Trójstopniowa opieka perinatalna się sprawdziła, ale czy przetrwa? Nawet w jednostkach III stopnia referencyjności występują bardzo poważne problemy z obsadą dyżurów. Fot. Fotolia

W Polsce stale maleje wskaźnik umieralności okołoporodowej niemowląt. Kilka województw osiągnęło poziom poniżej 4 promili. To spory sukces. Ten wynik został uzyskany dzięki dobrze funkcjonującemu trójstopniowemu system opieki perinatalnej. Czy można go jeszcze udoskonalić?

Wskaźnik umieralności okołoporodowej niemowląt obniża się we wszystkich województwach, nie ma też już dużych rozpiętości między poszczególnymi województwami.

W opinii dr hab. Iwony Maruniak-Chudek, kierownika oddziału intensywnej terapii i patologii noworodka w Szpitalu Klinicznym nr 6 Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach oraz śląskiego konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie neonatologii, podział na trzy stopnie referencyjności w tej dziedzinie medycyny, to jedna z lepszych rzeczy jakie zdarzyły się w ciągu kilkudziesięciu lat w polskiej ochronie zdrowia. Jej zdaniem system działa dobrze, ale można go doskonalić, by działał lepiej.

Jak wyliczyła w województwie śląskim - bardzo rozległym i licznym - rodzi się najwięcej, po mazowieckim, noworodków, w tym wcześniaków i noworodków chorych. W woj. śląskim funkcjonuje 7 oddziałów III stopnia referencji, 11 oddziałów II stopnia referencji oraz 14 oddziałów I stopnia.

- Oddział I stopnia referencji powinien zabezpieczać niepowikłane porody, ze zdrowym, donoszonym dzieckiem. II stopień zabezpiecza wcześniaki i noworodki chore, na III stopień przebywa najmniejszy pacjent, obciążony wadami, ciężko niedotleniony. Oddziały III stopnia powinny być bardzo dobrze wyposażone - to stale się poprawia - oraz mieć dobrą kadrę - tu jest większy problem, bo brakuje neonatologów - mówi dr hab. Maruniak-Chudek.

Lokalny patriotyzm czy amerykański przykład
Czy przy tak ogromnym postępie perinatologii i neonatologii w ogóle powinny funkcjonować oddziały I stopnia referencyjności - takie, które przyjmują rocznie relatywnie niewiele porodów, bo np. 300?

- Niektóre z nich można porównać do dawnych izb porodowych. Czy nie powinniśmy jednak - choć rozumiemy patriotyzm lokalny niedużych gmin i powiatów - zrezygnować z części tych oddziałów? - zastanawia się, prowokując do dyskusji na ten temat, prof. Krzysztof Sodowski, kierownik oddziału klinicznego ginekologiczno-położniczego Wydziału Nauk o Zdrowiu Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.

Prof. Krzysztof Czajkowski, konsultant krajowy w dziedzinie położnictwa i ginekologii podaje, że przy założeniu, iż oddziały położnicze z liczbą porodów poniżej 400 rocznie przestają istnieć, do zamknięcia byłoby 80-83 oddziałów.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH