Eksperci: polska kardiologia rozwinęła się nierównomiernie Jeśli chodzi o stosowanie innowacyjnych terapii, Polska jest na 4. miejscu w Europie. Od końca - alarmowała prof. Janina Stępińska. Fot. Archiwum

Polska kardiologia interwencyjna odnosi sukcesy, ale wielu pacjentów leczonych skomplikowanymi zabiegami umiera z powodu ograniczeń w dostępie do opieki pooperacyjnej i rehabilitacji - mówili we wtorek (28 czerwca) w Warszawie uczestnicy seminarium ''Kardiologia dziś i jutro''.

- Jeśli chodzi o stosowanie innowacyjnych terapii, Polska jest na 4. miejscu w Europie. Od końca - zaznaczyła prof. Janina Stępińska z Instytutu Kardiologii im. Prymasa Tysiąclecia Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Aninie.

Wymieniła, że nie są refundowane m.in. nowej generacji leki obniżające krzepliwość, zbyt mało przeprowadza się operacji przezskórnego wszczepienia zastawki aortalnej (TAVI) i operacji zastawki mitralnej.

Rzadko wszczepiane są pozbawione elektrod rozruszniki, które powodują mniej powikłań. Wśród nowych osiągnieć medycyny, które warto byłoby finansować, profesor wymieniła stenty bioresorbowalne (na razie są refundowane tylko w Niemczech) oraz przeciwciała monoklonalne obniżające poziom cholesterolu dzięki blokowaniu białka PCSK9.

Mimo dobrych osiągnięć polskiej kardiologii zabiegowej wciąż co dziesiąty pacjent umiera w ciągu 12 miesięcy od zawału - dodał prof. Piotr Jankowski z Instytutu Kardiologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Jego zdaniem potrzebna jest prewencja wtórna. Wiele osób po zawale nadal pali, jest otyłych, ma niewłaściwie leczone nadciśnienie tętnicze czy cukrzycę. Tylko co czwarty pacjent po zawale jest monitorowany przez kardiologa, a oczekiwanie na wizytę trwa wiele miesięcy. Lekarze rodzinni w niewielkim stopniu modyfikują sposób leczenia.

- Nowoczesne leczenie powinno być dostępne w każdym ośrodku, nie tylko w największych - zaznaczył prof. Jankowski.

Ważnym problemem, na który zwrócił uwagę prof. Piotr Hoffman z Instytutu Kardiologii im. Prymasa Tysiąclecia Kardynała Stefana Wyszyńskiego, jest niedobór lekarzy rodzinnych. W porównaniu do krajów Europy Zachodniej ich liczba w Polsce jest cztery razy za mała. W dodatku średnia wieku lekarzy rodzinnych wynosi niemal 50 lat i pracują oni głównie w dużych miastach. Na to, aby liczba lekarzy rodzinnych zaczęła odpowiadać potrzebom, przy obecnych metodach kształcenia potrzeba 30-40 lat.

Wiceminister zdrowia Krzysztof Łanda wskazywał na konferencji, że podczas gdy wycena wielu świadczeń w kardiologii interwencyjnej jest zawyżona, inne świadczenia, np. w kardiologii zachowawczej, są wycenione zbyt nisko.

Już wcześniej Łanda zauważał, że część świadczeniodawców (głównie prywatnych) wykonuje tylko te świadczenia, które są wysoko wycenione. Z kolei szpitale (przede wszystkim publiczne), które świadczą pełen zakres usług, mogą mieć problem ze zbilansowaniem wydatków i wpływów.

Wiceminister zapewnił, że placówki świadczące pełen zakres usług (zarówno przeszacowanych, jak i niedoszacowanych) nie muszą się obawiać zmian, ponieważ ich przychody zwiększą się na skutek podwyższenia taryf w niektórych zakresach, i dodatkowo zakupiona zostanie większa liczba świadczeń.

- Trzeba przeznaczyć większe środki na te dziedziny medycyny, w których brakuje lekarzy, np. na przykład psychiatrię dziecięcą - mówił Łanda. 

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH