Marzena Sygut/Rynek Zdrowia | 09-03-2019 13:23

Kardiolodzy: umieramy na choroby układu krążenia częściej niż mieszkańcy wielu innych krajów UE

- Chorujemy i umieramy na choroby sercowo-naczyniowe znacznie częściej niż inni mieszkańcy Unii Europejskiej. Winę za ten stan rzeczy ponosi nieskuteczna profilaktyka pierwotna i wtórna tych chorób oraz zła jakość powietrza - mówili eksperci podczas sesji "Kardiologia - system i medycyna" na zakończonym w piątek (8 marca) IV Kongresie Wyzwań Zdrowotnych w Katowicach.

Dr Zbigniew Eysymontt; FOT. PTWP

Jak wyjaśniał prof. Piotr Jankowski z I Kliniki Kardiologii i Elektrokardiologii Interwencyjnej oraz Nadciśnienia Tętniczego Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, Polska w ostatnim rankingu Bloomberga, dotyczącym zdrowia społeczeństw różnych państwach na świecie znajduje się na 40. miejscu  wśród 160 krajów. W 2017 roku byliśmy miejscu na 39. miejscu.

- Trzeba uczciwie powiedzieć, że nie odstajemy od innych krajów w Europie Środkowej. Wyprzedzają nas Słowenia i Czechy, ale za nami są np. Węgry. Jednak dobrze jest porównywać się nie do tych krajów, które się rozwijają, ale do tych, do których dążymy, czyli tzw. starej Unii - podkreślił prof. Jankowski.

I dodał: - Pozytywne jest to, że zarówno w krajach UE, jak i w Polsce średnia długość życia rośnie. O ile największa różnica pomiędzy nami a Europą zachodnią, północną i południową wynosiła w 1991 roku 5,5 roku, to teraz wynosi 4,3 roku. Niestety, tempo zmniejszania się tej różnicy jest bardzo wolne. Średnio jeden rok na dwadzieścia lat. Jeśli więc ten trend się utrzyma to Europę dogonimy, pod względem średniej długości życia, dopiero za 86 lat, czyli w XXII wieku.

Prof. Jankowski podkreślił też, że żyjemy krócej w porównaniu do mieszkańców Włoch, Szwecji, Japonii, Hiszpanii, Portugalii, Austrii czy Irlandii, ponieważ umieramy szybciej z powodu chorób układu krążenia. Inne choroby mają mniejsze znaczenie. - Niestety, choroby sercowo-naczyniowe, o czym często zapominamy, są bardzo groźne dla pań. Kobiety umierają szybciej z powodu udaru, zawału i niewydolności serca - powiedział prof. Jankowski.

Wyjaśnił też, że o ile doganiamy Europę zachodnią w długości życia, to, niestety, w chorobach układu krążenia to ten trend ulega zahamowaniu. - Przestaliśmy doganiać UE pod względem wskaźników dotyczących umieralności z powodu chorób sercowo-naczyniowych w Polsce - podsumował prof. Jankowski.

Z kolei  dr Zbigniew Eysymontt, dyrektor Śląskiego Centrum Rehabilitacji i Prewencji, członek zarządu Sekcji Rehabilitacji Kardiologicznej i Fizjologii Wysiłku Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego wyjaśnił, że za ten stan rzeczy winna jest przede wszystkim źle prowadzona, nieskuteczna prewencja pierwotna i wtórna.

- W rehabilitacji kardiologicznej - na którą trafiają pacjenci po zawale serca - po kolejnych zdarzeniach - jak w soczewce skupiają się wszystkie problemy, które doprowadziły pacjentów do nas, czyli nieskuteczność prewencji pierwotnej, a potem nieskuteczność prewencji wtórnej, bo dochodzi do kolejnych zdarzeń to jest zawałów i udarów. Wynika z tego, że nasza kampania społeczna dotycząca prewencji pierwotnej jest kompletnie nieskuteczna. Chyba dlatego że nie mamy determinacji, żeby to robić w sposób planowy i z zaangażowaniem środków finansowych - tłumaczył dr Eysymontt.

Prof. Paweł Buszman, prezes American Heart of Poland, wyjaśniał z kolei, że wydaje się, że główną przyczyną tej zwiększonej umieralności na choroby serca jest zła jakość powietrza.

- Na świecie z powodu zanieczyszczenia powietrza umiera rocznie 7 mln osób. W Polsce ocenia się, że jest to blisko 50 tys. W Ameryce w 2010 roku, w oparciu o wiele publikacji wydano raport, wskazujący na to, że zanieczyszczenie powietrza, w szczególności drobnymi pyłami PM 10, PM 2,5, PN 1, staje się niezależnym czynnikiem wystąpienia zgonu sercowo-naczyniowego: zawału, udaru - podkreślił prof. Buszman.

- W Polsce średnioroczne zanieczyszczenia powietrza pyłem PM 10 i PM 2,5 przekracza normy. Oznacza to, że mamy jeden niezależny czynnik ryzyka wystąpienia chorób układu krążenia więcej. Dokłada się on do innych czynników, takich jak np. cukrzyca, czy nadciśnienie - wyliczał prof. Paweł Buszman.