Katarzyna Lisowska/Rynek Zdrowia | 29-03-2017 20:30

Poród po polsku: najlepiej przez cięcie i pod kroplówką. To nie jest dobry trend

Poród naturalny to nie jest nasza specjalność. Polki coraz częściej rodzą przez cięcie cesarskie, a jeszcze przed porodem są poddawane przesadnej ilości procedur, które nie są uzasadnione z punktu widzenia medycznego - najczęstsze to ciągły monitoring KTG, nadmiernie powtarzane badania wewnętrzne czy przyspieszanie porodu.

Na większości sal porodowych i oddziałów neonatologicznych wciąż obecne są szkodliwa rutyna i przestarzałe procedury. Fot. Fotolia

We wtorek (29 marca) Fundacja „Rodzić po Ludzku", zaprezentowała raport z monitoringu oddziałów położniczych. Wynika z niego, że poród naturalny przechodzi w Polsce do przeszłości. Obecnie staje się ona coraz bardziej zmedykalizowany, czyli towarzyszy mu nadmierna ilość procedur medycznych.

Kroplówka zamiast szklanki wody
Jak przekonuje dr Antonina Doroszewska, socjolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, jedna z autorek raportu, na większości sal porodowych i oddziałów neonatologicznych wciąż obecne są szkodliwa rutyna i przestarzałe procedury. Przejawem tego jest fakt, że kobietom zgłaszającym się do izby przyjęć niemal standardowo zakłada się wenflon, zbyt często wykonywane jest też badanie wewnętrzne i KTG.

Ekspertka wskazywała, że wciąż za często wykonuje się indukcję porodu. - W badanych szpitalach w 2015 r. porodów indukowanych było 19 proc., tymczasem Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) szacuje, że odsetek takich porodów nie powinien przekraczać 10 proc. - mówiła dr Barbara Baranowska, położna z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jak podkreślała, oksytocyna jest wciąż zbyt często stosowana przy porodach chociaż mamy dowody, że zwiększa ona m.in. ryzyko wystąpienia depresji poporodowej.

O tym, że poród został zmedykalizowany w sposób niezdrowy świadczy fakt, że coraz częściej zamiast szklanki wody rodzącym podaje się kroplówkę nawadniającą.

Dr Baranowska akcentowała, że odejście od naturalnego przebiegu porodu ma swoje następstwa zarówno po stronie matki jak i dziecka. - Taka medykalizacja jego przebiegu wpływa na późniejszą pracę układu odpornościowego, ma następstwa na zachowania behawioralne, czy proces karmienia - wyliczała.

To cięcie nie jest dobre
W kraju - jak wynika z raportu - mamy wciąż problem z przestrzeganiem prawa matki do nieprzerwanego kontaktu po porodzie między matką a noworodkiem ("skóra do skóry"), który zgodnie ze standardami opieki okołoporodowej powinien trwać dwie godziny. - Dziś taką możliwość ma ok 32 proc. rodzących - zaznaczała dr Doroszewska.

Niekiedy także, zamiast zachęcania matek do karmienia piersią, pracownicy medyczni decydują o podaniu dzieciom glukozy.

To co jednak najbardziej niepokoi to wysoki odsetek porodów zakończonych cesarskim cięciem . - Tych w kraju jest aż 43 proc. Co zaś stanowi jeden z najwyższych wskaźników w Europie – mówił konsultant krajowy w dziedzinie perinatologii prof. Mirosław Wielgoś.

Profesor alarmował, że sytuacja jest o tyle niepokojąca, że odsetek takich porodów rośnie z każdym rokiem. - Niebawem może się dojść do tego, że w kraju w sposób naturalny będą kończyły się te porody, gdzie lekarze nie zdążyli wykonać cięcia. To co dziś widzimy to prawdziwa tragedia - komentował.

W jego opinii winni tej sytuacji są lekarze, którzy często z rutyny, w obawie o oskarżenia w przypadku powikłań czy zwykłej uległości wobec rodzących decydują się na zabieg, chociaż faktycznie nie ma do jego przeprowadzenia wskazań.

- Musimy zaś głośno mówić, że cięcie nie jest dobre ani dla matki, ani dla jej dziecka. Ono faktycznie powinno mieć miejsce w sytuacji, gdy ratuje życie, a nie wtedy, gdy chcemy szybko sprowadzić na świat dziecko - wskazywał konsultant.

Dodał: Cięcie cesarskie jest poważną operacją brzuszną (...), to duży zabieg, duże ryzyko uszkodzenia narządów wewnętrznych, krwotoku. To mit, że cięcie cesarskie było dobrym rozwiązaniem dla dziecka. Bo takie rozwiązanie zwiększa m.in. ryzyko powikłań w układzie oddechowym.

Jak walczy się z bólem u rodzącej
- Zmedykalizowane porody, czyli takie, w których zastosowano procedury zaburzające ich prawidłowy przebieg, nierzadko kończą się cesarskim cięciem, często z powodu nagłego pogorszenia stanu dziecka w końcówce porodu - wskazują eksperci fundacji.

Powodem dużej liczby cesarskich cięć jest także strach kobiet przed bólem porodowym. Potwierdzają to dane zawarte w raporcie - w województwach, gdzie jest najmniejszy dostęp do znieczulenia zewnątrzoponowego, odsetek cesarskich cięć jest największy.

Znieczulenie zewnątrzoponowe jest dostępne w 88 proc. szpitali w woj. małopolskim, 85 proc. w śląskim, a tylko w 38 proc. w wielkopolskim oraz lubuskim. Najmniej dostępne jest w woj. podkarpackim (36 proc.), które jednocześnie ma najwyższy w Polsce odsetek cesarskich cięć (50 proc.). Wysoki odsetek operacji jest przeprowadzanych także w woj. zachodniopomorskim (49 proc.), w którym jedynie 43 proc. szpitali podaje znieczulenie dolędźwiowe.

Z danych statystycznych podanych przez placówki w 2015 r. wynika, że tylko w 51 proc. porodów wykorzystano wziewne metody łagodzenia bólu, w 40 proc. znieczulenie dolędźwiowe, a w 13 proc. petydynę.

- Połowa szpitali deklaruje, że znieczulenie (zewnątrzoponowe) jest dostępne, ale warto zwrócić uwagę, że ta dostępność jest zróżnicowana w zależności od stopnia referencyjności szpitala. Jest ono dostępne tylko w co trzecim szpitalu I stopnia referencyjności i w 83 proc. szpitali III stopnia referencyjności - powiedziała jedna z autorek raportu, dr n. społ. Antonina Doroszewska.

Standardy? Są, ale nie zawsze przestrzegane
Analiza wykazała także, że odsetek cesarskich cięć jest wyższy w placówkach, w których kobiety rodzą na traktach porodowych lub w salach wieloosobowych niż w szpitalach, w których są tylko sale jednoosobowe.

W Polsce od wielu lat ponad 99 proc. dzieci przychodzi na świat w szpitalach. W 2015 r. porodów w szpitalach było 370 tys. (ogółem wszystkich porodów 370,7 tys.), poza szpitalem urodziło się 680 noworodków, w tym porodów w domu było 136.

Profesor Wielgoś zaznaczył, że dziś na straży prawidłowego przebiegu porodu stoją standardy okołoporodowe. I jak podkreślał obecnie w opiece perinatalnej dzieje się coraz lepiej. Wskaźniki umieralności okołoporodowej w Polsce, czyli zgony płodów i zgony niemowląt - zmniejszają się.

- Niestety jak wskazują wyniki raportu mamy też i problemy w kraju z przestrzeganiem części standardów. Należałoby więc pomyśleć o narzędziach, które skutecznie zmotywowały by personel medyczny do jego przestrzegania - mówił konsultant krajowy.

Problem w tym, że wkrótce może okazać się, że standardy przestana być obowiązującym prawem, a jedynie staną się zaleceniem towarzystwa naukowego. Taką zmianę zapowiadał niedawno resort zdrowia. Profesor przyznał, że wierzy iż ostatecznie ta zmiana nie wejdzie w życie, gdyż to mogłoby negatywnie odbić się na przyszłości opieki okołoporodowej.