Katalog chemioterapii: na razie to problem szpitali

Na problemy szpitali z dostępem do chemioterapeutyków złożyły się dwie przyczyny - mówi prof. Jerzy Kowalczyk, kierownik Kliniki Hematologii, Onkologii i Transplantologii Dziecięcej Dziecięcego Szpitala Klinicznego im. prof. Antoniego Gębali w Lublinie. - Pierwsza związana jest z fizycznym brakiem leków i trudnościami z ich pozyskaniem. Druga to efekt zmian wprowadzonych przez ustawę refundacyjną.*

Zamknięcie linii produkcyjnej w jednej z fabryk wytwórcy leków, którego produkty były dopuszczone do obrotu w Polsce, spowodowało utrudnienia w dostępie do nich. Problemy produkcyjne pojawiły się kilka miesięcy temu i z informacji przekazywanych przez firmę wynika, że mogą potrwać do końca roku.

Obecnie zapewnienie dostępu pacjentów do tych leków wymaga ze strony lekarzy i szpitali dodatkowego wysiłku - musimy stale monitorować, jakie leki w najbliższej przyszłości będą potrzebne i składać wnioski na ich sprowadzenie. Ale sytuacja jest możliwa do opanowania. Choć nie można wykluczyć, że pojawią się kłopoty, kiedy zapotrzebowanie przerośnie możliwości ściągnięcia leku z zagranicy.

Drugim problemem, z którym szpitale zmierzą się od 1 lipca, jest opublikowane zarządzenie prezesa NFZ w sprawie katalogu substancji czynnych stosowanych w chemioterapii. Zgodnie z ustawą refundacyjną, leki, których nie ma na wykazie refundacyjnym, nie są także uwzględnione w katalogu chemioterapii.

W porównaniu do obecnie refundowanych chemioterapeutyków, w zarządzeniu zabrakło ponad dwudziestu pozycji, w tym kilkunastu stosowanych w onkologii dziecięcej.

Problem polega na tym, że szpitale nadal będą kupować te leki dla pacjentów, tylko Fundusz nie będzie ich refundował. Szpital przejmie ciężar ich finansowania na siebie, tak jak robi to obecnie w przypadku antybiotyków czy leków przeciwgrzybiczych, których płatnik nam nie refunduje.

Innym problemem, który wielokrotnie był podnoszony przez onkologów dziecięcych, to kwestia refundacji przez NFZ dawki zużytego leku, a nie kosztu całego opakowania. Bierze się to ze sposobu konfekcjonowania leków. Wielkość opakowań jest najczęściej dostosowana do osób dorosłych. Podając lek dziecku, zużywamy często tylko jedną czwartą ampułki, reszta jest wylewana. Nie zawsze jest możliwe podanie leku większej liczbie dzieci w tym samym czasie. Często jest to unikalne leczenie jednego chorego.

Wracając do problemu substancji czynnych z katalogu chemioterapii, zwróciliśmy się z zapytaniem do NFZ, czy mimo braku leków na wykazach, substancje będą finansowane przez płatnika, w ramach lecznictwa zamkniętego.

Na razie sytuacja nie uderzy w pacjentów, gdyż będziemy im podawać leki, niezależnie czy NFZ będzie je refundował, czy nie. Dla nas niepokojące jest to, że szpitale ponoszą coraz więcej takich kosztów. Dotyczy to szczególnie placówek wysokospecjalistycznych.

W pewnym momencie szpital może mieć problem ze zbilansowaniem, zacznie się zadłużać i mieć problem z płatnościami, co może się skończyć odmową sprzedaży kolejnych partii leku.

*Wypowiedź prof. Jerzego Kowalczyka została uzyskana i dotyczyła sytuacji w dn.18 czerwca.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH