Pilnie potrzebujemy zmian w leczeniu niewydolności serca

Niewydolność serca jest chorobą o złym rokowaniu, a jej zaostrzenia są najczęstszą przyczyną hospitalizacji w Polsce - przypomina prof. Krzysztof Filipiak z I Katedry i Kliniki Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. - Co my lekarze możemy jednak zrobić w tej kwestii, skoro od lat kardiolodzy nie mogą się doprosić utworzenia Narodowego Program Leczenia Chorób Układu Sercowo-Naczyniowego?

Szacujemy, że w Polsce z powodu tej choroby cierpi ok. 1 mln osób, a w ciągu najbliższych 20 lat ta liczba wzrośnie o jedną czwartą. To już prawdziwa epidemia. Tymczasem w Polsce wciąż bardzo mało się mówi o tym schorzeniu. Dla porównania - choroby onkologiczne, na które rocznie zapada mniej niż połowa osób cierpiących na niewydolność serca (ok. 400 tys.), doczekały się swojego programu, a my jak dotąd - nie.

Z danych, które są powszechnie dostępne wynika, że w Polsce śmiertelność z powodu niewydolności serca jest zdecydowanie większa niż w najbardziej „popularnych” nowotworach. Takim zabójcą numer jeden wśród nowotworów jest w naszym kraju rak płuca - rocznie z jego powodu umiera 22 tys. Polaków. Tymczasem wskutek niewydolności serca codziennie umierają 164 osoby, co w ciągu roku daję liczbę 60 tys. zgonów.

Dodatkowo należy pamiętać, że niewydolność serca to ciężka choroba z bardzo złym rokowaniem. Z naszych badań wynika, że jakość życia tych pacjentów jest gorsza niż jakość życia pacjentów dializowanych, a ta grupa zawsze brana jest jako grupa porównawcza w ocenie jakości życia.

Łatwo można sobie wyobrazić jak źle się żyje osobie, która 3-4 razy w tygodniu musi być podłączona do dializy. Tymczasem chory z niewydolnością serca ma bardzo ograniczoną aktywność dnia codziennego, cierpi m.in. z powodu duszności.

Z punktu widzenia kardiologów osoba z niewydolnością serca jest pacjentem bardzo skomplikowanym do leczenia. To jest pacjent, który wymaga wielokrotnej hospitalizacji. Ma bardzo często choroby współistniejące, jak nadciśnienie tętnicze, chorobę wieńcową, co drugi chory ma POChP, co trzeci - cukrzycę, przewlekłą chorobę nerek, co dziesiąty jest w Polsce po udarze. U tego chorego bardzo często nie jesteśmy w stanie osiągnąć poprawy. Możemy zatrzymać jedynie progresję niewydolności serca.

Trzeba też pamiętać, że osoby z niewydolnością serca generują ogromne koszty dla Narodowego Funduszu Zdrowia. Dziś sięgają one rocznie 2,2 mld zł (z czego aż 70% to koszty hospitalizacji), a jak się zakłada, jeśli nic się nie zmieni, w ciągu dwudziestu najbliższych lat wzrosną prawdopodobnie o 200%.

Co decyduje o tym, że jest coraz więcej przypadków niewydolności serca? Po pierwsze fakt, że leczymy inne choroby coraz lepiej, jesteśmy coraz starsi, wydłużamy czas przeżycia. To starzenie się społeczeństwa będzie odpowiedzialne za to, że ta liczba osób z niewydolnością serca będzie cały czas rosła.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH