SERWIS CHOROBY ZAKAŹNE

Afryka Zachodnia: epidemia Eboli opanowana; tak groźnie jeszcze nie było

Epidemia zabójczego wirusa Ebola, która przez ostatnie niemal pół roku trzymała w strachu mieszkańców Afryki Zachodniej i lekarzy, została opanowana. Zmarło 168 osób - w jej epicentrum w Gwinei i sąsiedniej Liberii - ale epidemia nie rozlała się na cały region. Powiało grozą. Po raz pierwszy istniało poważne zagrożenie, że wirus może przenieść się na inne kontynenty.

Była to pierwsza na tym obszarze tak groźna epidemia Eboli; dotąd nękały one wyłącznie kraje Afryki Środkowej - Gabon, oba Konga, Ugandę, Południowy Sudan.

W Afryce Zachodniej zanotowano do tego momentu tylko jeden przypadek, gdy wirus, którego nosicielami są zwierzęta zamieszkujące tropikalne lasy - małpy, leśne antylopy, nietoperze - zaatakował ludzi. W 1994 r. na wywoływaną przez niego chorobę zapadł uczony prowadzący badania nad szympansami w parku narodowym Tai na Wybrzeżu Kości Słoniowej, na pograniczu z Liberią. Naukowiec przeżył.

Zaraźliwa i zabójcza

Wywoływana przez wirusa Ebola gorączka krwotoczna jest jedną z najbardziej zaraźliwych i zabójczych chorób współczesności. W zależności od zjadliwości szczepu zabija trzy czwarte, a nawet 90 proc. ludzi, którzy na nią zapadają.

Pierwsze objawy przypominają częste w tropikach malarię czy cholerę (gorączka, bóle głowy i gardła), co utrudnia szybkie, właściwe rozpoznanie. Po kilku tygodniach pojawiają się torsje i biegunka, a wirus, który przenosi się przez krew i paraliżuje system odpornościowy, wyniszcza narządy wewnętrzne - wątrobę, żołądek, jelita, nerki - powodując krwotoki i szybką śmierć.

Ebola jest chorobą niezwykle zakaźną, przenoszącą się nawet przez dotyk, za pośrednictwem krwi i płynów ustrojowych. Nosicielami wirusa są zaś leśne zwierzęta, na które polują i którymi się żywią mieszkańcy wiosek zagubionych pośród tropikalnej dżungli.

Choroba wzięła swoją nazwę od kongijskiej rzeki Ebola, gdzie w 1976 r. po raz pierwszy wykryto epidemię wirusa; spowodował on tam śmierć prawie 300 osób. Od tego czasu w Afryce Środkowej odnotowano ok. 2,5 tys. przypadków zachorowań na Ebolę; ponad 1,5 tys. chorych zmarło. Po raz ostatni epidemia Eboli wybuchła w Ugandzie w 2012 r. Umarło wówczas kilkanaście osób.

Ani lekarstwa, ani szczepionki

Nie wynaleziono dotąd lekarstwa na Ebolę ani szczepionki, która by przed nią chroniła. Jedynym sposobem walki z epidemią jest wspomaganie osób zarażonych i ich izolacja, by nie dopuścić do rozprzestrzeniania się wirusa.

Do niedawna sojuszniczką lekarzy była siła wirusa, który uśmiercał ofiary tak szybko, że nie były one w stanie roznieść choroby poza ognisko epidemii. Natomiast sprzymierzeńcem Eboli okazał się rozwój cywilizacyjny. Coraz gęstsza i dostępniejsza sieć komunikacyjna sprawia, że z najbardziej zagubionych zakątków ludzie, także zarażeni wirusem, przemieszczają się błyskawicznie i na wielkie odległości.

Nosicielami wirusa, który wywołał epidemię Eboli na porośniętym tropikalną dżunglą południu Gwinei, były najpewniej nietoperze, uchodzące wśród tubylców za przysmak. Początkowo lekarze podejrzewali, że właśnie one mogły przenieść tu nieznanego wcześniej wirusa z dorzecza Konga. Potem stwierdzili, że epidemię wywołał nowy, miejscowy, nieznany wcześniej szczep.

Epidemia wybuchła jeszcze w grudniu, ale dopiero w lutym lekarze orzekli, że mają do czynienia z Ebolą. W Gwinei, jednym z najbiedniejszych i najbardziej zacofanych państw świata, wybuchła panika, a mieszkańcy okolic ogniska epidemii rzucili się do ucieczki i po ratunek dla chorych bliskich. Zanim władze ustawiły kordon sanitarny i sprowadziły z zagranicy lekarzy, przerażeni ludzie, w tym zarażeni wirusem, rozjechali się po całym kraju.

Alarm we Francji

Wkrótce pierwsze zgony zanotowano w położonej przez miedzę Liberii. Powiało zaś grozą, gdy Ebola dotarła do ponad 2-milionowej gwinejskiej stolicy, Konakry. Po raz pierwszy zabójczy wirus dotarł do wielkiego miasta, wyposażonego w międzynarodowe, połączone z resztą świata lotnisko. W obawie przed zarazą pod koniec marca Senegal zamknął granicę z Gwineą, a Mauretania, na wszelki wypadek - z Senegalem. Władze Gambii zabroniły lądować u siebie samolotom z pasażerami z Konakry.

Alarm ogłoszono u innych sąsiadów Gwinei - w Sierra Leone, Togo, Ghanie, Mali i na Wybrzeżu Kości Słoniowej. Pozamykano tam wszystkie przygraniczne targowiska, opustoszały położone na pograniczu kościoły, a każdy przypadek pospolitej grypy wywoływał od razu histerię. Pogotowie ogłoszono nawet na lotniskach we Francji, dokąd podróżują tysiącami mieszkańcy jej byłych kolonii w Afryce Zachodniej.

Arabia Saudyjska wykluczyła pielgrzymów z Gwinei i Liberii z tegorocznej pielgrzymki do Mekki. Blady strach padł na Kanadę, gdy objawy gorączki krwotocznej stwierdzono u jednego z jej obywateli, który właśnie wrócił z Liberii.

Powiało grozą

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła, że pod względem łatwości w rozprzestrzenianiu się żadna inna epidemia Eboli nie była tak groźna jak ta z Gwinei i Liberii. Udało się ją jednak opanować, głównie za sprawą lekarzy z WHO, Czerwonego Krzyża, organizacji Lekarze bez Granic i paryskiego Instytutu Pasteura. Ostatni przypadek zachorowania na Ebolę w Liberii zanotowano na początku kwietnia. Przed tygodniem Senegal otworzył granicę z Gwineą.

W tym tygodniu WHO ogłosiła, że choć epidemia nie została jeszcze ostatecznie zdławiona, to przestała się roznosić.

Podobał się artykuł? Podziel się!

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH