Czy ginekolodzy mogą wygrać ze stale rosnącą liczbą cięć cesarskich? Paneliści sesji Ginekologia i Położnictwo na III Kongresie Wyzwań Zdrowotnych w Katowicach (8-10 marca). Fot. PTWP

Jak zmniejszyć stale rosnącą liczbę cięć cesarskich? A może należy pogodzić się z tym, że położnicy nie wygrają z wzrastającą liczbą cięć cesarskich? - pytał ginekolog-położnik prof. Krzysztof Sodowski, prowadzący sesję na temat ginekologii i położnictwa podczas III Kongresu Wyzwań Zdrowotnych w Katowicach (8-10 marca).

Prof. Krzysztof Czajkowski, konsultant krajowy w dziedzinie położnictwa i ginekologii zwrócił uwagę, że pod względem liczby cięć cesarskich Polska jest na trzecim miejscu w Europie - po Turcji i Włoszech.

- Mamy większą o ponad dwukrotnie wyższą liczbę niż kraje skandynawskie oraz wyższą umieralność okołoporodową niż te kraje, więc nieprawdą jest stwierdzenie, że im więcej cięć, tym zdrowsze dzieci - mówił prof. Czajkowski.

Piotr Daniluk, dyrektor ds. medycznych Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych Polski Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych włączył się w dyskusję z punktu widzenia ubezpieczyciela, który oprócz tego, że wspiera podmioty i ocenia ryzyko - uczestniczy w audytach medycznych.

- Mieliśmy możliwość wizytowania ponad 200 szpitali w naszym kraju. Oddział ginekologiczno-położniczy jest centralnym punktem programu takiego audytu. Na przełomie lat odsetek cięć cesarskich znacznie wzrasta, a patrząc z punktu widzenia roszczeniowego, mając wgląd w sprawy położnicze kierowane do ubezpieczyciela oraz możliwość rozmowy z ordynatorami, wydaje się, że walka o ich ograniczenie skazana jest na niepowodzenie. Pacjentki przybywają na porodówki z wynotowanymi oczekiwaniami w stosunku do lekarzy. Jednym z życzeń na tej liście było np. 10 punktów w skali Apgar dla noworodka - mówił dyrektor Daniluk.

Dr Adam Dyrda, ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego w Szpitalu Powiatowym w Mikołowie podał, że w 2008 r. oddział wykonywał 18 proc. cięć cesarskich przy 1200 porodach, w 2017 r. 1100 porodów w tym już 39,5 proc. cięć cesarskich.

- To wynika z zapotrzebowania kobiet. Pacjentki przychodzą i chcą mieć cięcia cesarskie. Wzrost liczby cięć cesarskich jest też wynikiem tego, że lekarze boją się roszczeń. Lepiej zrobić cięcie niż czekać na to, co się wydarzy - stwierdził ordynator.

Dodał: - Trzecia rzecz, bardzo ważna, gdy prześledzimy dane ankietowe amerykańskich położników i ich żon oraz lekarek ginekologów, to one w 50 proc. chcą, żeby rozwiązywać ich ciąże cięciami cesarskimi. Takie jest zapotrzebowanie społeczne. Jak to zmniejszyć? Tylko poprzez edukację - apelował dr Dyrda.

- Ale kogo chcecie edukować panowie? Lekarzy ginekologów, którzy robią cięcia cesarskie bez wskazań u własnych żon? - pytała prof. Violetta Skrzypulec-Plinta, prorektor ds. rozwoju i promocji uczelni Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, kierownik Katedry Zdrowia Kobiety i Zakład Seksuologii KZK. - W ostatnich czasach najbardziej brakuje zdrowego rozsądku - dodała.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH