywiście zrekonstruować finansowanie procedur onkologicznych i oprzeć je na jasnym i klarownym systemie ośrodków referencyjnych. Jak zauważył, już zainwestowano wielkie pieniądze, aby możliwe było leczenie chorych w sposób kompleksowy. Niestety, kontrakty, jakie otrzymują dobrze wyposażone ośrodki, nie zawsze pozwalają na rozwinięcie ich działalności.
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH