Polski fenomen kardiologii interwencyjnej

O sytuacji polskiej kardiologii interwencyjnej rozmawiamy z prof. Witoldem Rużyłło, dyrektorem Instytutu Kardiologii w Aninie.

Rynek Zdrowia: - Sytuacja polskich pacjentów kardiologicznych pod względem czasu oczekiwania na wykonanie wybranych procedur jest zadowalająca, a w niektórych regionach nawet bardzo dobra. Niektórzy mówią wprost o polskim fenomenie w zakresie leczenia interwencyjnego chorych z ostrym zespołem wieńcowym. Mają rację?
Prof. Witold Rużyłło: - Tak, możemy mówić o takim fenomenie w naszym kraju. Kardiologia interwencyjna rozwinęła się jako pośrednia dziedzina wiedzy - między kardiochirurgią a kardiologią zachowawczą. Od wielu lat wiemy, że znacznie skuteczniejszą metodą leczenia zawałów jest udrożnienie tętnicy wieńcowej - zamkniętej wskutek pęknięcia blaszki miażdżycowej - niż tzw. leczenie trombolityczne, polegające na rozpuszczeniu skrzepliny, która tworzy się w wyniku tego pęknięcia.

W Polsce w ostatnich latach rozwinęła się sieć pracowni hemodynamicznych, w których można przeprowadzić udrożnienie tętnicy wieńcowej odpowiedzialnej za zawał. W powstaniu wielu tych placówek bardzo pomógł Narodowy Program Profilaktyki i Leczenia Chorób Układu Sercowo-Naczyniowego POLKARD.

- Na który ostatnio narzeka się z racji obcięcia budżetu i zasad rozliczania.
- Mamy za sobą już dwie edycje tego programu, jest trzecia. Rzeczywiście, pieniędzy z upływem lat było mniej. POLKARD jest jednak kontynuowany i finansowany. Sądzę, iż jego beneficjentami będą ci, którzy najbardziej tego potrzebują. Na pewno nie będzie to grupa nowych pracowni hemodynamiki. Pamiętajmy jednak, że w już istniejących placówkach wiele aparatów wymaga wymiany, szczególnie w dużych klinicznych ośrodkach, gdzie aparatura ta pracuje od 10 lat.

Kilka lat temu działała - pod kierunkiem Rady Programowej POLKARD-u - grupa opracowująca zagadnienia związane z kardiologią interwencyjną. Przyjęliśmy wówczas założenie, że "czas to mięsień" i udrożnienie tętnicy nie może nastąpić później niż dwie godziny od pojawienia się bólu wieńcowego.

Ten standard udało się w Polsce osiągnąć. Mamy obecnie ponad 100 pracowni hemodynamiki, z których 89 dyżuruje 24 godziny na dobę. Jest rzeczywiście tak, że w ciągu 90 minut pacjent może dotrzeć - z pominięciem placówki nie posiadającej możliwości interwencyjnego leczenia ostrego zawału serca - do szpitala, który takimi warunkami dysponuje. Nie ma już pod tym względem białych plam, które jeszcze nie tak dawno występowały m.in. w północno-wschodniej Polsce czy w rejonie Nowego Targu i Zakopanego.

- To główny powód spadku umieralności wskutek chorób sercowo-naczyniowych w Polsce?
- Na tym właśnie polega ów polski fenomen kardiologii interwencyjnej. Mówimy o tzw. klasycznym zawale serca z uniesieniem odcinka ST (STEMI), których na szczęście jest w naszym kraju coraz mniej, ponieważ zwiększyła się dostępność badań pozwalających wcześnie rozpoznać zwężenie tętnic, zanim dojdzie do zawału, oraz podjąć leczenie za pomocą angioplastyki lub pomostowania aortalno-wieńcowego.

Nadal jednak jest dużo zawałów bez uniesienia odcinka ST (NSTEMI). Nie możemy ich traktować jako mniejsze zagrożenie. To także zawał i martwica mięśnia sercowego, przy czym część tych pacjentów może poczekać. Oczy-wiście oni także powinni być przyjęci do szpitala i większość z nich poddana koronarografii w ciągu 48 godzin. Tak się zresztą dzieje. Jeżeli przyjrzymy się statystykom wynikającym z rejestru osób ze STEMI i NSTEMI, okaże się, że roczne wskaźniki umieralności w obu tych grupach pacjentów są bardzo podobne.

- Pojawiły się jednak opinie, że pracowni hemodynamicznych w niektórych regionach kraju jest zbyt dużo, czyli nie zawsze powstają tam, gdzie rzeczywiście są niezbędne.
- Można dyskutować o liczbie tych pracowni. Dobrze jednak, że taką sieć ośrodków mamy. Dzięki temu umieralność szpitalna pacjentów z zawałami drastycznie spadła i wynosi obecnie tylko ok. 4%. To jest ogromny sukces i stawia nas w europejskiej czołówce pod względem wyników w leczeniu zawałów.

Co do samej liczby pracowni hemodynamicznych - np. w województwie mazowieckim jest ich 16, a w samej Warszawie aż osiem w szpitalach dyżurujących całodobowo. Czy aż tyle jest potrzebnych? Mam wątpliwości. Czy nie wystarczą w stolicy cztery szpitale mające przecież odpowiednio liczne zespoły i duże oddziały intensywnej terapii kardiologicznej?

W ramach programu POLKARD brałem udział w opracowaniu schematu rozmieszczenia pracowni hemodynamicznych dyżurujących całodobowo. Dbaliśmy wówczas o to, aby dzięki temu schematowi chorzy w różnych regionach kraju mogli w odpowiednim czasie zostać przewiezieni do ośrodka kardiologii interwencyjnej. Wydaje się, że w 38-milionowym kraju powinno wystarczyć 80-85 pracowni hemodynamicznych dyżurujących 24 godziny na dobę. Obecnie, jak wspominałem, mamy tych pracowni ponad sto.

- Bo to się opłaca. Finansowanie ze środków publicznych procedur kardiologii inter wencyjnej w leczeniu ostrych zespołów wieńcowych nie jest limitowane.
- I nadal tak powinny być rozliczane! Bo w jaki sposób można byłoby narzucić limit na ostre zespoły wieńcowe? Natomiast nad liczbą ośrodków kardiologii interwencyjnej, których powstało ostatnio rzeczywiście dużo, warto się zastanowić.

Może w tej materii będę trudnym rozmówcą, gdyż uważam, że wchodzimy w erę tomografii komputerowej tętnic wieńcowych, która, moim zdaniem, w bardzo niedługim czasie ograniczy konieczność wykonywania klasycznej koronarografii inwazyjnej.

- W jakim czasie tomografia mo że zastąpić koronarografię w powszechnej skali?
- To już się dzieje w Holandii, części Niemiec, a także w naszym Instytucie w Aninie. Opisaliśmy niedawno nasze doświadczenia w książce "Metody obrazowania w diagnostyce choroby niedokrwiennej serca". Problem tkwi w tym, że dzisiaj - jak już mówiłem - znacznie łatwiej kupić nowoczesną aparaturę niż znaleźć odpowiednio wykwalifikowaną kadrę. Brakuje w Polsce specjalistów w zakresie diagnostyki obrazowej choroby niedokrwiennej serca.

Skoro brakuje specjalistów, to rozwijajmy telemedycynę, dzięki której można przesyłać obrazy do ekspertów, którzy je opiszą. W 2010 roku w naszym Instytucie zakończymy program telemedyczny TeleInterMed finansowany z funduszy norweskich.

Problem związany ze specjalistyczną tomografią polega na tym, że potrzebni są współpracujący ze sobą kardiolodzy i radiolodzy. W naszym Instytucie już trzech kardiologów interwencyjnych nauczyło się tomografii komputerowej tętnic wieńcowych. Uważamy bowiem, że do diagnostyki obrazowej pacjenta z chorobą wieńcową konieczna jest obecność i wiedza właśnie kardiologa, który zna chorego, potrafi interpre-tować obraz tętnic wieńcowych pod kątem metod naprawczych czy oceny wskazań do leczenia zachowawczego. U nas opisują go kardiolodzy wspólnie z radiologami, którzy patrzą także na obraz poza naczyniami wieńcowymi, aby czegoś istotnego nie przeoczyć w obszarze klatki piersiowej.

Oczywiście, gdzie indziej mogą to robić radiolodzy, którzy nie ograniczą się tylko do anatomicznej oceny stanu tętnic wieńcowych, ale będą współpracować z kardiologami. Mimo obecnych kontrowersji, patrzę na możliwość współpracy z optymizmem.

- Czy wciąż trwający rozwój technik kardiologii interwencyjnej oznacza, że czeka nas zmierzch kardiochirurgii?
- Absolutnie nie! Kardiochirurgia cały czas się rozwija, ale staje się mniej inwazyjna. Wykonywane są np. zabiegi z dostępu prawostronnego do zastawki mitralnej bez konieczności przecinania mostka i dokonuje się naprawy niedo-mykalności mitralnej. Stosuje się także minitorakotomię do pomostowania tętnicy zstępującej przedniej.

Zastawkę aortalną w pewnej grupie chorych można dziś wszczepić przezskór-nie, poprzez tętnicę udową - klasyczną metodą kardiologii interwencyjnej. Ale można też, w niektórych przypadkach, zrobić to minimalnie chirurgicznie, czyli wprowadzając zastawkę przez koniuszek lewej komory. Współpracują ze sobą kardiolodzy z kardiochirurgami, co nazwane zostało "operacją hybrydową". W Polsce to współdziałanie przy tych zabiegach szczególnie rozwija się w ośrodkach w Zabrzu, Katowicach, Krakowie i Warszawie.

Pełna treść wywiadu w archiwalnym wydaniu Rynku Zdrowia - nr. 2010-1 (54), dostępna też w wersji elektronicznej: http://www.rynekzdrowia.pl

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH

Drodzy Użytkownicy!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.