PAP/Rynek Zdrowia | 14-06-2019 15:01

Białystok: kardiochirurdzy i kardiolodzy interwencyjni rozmawiają o współpracy

Kardiochirurgia i kardiologia inwazyjna uzupełniają się w walce o zdrowie pacjentów z chorobami serca, specjaliści z tych dziedzin muszą ze sobą współpracować i robią to - podkreślano w piątek (14 czerwca) na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku.

Operacyjna sala hybrydowa; FOT. AHP S.A.

Odbywa się tam I Zjazd Sekcji Kardiochirurgii Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego (PTK). W czwartek młodzi chirurdzy, pod okiem specjalistów, na warsztatach uczyli się (na zwierzęcym sercu) wszczepiania sztucznych zastawek serca, bioprotez, czy np. zabiegów w obrębie zastawki mitralnej. Piątek to sesje wykładowe i sesje wideo z omawianiem zabiegów.

Szef Kliniki Kardiochirurgii w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Białymstoku, kardiochirurg, prof. Tomasz Hirnle powiedział dziennikarzom, że spotkanie służy wypracowywaniu metod współpracy pomiędzy kardiochirurgami i kardiologami inwazyjnymi, "zbliżaniu stanowisk" w kwestii leczenia chorych.

- Już w wielu wypadkach nie musimy robić wielkich cięć operacyjnych, wystarczy mniejszy dostęp, mniejszy zakres jednej operacji, która jest następnie uzupełniona procedurami kardiologii inwazyjnej. W ten sposób uzyskujemy ten sam dobry efekt operacji, co przy wielkiej, dużej operacji - powiedział Hirnle i dał, że korzysta na tym pacjent i cały system ochrony zdrowia.

Hirnle powiedział, że nie zmienia się znacząco liczba osób, które w Polsce wymagają operacji kardiochirurgicznych ( ok. 25 tys. rocznie), ale zaznaczył, że są one obarczone większym ryzykiem operacyjnym (nie jest to równoznaczne ze wzrostem śmiertelności); chorzy bagatelizują często swoje problemy z sercem, wady serca i odkładają leczenie na później, a takie - jak to określił - "nieracjonalne" - działanie może mieć dla nich groźne skutki.

- My leczymy tych samych chorych i musimy zawsze indywidualnie, zgodnie z obecnym stanem wiedzy, wybrać taką metodę leczenia inwazyjnego, jaka dla danego chorego będzie najlepsza, znając wszystkie ograniczenia tych metod - powiedział prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego prof. Adam Witkowski, kierownik Kliniki Kardiologii i Angiologii Interwencyjnej Instytutu Kardiologii w Warszawie-Aninie.

Witkowski mówił, że współpraca kardiochirurgów i kardiologów inwazyjnych wynika także z tego, że mają "coraz trudniejszych chorych". Wskazał, że społeczeństwo starzeje się, seniorów będzie dalej przybywać, żyjemy coraz dłużej, a co za tym idzie, na leczenie będą trafiać osoby z wieloma chorobami jednocześnie.

Prezes PTK podkreślił, że większą uwagę należy przywiązywać do dalszego właściwego leczenia, rehabilitacji i opieki nad chorym, który jest już po zabiegu na sercu. Zaznaczył, że taki pacjent - jeśli wcześniej palił papierosy - musi przestać, musi też kontrolować poziom cholesterolu, schudnąć, po to, by efekty leczenia się utrzymały. Dodał, że z wyników prowadzonych badań populacyjnych wynika, że w Polsce z przestrzeganiem tych zasad "nie jest najlepiej".

Witkowski ocenił, że tak jak "świetnie" jest zorganizowana w Polsce opieka nad chorymi z ostrym zawałem serca, ograniczono śmiertelność takich osób, to już potem, "te efekty są niweczone". - Dlaczego? Właśnie dlatego, że nie mają zapewnionych wizyt lekarskich, rehabilitacji, nadzoru, kontroli nad czynnikami ryzyka - mówił. Wymienił m.in. nadciśnienie tętnicze, otyłość, cukrzycę, zbyt wysoki poziom cholesterolu.

Dr hab. Michał Zembala, kierownik Kliniki Kardiochirurgii i Transplantologii Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, powiedział, że zarówno kardiochirurgia jak i kardiologia inwazyjna, która staje się coraz bardziej "zabiegowa", "współdziałają" ze sobą dla dobra pacjentów, choć jednocześnie ze sobą konkurują. Zembala powiedział, że w wielu ośrodkach udaje się w sposób wielodyscyplinarny diagnozować pacjentów i ustalać terapię. - To jest realne, to jest rzeczywiste - ocenił.

Michał Zembala zaznaczył, że kardiologia inwazyjna bardzo się rozwija, a "rynek kardiochirurgiczny się kurczy" za sprawą nowych technologii, firm. - To wszystko co można sprzedać, jednocześnie bardzo mocno będzie się rozwijać - dodał.

Izabela Próchnicka (PAP)