Chorych na alergię najszybciej przybywa w krajach bogatych. Polska nie jest wyjątkiem od tej reguły.

W naszym kraju żyje się już całkiem nieźle. Taki wniosek można wysnuć, z przymrużeniem oka patrząc na rosnącą liczbę osób uskarżających się na alergię - chorobę charakteryzującą przede wszystkim bogate społeczeństwa. Dane dotyczące zachorowalności są jednak na tyle intrygujące, że nie można ich mieć w nosie; w przeciwieństwie do alergicznego kataru, który fatalnie wpływa na samopoczucie, a nawet i wyniki w pracy.
Ciągłe katary, uporczywe swędzenie czy podrażnienie nosa prześladują coraz więcej osób. To już pandemia.

TO BYŁA EKSPLOZJA

- Nasze badania epidemiologiczne z 2003 roku przeprowadzane w Świdnicy na przeciętnej populacji polskiej wykazały, że ponad 25 proc. ankietowanych miało cechy alergicznego zapalenia błony śluzowej nosa - mówi prof. Bolesław Samoliński, kierownik Zakładu Alergologii i Immunologii Centralnego Szpitala Klinicznego w Warszawie.
- Pod względem zapadalności na alergię Polska jest krajem, który chce dogonić cywilizację.
To żart, natomiast za tym się kryje pewna prawda. Eksplozję zachorowań na alergię zaczęliśmy obserwować na początku lat 90., czyli po otwarciu się na typowo zachodni styl życia: wzrost ilości samochodów, a więc i spalin w powietrzu, spożywanie produktów żywieniowych schemizowanych itp.
Jeszcze do niedawna uważało się, że na świecie co 10 lat dochodzi do podwojenia liczby osób uskarżających się na choroby alergiczne. W tej chwili w Europie Zachodniej ta olbrzymia dynamika wzrostu zachorowań wytraca tempo. W krajach rozwiniętych waha między 20 a 30 proc. Ale nie w Polsce.
- Podwojenie liczby osób chorych na alergię następuje u nas nawet w czasie krótszym niż 10 lat - uważa profesor Samoliński.

MĘCZĄCY TEN DOBROBYT

Już od dawna wiadomo, że alergie - inaczej niż zwykle bywa z chorobami - są zmorą społeczeństw zamożnych. Odsetek występowania nieżytu alergicznego nosa, np.
wśród mieszkańców Indonezji i Albanii to około 4 proc., w Wielkiej Brytanii około 8 proc., a w USA prawie 30 proc.! Uczulenie na alergeny wziewne zaczyna się niewinnie. Od kataru. Wcale nierzadko ustawiczne katary mogą przerodzić się w astmę.
- Jeżeli pacjent ma zapalenie błony śluzowej nosa, to powinniśmy zwiększyć czujność, czy nie ma nadreaktywności oskrzeli, a więc początku astmy. I odwrotnie - sugeruje profesor Samoliński. - Pacjenci, którzy mają leczoną astmę i jednocześnie nos, są o 30 proc. rzadziej hospitalizowani z powodu astmy, niż ci, którzy mają słabszy przebieg astmy, nie biorą sterydów wziewnych do oskrzeli, ale i nie mają leczonego nieżytu nosa.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH