Rządowy program in vitro - sukces, który wymaga zmian?

7 marca br. Ministerstwo Zdrowia ogłosiło drugi i zarazem ostatni konkurs na wybór realizatorów rządowego programu zdrowotnego pn. Program "Leczenie niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego na lata 2013-2016". Dr Sławomir Sobkiewicz, przewodniczący Związku Ośrodków Leczenia Niepłodności i Wspomaganego Rozrodu podkreśla jednak, że realizatorzy czekali także na niezbędne - w ich ocenie - zmiany w programie. Do tego jednak nie doszło. Czy słusznie?

Jak wyjaśnia dr Sobkiewicz klinikom zależy na jasnych kryteriach przyznawania środków dla poszczególnych realizatorów programu, ustaleniu przejrzystych reguł kontroli, na wypracowaniu procedur, które na zasadach równości ułożą współpracę między klinikami a resortem zdrowia.

Najważniejsze, że się udało

W lutym br. Ministerstwo Zdrowia pochwaliło się sukcesami pierwszej edycji rządowego programu. Opierając się na danych przesłanych do resortu przez realizujące go kliniki ogłoszono, że od 1 lipca, gdy uruchomiono rządowy program in vitro, do 31 grudnia 2013 r. zgłosiło się 8095 par, zakwalifikowało się ponad 5500, a 701 par oczekuje dziecka.

O skuteczności programu in vitro przekonany jest też prof. Robert Spaczyński, konsultant krajowy ds.endokrynologii ginekologicznej i rozrodczości. Przekonuje, że rządowy program leczenia niepłodności to bardzo cenna inicjatywa. Zaznacza, iż jest to pierwsza w historii polskiej medycyny rozrodu próba refundowania najbardziej skutecznych technik leczenia niepłodności.

- To nie jest idealne rozwiązanie, bo zawsze można się zastanawiać dlaczego finansować tylko trzy cykle a nie cztery czy pięć, czy nie należy rozpatrywać dawstwa oocytów czy nasienia. Jednak gdzieś trzeba przyjąć początek, i ten program zdecydowanie to zrobił - tłumaczy prof. Spaczyński.

Podobnie program ocenia prof. Sławomir Wołczyński prezes Polskiego Towarzystwo Medycyny Rozrodczej. W jego ocenie jest to bardzo dobry program, który powinien być docierany.

- Nie ukrywam, że są pewne kłopoty, będące jednak pokłosiem nieuruchomienia programu wcześniej, w roku 2006. Do klinik zgłasza się bowiem pewna grupa kobiet, które przeszły zabiegi in vitro zakończone niepowodzeniem, co wpływać może na wyniki - wyjaśnia prof. Wołczyński.

Za sukcesem powinny iść wnioski

Dr Sobkiewicz szczególnie dobrze ocenia skuteczność programu, która osiągnęła 29 proc. - To jest naprawdę poziom europejski w przypadku stosowania tzw. setów czyli pojedynczych transferów u ok. 70 proc. pacjentek. Mamy się z czego cieszyć -zapewnia.

Dodaje jednak, że świadczeniodawcy, których jako przewodniczący Związku Ośrodków Leczenia Niepłodności i Wspomaganego Rozrodu jest przedstawicielem, widzą wiele niedociągnięć.

- Najważniejszą kwestią, o którą apelujemy od początku jest prośba o doprecyzowanie procedury dotyczącej tego w jaki sposób może przebiegać konkurs, jakie są procedury odwoławcze. Niestety nie ma czegoś takiego - wyjaśnia.

Podkreśla także, że Związek postulował również, aby do każdej cechy wg. której oceniana jest klinika były dołączone wagi, czyli doprecyzowanie za co, kto i ile punktów może dostać.

- W naszej ocenie mogłoby to posłużyć podnoszeniu jakości pracy przez kliniki, które dostały się do programu, a dostały się prawie wszystkie - 26 klinik. Tym natomiast świadczeniodawcom, którzy do programu nie weszli - 4 kliniki, dałoby szansę, żeby ewentualnie do takiego programu się dostać. Myślę, że jeżeli taka ocena jednak była i są protokoły, to zmarnowaliśmy kilka miesięcy nie mając możliwości, aby słabsze strony poprawić - zaznacza dr Sobkiewicz.

Kryteria, wyceny, jakość

W ocenie przewodniczącego Związku zmianie powinny ulec też kryteria dotyczące oceny współczynnika aktywności jajników.

Jak tłumaczy, ministerstwo tworząc program przyjęło za próg wyjścia poziom AMH 0,5. Tymczasem firma zmieniła odczynniki i zmianie uległy też wyniki.

- Dziś nie ma już pacjentek z AMH poniżej 0,5.Zatem do programu wchodzą panie, które kiedyś by nie weszły, co teoretycznie zaniża poziom. Dlatego konieczne byłoby podniesienie progu wejścia do programu do poziomo 0,8 - 1,0 aby zasady kwalifikacji pozostały na tym samym poziomi co w chwili tworzenia programu - wyjaśnia dr Sobkiewicz.

Związek chciałby też, żeby Ministerstwo dokładnie określiło, za jakie procedury płaci, a za jakie nie. Zapis, że płaci za wszystko rodzi ryzyko, że część klinik nie będzie wprowadzała najnowocześniejszych metod leczenia, które podnoszą szansę na ciąże, ale niestety są droższe.

Ostatnie zastrzeżenie dotyczy wspomnianej skuteczności. Jesteśmy na tym samym poziomie, jak Belgia, Norwegia, chociaż tam do programu wchodzą młodsze pacjentki. W Norwegii np. do 36 roku życia, a w Polsce do 40 roku.

- To jest dobry wynik, ale moglibyśmy być jeszcze lepsi gdybyśmy wiedzieli kto wykonuje świadczenia powyżej średniej, a kto poniżej. To posłużyłoby całemu programowi. Tymczasem resort podał nam tylko skuteczność uśrednioną. Dlaczego nie mielibyśmy na zakończenie programu powiedzieć, że osiągnęliśmy rezultaty lepsze niż uzyskują inne kraje europejskie?  pyta dr Sobkiewicz.

Warto dyskutować, ale...

Prof. Robert Spaczyński nie kwestionuje konieczności dyskusji o samych zasadach programu. Zaznacza jednak, że w jego ocenie to nie pora na wprowadzanie do niego zmian.

- To jest pierwsza tego rodzaju inicjatywa i to naturalne, że jakieś niedociągnięcia mogą być ale wyraźnie trzeba powiedzieć, że to jest krok w dobrym kierunku. Pamiętajmy też, że jest to program trzyletni, finansowany z budżetu Ministerstwa Zdrowia a nie przez NFZ, dlatego wprowadzanie do niego zmian w trakcie trwania może rodzić problemy natury formalnej i prawnej - przekonuje.

Dlatego zdaniem prof. Spaczyńskiego warto się teraz programowi przyglądać, analizować nawet sygnalizować problemy, jak czyni to Związek. Ale najlepsza szansa na zmiany będzie wówczas, gdy ruszy kolejna jego edycja.

Wyjaśnia również, że jest przeciwnikiem zmiany w trakcie programu kryteriów włączenia pacjentek dotyczących oceny indeksu rezerwy jajnikowej (hormon anty-mullerowski AMH). Dlatego, gdyż jest wiele pacjentek, które zostały zarejestrowane z takimi czy innymi parametrami i one oczekują na procedury. Zmiana warunków w trakcie obowiązywania tego programu mogłaby je pozbawić uczestnictwa.

Zaznacza też, że AMH jest bardzo dobrym czynnikiem przewidującym odpowiedź na stymulację, ale jest stosunkowo słabym markerem przewidującym czy będzie ciąża czy nie.

- Stąd też, wyznaczając ten próg zbyt wysoko, przekreślilibyśmy udział części pań, które mają stosunkowo niską rezerwę jajników, ale nie są pozbawione szansy na ciążę. Możemy mieć słabszą odpowiedź na stymulację jajeczkowania, ale możemy mieć ciążę - wyjaśnia prof. Spaczyński.

Z kolei prof. Wołczyński dodaje, że on sam nie ma problemu z doborem tego parametru. Zaznacza, też że AMH nie jest jedynym kryterium. Wynik ten, jeśli budzi zastrzeżenia, trzeba jeszcze skonfrontować np. z USG.

Konsultant krajowy przyznaje też, że w programie były pewne niejasności, ale do Ministerstwa Zdrowia zgłosiło się co najmniej kilka ośrodków z prośbą o wyjaśnienia i takowe dosyć wyczerpujące wyjaśnienia były przedstawione w formie pisemnej. - Nie nastąpiła modyfikacja programu, ale odpowiedzi na wiele z tych pytań doprecyzowano - podkreśla prof. Spaczyński.

Co na to ministerstwo

Podobnego zdania jest Krzysztof Bąk, rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia. Jak wyjaśnia w piśmie skierowanym do portalu rynekzdrowia.pl, w trakcie dotychczasowej realizacji programu wszystkie otrzymywały wyjaśnienia i odpowiedzi podmioty na pytania kierowane do resortu. Odbyły się też dwa spotkania, na których starano się rozwiązać wszelkie wątpliwości realizatorów programu.

- Nie jest też prawdą, że kryteria i zasady programu są niejasne. Częścią każdej umowy jaką minister zdrowia zawarł z poszczególnymi podmiotami, jest załącznik określający szczegółowo zakres zadań realizowanych w ramach programu zdrowotnego. Wynika z nich, że w ramach programu są finansowane tylko i wyłącznie te procedury, które służą bezpośrednio przeprowadzeniu zapłodnienia pozaustrojowego - tłumaczy rzecznik.

Jak informuje, podobnie wyjaśniona jest kwestia kosztów ponoszonych za przechowywanie zarodków. Jest ona pokrywa ze środków w ramach programu, jako wynagrodzenie za część biotechnologiczną. Dodatkowo podmioty mogą podpisywać z pacjentami oświadczenia, które regulowałyby kwestie przechowywania zarodków po zakończeniu programu.

Dodaje również, że podobnie jasna i klarowna, w ocenie resortu, jest sprawa dotycząca sposobu kontroli klinik, która przebiega zgodne z przepisami prawa właściwymi w tym zakresie. - Nie jest możliwe uzgadnianie trybu i warunków kontroli na drodze porozumienia pomiędzy ministrem zdrowia a podmiotami kontrolowanymi. Takie uzgodnienia wykraczałyby poza obowiązujące przepisy prawa - wyjaśnia Krzysztof Bąk.

Rzecznik podkreśla też, że zgodnie z propozycjami przedstawicieli realizatorów konkurs został ogłoszony wcześniej niż w roku ubiegłym. Brak jest obecnie jedynie decyzji dotyczącej zmiany w zakresie zasad realizacji programu.

- Należy zauważyć, iż jedyna propozycja dotycząca zasad jego realizacji, która odnosi się do zmiany poziomu hormonu AMH jako kryterium kwalifikacji została zgłoszona niedawno i jest przedmiotem analizy. Ministerstwo Zdrowia wystąpiło na piśmie o opinię w tym zakresie do ekspertów w dziedzinie diagnostyki laboratoryjnej oraz ginekologii i położnictwa - przekazał rzecznik.

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH