Co lubi cukrzyca? Najbardziej śmieciowe jedzenie Nadmierną masę ciała ma średnio 22,3 proc. Polaków. Z nadwagą boryka się już co piąte dziecko w wieku szkolnym. Fot. Archiwum

Genetyczne skłonności pomagają, ale nabawienie się cukrzycy w większości wypadków wymaga czasu i odpowiednio szkodliwego stylu życia - dowodzą zarówno badania, jak i codzienna praktyka lekarzy rodzinnych.

O ile cukrzyca typu I, czyli wynikająca z niedoboru insuliny ma związek z nieprawidłowym działaniem układu immunologicznego i często pojawia się już w dzieciństwie, typ II rozwija się w późniejszym okresie życia i ma związek z trybem życia. Cukrzyca typu II stanowi około 90 proc. wszystkich przypadków.

Gdy człowiek je więcej niż potrzebuje, nadmiar odkłada się w postaci tkanki tłuszczowej. Tkanka ta wydziela substancje, które sprzyjają rozmaitym zaburzeniom - podnosi się ciśnienie krwi, nasilają stany zapalne i miażdżyca, rośnie ryzyko cukrzycy. Otyłość i cukrzyca szczególnie łatwo rozwijają się w społeczeństwach przystosowanych do długich okresów głodu - zwłaszcza wśród szczepów żyjących z myślistwa i zbieractwa, w przypadku których zapas tkanki tłuszczowej decydował o przeżyciu.

Znanym przykładem są Indianie Pima zamieszkujący Arizonę i Meksyk. W USA otrzymali finansowe wsparcie rządu i zamiast polować chodzą do supermarketu - w rezultacie aż połowa populacji cierpi na cukrzycę. Tymczasem meksykańscy Pima prowadzący tradycyjnie trudne życie w górach Sierra Madre niemal nie mają problemów z tą cywilizacyjną chorobą.

Samo bycie mieszkańcem Meksyku nie gwarantuje ochrony przed cukrzycą - właśnie ten kraj przoduje w spożyciu słodkich napojów gazowanych, a na cukrzycę typu II cierpią także dzieci. Meksykański rząd jako pierwszy na świecie wprowadził nawet podatek od napojów gazowanych.

Inny dotknięty cukrzycą kraj opisali niedawno dziennikarze serwisu BBC News. Mieszkańcy położonego na Pacyfiku archipelagu Tonga w ciągu kilkudziesięciu lat z ludzi zdrowych i sprawnych stali się rekordzistami pod względem otyłości i cukrzycy.

Tradycyjna dieta Tongijczyków składała się z ryb, warzyw korzeniowych i orzechów kokosowych - co oczywiste w przypadku wysp leżących na środku Pacyfiku. Jednak już w połowie XX wieku zaczęto tam sprowadzać różnego rodzaju mięsne okrawki - na przykład ogony indyków z USA oraz mostki i łaty baranie (część tuszy pomiędzy udźcem a łopatką) z Nowej Zelandii. Bardziej wartościowe fragmenty zwierząt praktycznienie nie trafiały na Tonga.

Tanie mięso szybko zyskało popularność - wyspiarze uważali, że importowana żywność jest lepsza od krajowej. Lokalni myśliwi, polujący na ryby z ościeniem, sprzedawali swoją zdobycz, aby kupić tanią tłustą baraninę. Siecią łowiły tylko statki z innych krajów - a ich połów trafiał za granicę. Tongijczycy nie zdawali sobie sprawy, że jedzenie ryb byłoby lepsze dla zdrowia. Całe pokolenie wychowało się na importowanej odpadowej baraninie.

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH