Kardiolodzy zarzucają raportowi NIK braki merytoryczne Kardiolodzy zauważają natomiast niespójność danych i oczekiwań decydentów co do ilości ośrodków kardiologii i zabiegów w przeliczeniu na liczbę mieszkańców. Fot. archiwum RZ

Kardiolodzy odpowiadają na raport NIK o realizacji świadczeń z zakresu kardiologii opublikowany 31 maja. Zwracają uwagę na jego „braki merytoryczne oraz niedostatek wiedzy medycznej”. Ich zdaniem raport nie pokazuje pełnego obrazu sytuacji w kardiologii.

Jednym z zarzutów NIK jest, iż pacjenci z zawałem hospitalizowani są zbyt krótko. Tymczasem - jak przekonują specjaliści - nowoczesna kardiologia inwazyjna, z uwagi na dużą skuteczność, pozwala na skrócenie pobytu szpitalnego chorych z ostrym zespołem wieńcowym, w tym z zawałem serca.

- W przypadku chorych z zawałem i małym ryzykiem wg punktacji Zwolle i PAMI, skutecznie leczonych za pomocą angioplastyki wieńcowej (PCI), pobyt może ograniczyć się do 2-3 dni. M.in. dotyczy to chorych z zawałem serca z uniesieniem odcinka ST (STEMI), u których wykonano rekanalizację tętnicy dozawałowej w godzinę od rozpoczęcia bólu (1-2% chorych) i można było stwierdzić tzw. przerwany zawał (ang. aborted MI) - mówi prof. Paweł Buszman, prezes American Heart of Poland S.A.

Obowiązują wytyczne europejskie
Jak dodaje prof. Robert Gil, kierownik Kliniki Kardiologii Inwazyjnej Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie, w krajach zamożnych bada się przyczyny zbyt długiej hospitalizacji i związanych z nią niepotrzebnych kosztów, ponieważ przedłużenie hospitalizacji jest niezależnym czynnikiem ryzyka i zwiększa koszty.

Jak przypominają kardiolodzy, NIK opiera wnioski na ankietach i doświadczeniach swoich konsultantów. Jedna z opinii tychże konsultantów zawiera pogląd, iż chory z zawałem powinien mieć oznaczane troponiny seryjne i być wypisany do domu dopiero wtedy, gdy ulegną one obniżeniu i znormalizowaniu. Konsultanci NIK określili takie postępowanie jako standard, którego powinni przestrzegać wszyscy kardiolodzy, a w związku z tym NFZ i MZ powinno wydać odpowiednie regulacje w tej sprawie.

Tymczasem kardiologów w Polsce obowiązują tylko wytyczne ESC (Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego) i PTK (Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego).

Prof. Dariusz Dudek, przewodniczący Rady Instytutu Kardiologii Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum w Krakowie wyjaśnia, że wytyczne europejskie są automatycznie tłumaczone na język polski. - W UE i w Europejskim Towarzystwie Kardiologicznym uznano, że kraje Europy mają swoich przedstawicieli przy tworzeniu wytycznych i dlatego, kiedy wchodzą nowe wytyczne, poszczególne kraje akceptują je na rzecz swojego kraju.

Jak zaznacza, mierzy się procent wykonywania zaleceń europejskich. - Im gorszy, niski procent, tym gorsze wyniki leczenia i taki kraj uznaje się za posiadający ośrodki słabsze w Europie. - Czyli w takim kraju jakość medycyny jest gorsza, a przez to śmiertelność większa. To znany fakt dla kardiologów, a szczególnie jestem upoważniony do tej wypowiedzi pracując wiele lat od 2005 roku do dzisiaj w Zarządzie Asocjacji Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego (EAPCI ESC) - podkreśla prof. Dariusz Dudek.

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH