Zbigniew Religa, dobry człowiek Zbigniew Religa

Kogoś, kogo nie ma wśród żywych, należy oceniać po tym, czy więcej było w nim dobrego, czy złego...

Nie ma ludzi idealnych. O zmarłych mówi się wyłącznie dobrze. Tak się składa, że w naszych kontaktach Profesor jawił się od tej dobrej strony. Chociaż, czasami, nie aż od tak dobrej, jakbyśmy sobie tego życzyli. Szkoda, że nie dane mu było w stu procentach zaspokoić naszych oczekiwań. Cóż, siła wyższa.

Andrzej Bęben, sekretarz redakcji Rynku Zdrowia: - Dlaczego Profesora mieliby wspominać tylko pacjenci, współpracownicy czy politycy? Wojciech Kuta, redaktor naczelny Rynku Zdrowia: - I racja. Dziennikarze też mają do tego prawo. A w naszym przypadku, zważywszy, czym jest Rynek Zdrowia, to mamy nawet poniekąd i obowiązek! Piotr Wróbel, zastępca redaktora naczelnego Rynku Zdrowia: - Zazdroszczę wam. Nigdy nie miałem okazji rozmawiać z Profesorem. Zazdroszczę tym kolegom dziennikarzom, którym los podarował taką możliwość...

BOR na drodze

Wicenaczelny nie ukrywa: - Czuję, jakby ominęło mnie coś ważnego. I pewnie tak jest. Nie poznałem nigdy bliżej człowieka, którego postać już znalazła się w panteonie sław polskiej medycyny. Jakoś tak się składało, że na śląskie konferencje prasowe z udziałem Profesora czy rozmowy z nim dla gazet, w których pracowałem, jeździli inni dziennikarze.

Mieli bliżej z Katowic, ja przez długie lata pisałem z tzw. terenu.

Tylko raz, już jako dziennikarz Rynku Zdrowia, obsługiwałem oficjalne spotkanie z udziałem Zbigniewa Religi. Był wtedy ministrem zdrowia. Razem z ówczesnym premierem Kazimierzem Marcinkiewiczem przyjechał na Śląsk podziękować lekarzom i ratownikom uczestniczącym w pamiętnej akcji ratunkowej na terenie Międzynarodowych Targów Katowickich.

Koniecznie chciałem uzyskać, jak się to mówi w naszej gwarze: na wyłączność, wypowiedź Profesora. Zaczaiłem się w korytarzu. Czekałem z dyktafonem w ręce i nadzieją w duszy: aż wyjdzie z sali konferencyjnej.

Wyszedł. Niestety, mój misterny plan rozmowy zniweczyli oficerowie BOR-u. Zagrodzili mi drogę, a Profesor zniknął za drzwiami pokoju, zaimprowizowanej szatni. Po co tam uciekł? Potem pojąłem, że poszedł tam sobie zapalić. Stało się więc tak, że cokolwiek wiem o Profesorze jako człowieku, zawdzięczam jego współpracownikom. No i jego synowi, Grzegorzowi. Też kardiochirurgowi.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH