Rozmowa z JoannąBartel, aktorką i artystką estradową

Kiedy pomyśli Pani: "Polska służba zdrowia", to...
- ... nie mam żadnych złych skojarzeń. Może dlatego, że przed moją emigracją do Niemiec w 1991 roku, jakoś specjalnie nie chorowałam. Ja zresztą do dzisiaj niechętnie odwiedzam medyków. Czynię to w ostateczności. Jestem więc totalnym zaprzeczeniem hipochondryczki. Kiedy się źle poczuję lub coś mnie zaboli, wtedy wmawiam sobie, że "to nie jest mój ból", albo, że "to tylko mi się przyśniło".

- Była Pani kiedyś pacjentką szpitala?
- Tak, tak... Szczególnie utkwiła mi w pamięci historia z początku lat 80., gdy zostałam podstępnie uprowadzona do szpitala w Zabrzu.

- Jakieś szczegóły tej akcji?
- Czułam się wtedy fatalnie, więc moja koleżanka, która jest lekarzem, wraz z moim ówczesnym narzeczonym uknuli dość banalny spisek. A ja dałam się podejść. Otóż powiedzieli mi, że pojadę tylko na jakieś badanie do jednego ze szpitali w Zabrzu. Potem okazało się, że narzeczony miał już w torbie moją kosmetyczkę, szlafrok, itp.
Gdy szydło wyszło z worka, dostałam jakiegoś amoku, zaczęłam tupać i krzyczeć. W końcu zostałam jednak hospitalizowana. Pamiętam, że główny budynek szpitalny był wówczas remontowany, więc chorych umieszczono w zastępczym obiekcie. Przepełnione sale, zaniedbane toalety. Wytrzymałam tam tydzień. Miałam być dłużej, ale nawet wspomniana koleżanka - lekarka uznała, że pobyt w lecznicy wyjątkowo źle wpływa na stan mojego zdrowia i powinnam być leczona w warunkach domowych.

- Lekarze znaleźli wtedy coś u Pani?
- Przeszłam tam sporo różnych badań, a lekarze długo nie wiedzieli, o co właściwie chodzi. Wreszcie kazali mi zjeść pół tabliczki czekolady i jajeczniczę, a następnie zrobili chyba kontrast woreczka żółciowego. Ostatecznie stwierdzono, że ten mój woreczek jest zwyczajnie leniwy i nie chce mu się pracować.
Natomiast po powrocie do domu natychmiast wyzdrowiałam. Chyba z tej radości, że znowu byłam na własnych śmieciach.

- I taka domowa terapia nadal Pani wystarczy?
- Niestety, aż tak pięknie to nie jest... Po wyjeździe do Niemiec zaczęłam chorować. Czasami żartuję, że opuściłam na kilkanaście lat Polskę, aby odcierpieć różne przypadłości. Wierzę mocno w to, że wiele chorób jest bezpośrednio związanych ze stresem, a w moim przypadku - ze swoistym stresem emigracyjnym. Silne przeżycia powodują, że człowiek jest bardziej podatny na choroby.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH