SERWIS CHOROBY ZAKAŹNE

Helena Pyz: jestem dla podopiecznych z trądem kimś, kto oddał im swoje życie Helena Pyz: Trąd to choroba całkowicie wyleczalna - już od lat 40. na świecie, a mniej więcej od 50. w Indiach - i w zasadzie nie powinna już powodować wykluczenia. Fot. PAP

Jestem dla swoich podopiecznych kimś, kto przyjechał z dalekiego kraju i oddał im swoje życie - mówi PAP lekarka i świecka misjonarka Helena Pyz działająca w Ośrodku Rehabilitacji Trędowatych Jeevodaya w Indiach. Opowiada też o tym, jak wyglądają obchody świąt Bożego Narodzenia w ośrodku.

 

Helena Pyz jest naczelną - i zarazem jedyną - lekarką w założonym przez polskich misjonarzy Ośrodku Rehabilitacji Trędowatych Jeevodaya w Indiach i laureatką wielu nagród i odznaczeń, m.in. Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski, odznaki Bene Merito i Orderu Uśmiechu. W tym miesiącu nagrodą Pro Dignitate Humana uhonorował ją szef MSZ Witold Waszczykowski.

Przez kilkanaście lat Helena Pyz pracowała w przychodniach rejonowych w Warszawie. W latach 80. zaangażowana była w organizowanie NSZZ "Solidarność" w środowisku medycznym. Po raz pierwszy pojechała do Jeevodaya w 1989 r., po tym jak dowiedziała się, że ciężko choruje jego założyciel ks. Adam Wiśniewski, który był wówczas jedynym pracującym w ośrodku lekarzem, otaczającym opieką kilkanaście tysięcy ludzi.

Ośrodek rozpoczął pracę w 1969 r. Na początku działał w trzech namiotach wojskowych na zupełnie pustym terenie. Oprócz leczenia dotkniętych przez trąd ośrodek oferuje swoim podopiecznym rehabilitację przez pracę, a także zajęcia edukacyjne dla dzieci i młodzieży.

PAP: - Jak to się stało, że trafiła pani do Indii i rozpoczęła pracę z trędowatymi?
Helena Pyz: - Pierwszy raz o ośrodku Jeevodaya (w języku hindi: "świt życia") usłyszałam w 1986 r. na imieninach koleżanki. Usłyszałam o tym miejscu z takim komentarzem, że jeżeli umrze jego założyciel ks. Adam Wiśniewski - a był już wtedy ciężko chory, przeszedł operację z powodu choroby nowotworowej - to placówka, a w związku z tym kilkanaście tysięcy trędowatych, zostanie bez opieki lekarskiej.

Ta informacja wywarła na mnie natychmiast duże wrażenie. Pamiętam, że pomyślałam sobie, że potrzeby kilku tysięcy moich pacjentów w rejonie są czymś zupełnie nieporównywalnym z potrzebami, które są tam. Do tego dodać trzeba, że lekarz indyjski chorego na trąd nie dotknie. W lutym 1989 r. wyjechałam.

Ks. Wiśniewski zmarł i kiedy przyjechałam okazało się, że jestem jedynym lekarzem. Musiałam się nauczyć bardzo wielu rzeczy. Nie tylko - innej medycyny, innego sposobu pełnienia tej służby, ale też, przede wszystkim języka. On był największą barierą, zarówno jeśli chodzi o porozumienie się ze współpracownikami, jak i z pacjentami.

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH