Profesor Wacław Droszcz, znany polski pulmonolog, ma w swoich zbiorach ulubione zdjęcie ojca: z papierosem w ręce. Tak przed wojną fotografowie uwieczniali eleganckich mężczyzn trzymających fason. Sam ówczesny brytyjski król Jerzy stawał przed obiektywem aparatu w smudze niebieskiego dymku, kiedy pozował do oficjalnych zdjęć w atelier.

Dzisiaj nikt z dbających o swój wizerunek polityków nie odważy się pokazać publicznie z papierosem w ustach.
Profesor też nie chce dawać złego przykładu pacjentom. Ale nie tylko to go przekonało.
- Rzuciłem palenie, bo miałem dość uwag mojego kolegi z pracy, profesora Zielińskiego - podaje zaskakujący powód.
Pamięta, jak wtedy, w połowie lat 80., postąpił z ostatnim papierosem: zmiął wypalonego w połowie i wyrzucił do śmietniczki.
Zadziałała głównie silna wola.

Próbuję zrozumieć

Od tamtej pory owiniętego w bibułkę tytoniu nie wziął do ust. Jednak pozostał tolerancyjny wobec smakoszy tytoniu.
Próbuje ich zrozumieć, bo sam też kiedyś potrafił rozkoszować się aromatem dymu.
- Nie przeszkadza mi, kiedy ktoś pali w mojej obecności - deklaruje.
Nim skończył z niezdrowym przyzwyczajeniem, palił jak smok. - W wannie też, cygara. Jak w westernach - uśmiecha się do wspomnień. Wyborne cygara przywoził mieszkający na Kubie brat.
Nawyk zaczął się w liceum. Nic nadzwyczajnego. Pokus nie brakowało.
To były jeszcze czasy, kiedy paliło się nawet... w tramwaju. Kiedy studiował w latach 50., zacni i utytułowani lekarze wykładający w Akademii Medycznej też czasami pojawili się w obłokach dymu.
O tym, że papierosy szkodzą mało kto...
wiedział i potrafił to udowodnić.
- To powody ekonomiczne, a nie zdrowotne, skłoniły mnie do podjęcia pierwszej próby rzucenia palenia - opowiada prof. Wacław Droszcz. Wtedy miał jakieś 35 lat i robił doktorat. - Kiedy w latach 60. dostałem stypendium w Wielkiej Brytanii, wiedziałem na pewno tylko jedno: że papierosy są tam strasznie drogie i jak z nimi nie skończę, nie starczy mi nawet na kanapki - wspomina.
Nie wytrwał w postanowieniu. Tęsknota za krajem, rozłąka z rodziną i chwile smutku zrobiły swoje. Wyliczył, że z marnego stypendium może mimo wszystko uciułać na 10 papierosów dziennie. Jeśli będzie je kręcił na maszynce. Potem na lata wrócił do stałej nikotynowej dawki: 20 papierosów dziennie. Obawy o zdrowie obracał w dowcip: - O, kolega jest lepszym doktorem - żartował czasami z przyjaciół, na których biurku zawsze leżało pudełko markowych papierosów.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH