Katarzyna Gubała | 16-01-2017 12:28

Zdrowie ma być apolityczne

Działania dotyczące edukacji zdrowotnej, profilaktyki i zapobiegania chorobom wymagają nie tylko pieniędzy, ale przede wszystkim współpracy wielu instytucji oraz środowisk. Nie powinny też być elementem gry politycznej. To ważniejsze wnioski z konferencji poświęconej zdrowiu publicznemu, która 28 listopada odbyła się w Katowicach.

Zdrowie publiczne jest poza polityką. Jest związane wyłącznie z rozsądkiem i myśleniem długofalowym. Świat znalazł się w ciekawym miejscu. Wszyscy wiemy, że będziemy żyć dłużej. Staniemy się społeczeństwem osób starszych, często samotnych, dość mocno schorowanych - mówił wiceminister zdrowia Jarosław Pinkas podczas konferencji "Zdrowie publiczne - edukacja i profilaktyka, czyli zapobieganie chorobom ma przyszłość", zorganizowanej przez wydawcę i redakcję Rynku Zdrowia.

Pieniądze i oczekiwania

Jarosław Pinkas podkreślał, że dłuższe życie oznacza również życie dłużej w chorobie i wszędzie na świecie będzie za mało pieniędzy, żeby "dać każdemu na zdrowie".

- Paradoksalnie, największy problem będzie tam, gdzie jest najwięcej środków, bo tam również oczekiwania są największe. Dlatego trzeba zrobić wszystko, żebyśmy żyli zdrowo, żeby to było modne i żeby zaistniała sytuacja, w której ludzie są odpowiedzialni za swoje zdrowie. Tego obecnie nie ma i nawet boimy się o tym mówić - stwierdził wiceminister zdrowia.

Dodał, że ludziom wydaje się, iż za ich zdrowie odpowiada system, rząd, samorząd, ale nie oni sami: - To dla nas wielkie wyzwanie, żebyśmy poprzez edukację w rodzinie, szkołach, portalach społecznościowych mogli być tymi, którzy zmieniają taki sposób myślenia o zdrowiu.

Wskazał, że po drugiej stronie barykady nie brakuje oponentów, którzy są ignorantami i nie uznają argumentów racjonalnych, dowodów naukowców, medycyny, ale za to "uznają szamaństwo, co powoduje na przykład powstanie ruchów antyszczepionkowych".

Zaapelował do uczestników konferencji o reagowanie na takie wydarzenia, również za pomocą mediów społecznościowych. - Jeśli nie zrobimy tego teraz, zostaniemy przygnieceni absurdami. Mamy w tej chwili w Polsce deficyt autorytetów.

- Wiele obiecuję sobie po studentach wydziałów zdrowia publicznego, pielęgniarskich, ratownictwa medycznego, którzy powinni już na samym starcie edukacji mieć przekonanie, że są nie tylko od tego, żeby wykonywać swój zawód. Uzyskując dyplom wyższej uczelni, powinni mieć poczucie misji. Naszą przyszłością jest zdrowie - podkreślał Jarosław Pinkas.

Odchodzimy od silosów

- Zawsze jestem krytyczny wobec siebie i pewno mogłem zrobić więcej, ale mam poczucie spełnienia. To dobrze wykorzystany czas. Doprowadziliśmy do mądrej kontynuacji - podkreślał wiceminister zdrowia, mówiąc o roku swojej obecności w resorcie, w którym odpowiada m.in. za Departament Zdrowia Publicznego oraz Departament Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Jarosław Pinkas zwrócił uwagę, że bardzo szybko została powołana Rada ds. Zdrowia Publicznego. Po raz pierwszy jej szefem został nie minister z resortu zdrowia, a sekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

- Udało się nam odejść od tzw. silosów rządowych. Razem przyglądamy się zagadnieniom i pokazujemy, ile rzeczy jest do zrobienia wspólnie. Dlatego praca Rady jest nadzwyczaj efektywna. Obecnie pracujemy nad zagadnieniami dotyczącymi medycyny pracy i jej relacji ze zdrowiem publicznym. Mamy rozpisaną pracę na cały rok - tłumaczył Jarosław Pinkas.

Dodał, że implikacją Rady ds. Zdrowia Publicznego jest Narodowy Program Zdrowia. Uznał, że wcześniejsze programy były zawieszone w wirtualnej przestrzeni. Ich realizacja opierała się na sloganach.

- Nie da się niczego zrobić bez pieniędzy. Ustawa o zdrowiu publicznym to 140 mln zł na cele operacyjne. Te środki zostaną dobrze podzielone. Są też pieniądze na to, żeby analizować czy te nakłady przyniosą efekt zdrowotny - zapewniał wiceminister zdrowia.

Naukowo, ale przystępnie

Grzegorz Hudzik, zastępca Głównego Inspektora Sanitarnego, nawiązując do kwestii szczepień, przywołał statystykę: - W ciągu roku może wystąpić średnio tylko od 3 do 8 poważnych niepożądanych odczynów poszczepiennych (NOP). Po to zbieramy te informacje, żeby wpływać zarówno na producentów, jak i personel medyczny, żeby te niepożądane odczyny minimalizować - powiedział Grzegorz Hudzik.

Zwracał uwagę, że bardzo ważne jest opracowanie takiego modelu promocji szczepień, który spotka się z powszechnym uznaniem. - Lekarzom często brakuje czasu, a bywa, że niestety i wiedzy, aby przekazać rodzicom odpowiednie informacje dotyczące szczepień dzieci. Muszą zostać rozwiane wszelkie wątpliwości, pokazane oczywiste pozytywy szczepień, ale bez pomijania kwestii odczynów niepożądanych - mówił Hudzik.

Wskazał, że szczepienia są wspólnym społecznym wysiłkiem monitorowanym przez państwo. W jaki sposób rozmawiać z ruchami antyszczepionkowymi?

- Uczestniczą w nich osoby, które swoje podejście do szczepień traktują jak religię, a z wyznaniem się nie dyskutuje. Powinniśmy przede wszystkim przekazywać wiedzę w taki sposób, żeby była ogólnodostępna, żeby pani Kowalska zrezygnowała z doktora Google jako jedynego nośnika informacji na temat szczepień i powikłań poszczepiennych, żeby także drogą mediów społecznościowych docierać do tych ludzi - wyliczał zastępca Głównego Inspektora Sanitarnego.

- Te informacje powinny być przekute na prosty język, zrozumiały dla każdej matki i każdego ojca, którzy trafią ze swoim dzieckiem do poradni - podkreślał Grzegorz Hudzik.

Nie tylko kształcenie

kadr medycznych

Natomiast prof. Violetta Skrzypulec-Plinta - ginekolog i seksuolog, prorektor ds. rozwoju i promocji Śląskiego Uniwersytetu Medycznego - zwracała uwagę, że uczelnia medyczna to nie tylko podręczniki - to przede wszystkim uczenie podejścia do pacjenta i tego, jak ważna jest profilaktyka, jednak nie teoretycznie, ale poprzez kontakt z mieszkańcami miasta czy regionu i udział w różnego rodzaju akcjach.

Prof. Skrzypulec-Plinta przypominała, że SUM prowadzi m.in. Uniwersytet Pierwszego Wieku dla dzieci w wieku 8-11 lat, które podczas zajęć uczą się profilaktyki, mycia rąk.

- Pokazujemy, kim są osoby niepełnosprawne, jak to jest być na wózku, jak trudna jest rola rodziców niepełnosprawnego dziecka. Mamy również Uniwersytet Licealisty, w którym młodzi ludzie podczas zajęć prowadzonych przez profesorów mogą się przekonać, czy mają predyspozycje do wykonywania zawodu lekarza - informowała.

- Prowadzimy też Uniwersytet Trzeciego Wieku. To 200-300 osób, które aktywizujemy - dodała prof. Skrzypulec-Plinta. - Dużym sukcesem jest stworzenie programu prozdrowotnego Urzędu Miasta Katowice i Śląskiego Uniwersytetu Medycznego "Od przedszkola do seniora". To projekt, który zyskał ogromny aplauz społeczeństwa Katowic - zaznaczyła.

Polki boją się badań

Wskazywała, że na każdych zajęciach w ramach tego programu są studenci SUM: - Bo kiedy mają się uczyć współczucia, chęci niesienia pomocy? Uniwersytet medyczny ma być szkołą, która nie tylko uczy medycyny, ale także życia - podkreślała prorektor SUM.

Wskazywała też na konieczność podjęcia działań, m.in. edukacyjnych, mających spowodować, aby Polki nie bały się wykonywać badań, np. cytologicznych: - Wiele moich pacjentek przyznaje, że bardzo późno decyduje się badania w obawie przed poznaniem prawdy o stanie swojego zdrowia - bo dzieci, bo dom, bo starzejący się rodzice. Musimy więc znaleźć sposób, aby naszą Kowalską wyciągnąć z domu na badania profilaktyczne - apelowała prof. Skrzypulec-Plinta.

Priorytety WHO

- Wraz z ewolucją problemów zdrowotnych zmieniały się także priorytety Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) nadawane jej przez państwa członkowskie - zwracała z kolei uwagę dr Paulina Karwowska, dyrektor Biura WHO w Polsce.

- Kiedy powstawała Światowa Organizacja Zdrowia - a był to rok 1948 - miała zupełnie inne priorytety zdrowia publicznego: pomoc rzeczową, zwalczanie chorób zakaźnych i niedoborów żywieniowych. Teraz zmaga się z narastającą otyłością, uchylaniem się od szczepień, antybiotykoopornością - wymieniała dr Karwowska.

- Zdrowie jest podstawowym prawem człowieka. Każdy powinien mieć możliwości, żeby cieszyć się najlepszym zdrowiem, żyć w środowisku sprzyjającym zdrowiu - podkreślała.

Przypomniała, że w 2012 r. podczas konferencji na Malcie 53 państwa członkowskie regionu europejskiego przyjęły strategię "Zdrowie 2020", zakładającą przede wszystkim zmniejszanie nierówności w zdrowiu, żeby nie było różnic w osiąganiu dobrego poziomu życia pomiędzy tymi, którzy są w lepszej sytuacji społeczno-ekonomicznej a tymi, którym gorzej się powiodło.

- Jest to zmniejszanie nierówności zarówno między państwami, jak i regionami, miastami, a także poszczególnymi dzielnicami - wyliczała dr Karwowska.

Drugim celem międzynarodowego programu zdrowia publicznego jest współpraca międzysektorowa. - Bez niej nie ma możliwości, żeby wydłużać życie w dobrym zdrowiu. To współpraca ministerstw: rolnictwa, edukacji, polityki społecznej, ale też kwestia finansów. Mechanizmy fiskalne są skutecznym sposobem w decydowaniu o tym, czy kupimy produkt zdrowy, czy będziemy się łasić na tani - tłumaczyła dyrektor Biura WHO w Polsce.

Promowanie zdrowia przez całe życie

- "Zdrowie 2020" to również promowanie zdrowia przez całe życie - od prekoncepcyjnego aż do późnej starości, zwalczanie chorób zakaźnych i niezakaźnych, systemy zdrowotne silne i stabilne - mające w założeniu powszechny dostęp do opieki zdrowotnej i zabezpieczenie na wypadek sytuacji kryzysowych i kataklizmów - tłumaczyła Paulina Karwowska.

Wspomniała też o Agendzie 2030 wprowadzonej przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych, a zawierającej założenia zrównoważonego rozwoju.

- Jeden z celów zrównoważonego rozwoju dotyczy zdrowia - to zdrowie przez całe życie. Jego podcele są zbieżne z celami Narodowego Programu Zdrowia: zmniejszenie śmiertelności okołoporodowej i śmiertelności dzieci poniżej 5. roku życia, ograniczenie używania alkoholu, tytoniu, narkotyków, a także niezdrowej żywności. Ponadto poprawa zdrowia reprodukcyjnego i zwiększenie finansowania systemów ochrony zdrowia - podsumowała dyrektor biura WHO w Polsce.