Dr Katarzyna Jarus-Dziedzic udziela instruktażu medycznego aktorom grającym lekarzy w serialu telewizyjnym "Na dobre i na złe"

Cieszy się, kiedy słyszy od kolegów: "Wiesz, ta scena reanimacji była perfekcyjnie zrobiona, nie widać, że udajecie". Takie opinie to spory komplement ze strony najsurowszych recenzentów, jakimi są lekarze oglądający telewizyjny serial "Na dobre i na złe". Doktor Katarzyna Jarus-Dziedzic, neurochirurg ze Szpitala Bielańskiego w Warszawie, od ponad 8 lat jest konsultantem medycznym na planie tego popularnego filmu.
Podsuwa pomysły medyczne, konsultuje się z kolegami lekarzami, specjalistami w innych dziedzinach, poprawia fragmenty scenariuszy i udziela instruktażu aktorom.
Zupełnie przypadkiem ta praca stała się jej nowym hobby. Na plan filmowy w Sękocinie trafiła, bo akurat potrzebne było zastępstwo i doświadczony lekarz z praktyką w szpitalu. Reżyserowi zależało na realistycznym oddaniu scen interwencji lekarskich. Pamięta, że miała wtedy podpowiedzieć, jak ma wyglądać badanie pacjentki z ostrym bólem brzucha na izbie przyjęć.

Tylko bez golizny!

Ze scenariusza wynikało, że u pacjentki rozwinie się zapalenie wyrostka robaczkowego.
Skoro tak, to osoba grająca tę postać wydawała się za mało "chora".
- Przed kręceniem sceny podniosłam raban, że aktorka musi być bardziej spocona i cierpiąca, a lekarz ma badać całkowicie odsłonięty brzuch, nie tylko częściowo - wspomina pani doktor.
- Dowiedziałam się, że nie może, bo zburzy to misternie układaną fryzurę bohaterki, akurat taką, w której najlepiej wygląda w kamerze… Brzuch to można pokazać, ale na pewno nie obnażony.
Bo to film, nie prawdziwy szpital.
Aktorzy grający lekarzy chcieli wykonywać badanie stojąc z lewej strony pacjentki. W ten sposób łatwiej mogli prowadzić dialog, takie ustawienie dawało też lepsze ujęcie w kadrze.
- Tak tego nie róbmy, bo będą się z nas śmiać - oponowała.
Dzisiaj rozumieją się świetnie. Przyznaje, że sama, pochłonięta analizowaniem scenariusza, może nie zauważyć detali. Ale wtedy wyręczają ją aktorzy.
- Stop, nie mogę przecież podchodzić do tego pacjenta bez stetoskopu - przerywa kręcenie dubla Artur Żmijewski grający doktora Burskiego. - No nie, zaraz. Pacjent nie ma pulsoksymetru na palcu, co to za anestezja - strofuje kolegów Małgorzata Foremniak, filmowa Zosia, lekarz anestezjolog.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH